Styl gwiazdy: Małgorzata Socha

Ma słabość do klasycznych ubrań, kwiatowych zapachów i niewygodnych szpilek. Gdyby nie została aktorką, prawdopodobnie można by ją było spotkać w warszawskiej restauracji w roli... szefowej kuchni!

fot. Maria Przybysz/AF Photo
Spotykamy się w piątkowe przedpołudnie w jednej z warszawskich restauracji. Małgosia zdradza mi, że na popołudnie zaplanowane ma... gotowanie obiadu dla swojego męża. Gdy siada przede mną, podziwiam jej makijaż. Ciemne, lśniące brwi i czarne, podkręcone, długie rzęsy, gładką matową cerę o jednolitym odcieniu. Myślę sobie: „Doskonały! Jest, ale jakby go nie było”. Chwilę potem dowiaduję się, że rzeczywiście go nie ma! Z zazdrością patrzę na kobietę, która bez makijażu wygląda znacznie lepiej niż ja w pełnym make-upie. Na początku pytam ją o wrażenia z sesji zdjęciowej dla Urody, która miała miejsce dzień wcześniej.

Mogłabyś się tak ubierać na co dzień?
Małgorzata Socha: Podobało mi się, że byłam (chyba po raz pierwszy) wystylizowana inaczej niż dotychczas. W Polsce niestety zwraca się uwagę na to, jak się ubieramy. Natomiast za granicą można być dużo bardziej kontrowersyjnym i nikogo to nie szokuje. Moją stylizację podczas tej sesji określiłabym jako glamrock. Myślę, że to jedna z najciekawszych moich metamorfoz.

Zobacz sesję Małgorzaty Sochy dla miesięcznika Uroda

Od września jesteś ambasadorką ubrań jesienno-zimowej kolekcji marki Tiffi. Skąd ten pomysł?
Małgorzata Socha: Marka Tiffi jest w Polsce już od kilku lat i ma ugruntowaną pozycję na rynku. Kiedy zaproponowano mi współpracę, zgodziłam się bez wahania. Okazało się, że w szafie już mam coś z kolekcji Tiffi. Proste, klasyczne modele o eleganckim charakterze przypadły mi do gustu i mam nadzieję, że spodobają się też innym kobietom. Z przyjemnością zakładam je na imprezy i na co dzień.

Nie nudzi cię ten klasyczny styl? Nie masz ochoty czasem zaszaleć?
Małgorzata Socha: Uważam, że ubierając się klasycznie, najtrudniej popełnić błędy. Żeby naprawdę dobrze znać się na niuansach modowych, trzeba nieustannie śledzić najnowsze trendy. A ja na to nie mam czasu. Zawsze uważałam, że w ubraniu trzeba się czuć ubraną, a nie przebraną.

Wydajesz dużo pieniędzy na ciuchy?
Małgorzata Socha: Media mają manię śledzenia tego, w czym się było dwa lub trzy razy na imprezie. Dlatego cieszę się, że sukienki mogę wypożyczać z Tiffi. Staram się też robić zakupy na zagranicznych wyprzedażach. Nie jestem królową gadżetów – torebek, pasków, biżuterii. Lubię buty, ale szpilek zaczynam mieć dosyć ze względu na postać, którą gram w „Brzyduli”. Bywa, że na kilkunastocentymetrowych obcasach biegam codziennie przez 12 godzin i strasznie bolą mnie nogi. Mimo wszystko na imprezy zawsze je zakładam. Bardzo lubię te od Marca Jacobsa. W szpilkach czuję się kobieco i wyjątkowo. Ale na co dzień skłaniam się w stronę balerinek i trampek.


Gdzie najbardziej lubisz robić zakupy?
Małgorzata Socha: W Warszawie uwielbiam odkrywać nowo powstałe butiki w centrum miasta. Podróże sprzyjają spontanicznym wydatkom, ale moje wyjazdy nigdy nie determinują zakupów – raczej odwrotnie, robię zakupy przy okazji wakacyjnych wypadów.

Gdzie lubisz wyjeżdżać na wakacje?
Małgorzata Socha: Lubię zwiedzać Azję, są tam mili, zawsze uśmiechnięci ludzie. Do tego świetna kuchnia, piękne plaże i cudowna przyroda. Poza tym kocham polskie morze, nad które wracam przynajmniej raz w roku. Turyści są tak zaaferowani sobą, straganami, goframi, że czuję się anonimowa. Miejscem, które darzę sentymentem, jest Darłówek. Jeździłam tam z rodzicami przez 15 lat. Tam też poznałam mojego męża. Jeśli czas pozwala, jeździmy na Półwysep Helski, gdzie Krzysiek pływa na kitesurfingu. 

Potrafisz gotować?
Małgorzata Socha: Potrafię i lubię. Gotuję w zależności od zamówienia męża (śmiech). Ale dzisiaj miała być po raz kolejny pasta. Powiedziałam, że basta, robię polski obiad! Lubię, kiedy mamy dla siebie czas, żeby spokojnie zjeść razem. To dla mnie bardzo ważne.

Postać, którą grasz w „Brzyduli”, jest specyficzna – złośliwa, intrygująca... Trochę niezrównoważona psychicznie.
Małgorzata Socha: Wiolka ma wiele twarzy. Gdy zaproponowano mi tę rolę, od razu myślałam, jak ją usprawiedliwić i nadać jej bardziej ludzkie cechy. Bo w każdym jest dobro, tylko trzeba je odkryć, tak jak odkryłam je w Wiolce. Myślę, że widzowie polubili ją właśnie za tę ludzką twarz.

Zazdrościsz jej czegoś?
Małgorzata Socha: Na pewno tupetu (śmiech), przebojowości i pewności siebie. Dasz wiarę?!

A wygląd zewnętrzny? Mogłabyś się z nią identyfikować na co dzień?
Małgorzata Socha: Nigdy nie myślałam o tym, żeby cokolwiek odkupić z garderoby Wiolki. Kiedyś rozbawiło mnie, gdy weszłam na jakiś portal internetowy i zobaczyłam swoje zdjęcie w prostej, klasycznej sukience. Jeden z komentarzy brzmiał mniej więcej tak: „A dla mnie ona ciągle ubiera się tak jakoś ponuro. Mogłaby się ubrać na jakąś imprezę tak jak Wiolka. Od razu wyglądałaby weselej”.

Czytasz komentarze w serwisach plotkarskich? 
Małgorzata Socha: Kiedyś czytałam, ale internauci są okrutni. Na początku byłam dotknięta tymi wypowiedziami. Zastanawiałam się, dlaczego tak piszą, przecież nic im nie zrobiłam. Potem zaczęłam się z tego śmiać, kiedy dowiedziałam się np. o tym, że mam brwi jak Breżniew (śmiech). A teraz nie czytam, bo wiem, że każdy za pośrednictwem Internetu może wylać swoją żółć. A to ma się nijak do rzeczywistości.

Byłaś kiedyś na diecie?
Małgorzata Socha: Pewnie, że tak. Miewałam różne okresy w swoim życiu. Pięć lat temu postanowiłam, że schudnę. Jakoś wcześniej nie przeszkadzało mi to, że jestem pełniejsza. Aż do momentu, kiedy reżyser po zdjęciach próbnych do filmu dał mi do zrozumienia, że jestem zbyt „potężna”. To mnie naprawdę dotknęło i dlatego postanowiłam się odchudzić. Ćwiczyłam, zmniejszyłam porcje posiłków, nie jadłam węglowodanów. Gdy czułam głód, wypijałam kawę latte. Przez dwa miesiące schudłam 10 kg! Nawet mi nieźle poszło, ale wiadomo, że najtrudniej jest utrzymać wagę. Cały czas walczę ze swoim apetytem, bo lubię jeść. A od aktorek często wymaga się, żeby wyglądały prawie jak modelki. Na szczęście mój mąż jest wielkim fanem sportu i często mnie do niego mobilizuje.


A jaki sport uprawiasz?
Małgorzata Socha: Lubię jeździć na rowerze, biegać z mężem po Lesie Kabackim. Zaczęłam uczyć się grać w tenisa. Co roku wyjeżdżam na narty i deskę, pływam. Im więcej aktywności, tym więcej satysfakcji, że zrobiło się coś dla siebie. Ale nie tylko. Zaangażowałam się w akcje społeczną „Servier dla serca. Wygraj z zawałem”. Zachęcam do aktywnego trybu życia, który chroni przed chorobami serca. Sama też daję dobry przykład.

Masz jakieś swoje ulubione kosmetyki, których nie może zabraknąć w Twojej łazience?
Małgorzata Socha: Lubię balsam ujędrniający do ciała Mary Cohr. Świetnie nawilża i ujędrnia skórę. Balsam do rąk tej samej marki zawsze stoi w mojej kuchni, żebym o nim pamiętała. Na co dzień nie maluję rzęs, a jeśli już to tylko maskarą 2000 Calorie marki Max Factor. Uwielbiam ochronno-nawilżający balsam do ust Biothermu, jest bardzo smaczny (śmiech). Lubię podkłady Estée Lauder i „srebrną” puderniczkę La Prairie – wygląda jak cygaretka. Jeśli chodzi o pielęgnację, jestem wierna kremom do twarzy Shiseido.

Masz ulubionego fryzjera?
Małgorzata Socha: Tak, to „styliści” z salonu Daria w Józefosławiu (śmiech).

A ulubione perfumy?
Małgorzata Socha: Jestem wierna wybranym zapachom. Uwielbiam Euphorię Calvina Kleina, Chance Chanel, Aqua di Gio Armaniego, Diamonds Armaniego, Red Delicious DKNY. Sięgam po świeże kwiatowe zapachy, nie przepadam za słodkimi, cukierkowymi i ciężkimi. Czuję je wtedy na sobie, a to niedobrze.

Chodzisz regularnie na jakieś zabiegi?
Małgorzata Socha: Rzadko mam na nie czas. Chociaż będąc w spa Ognisty Ptak w Węgorzewie, czułam się cudownie – wszystko w zasięgu ręki. Można stamtąd nie wychodzić! Gdy jestem okropnie zmęczona i szpilki czuję nie tylko na nogach, ale też niemalże w głowie, uwielbiam masaż tajski. Częściej stawiam na takie odreagowywanie niż zabiegi kosmetyczne.

Jacy faceci zwracają Twoją uwagę?
Małgorzata Socha: Mogę powiedzieć jacy zwracali, bo teraz jestem mężatką (śmiech). Jeśli ktoś patrzył w oczy, to znaczyło, że ma szczere intencje. Lubię zaradnych mężczyzn, takich przy których mogę się bezpiecznie czuć jako kobieta. To ważne.

Kto był Twoim ideałem, gdy byłaś nastolatką?
Małgorzata Socha: Nigdy nie kochałam się w nikim z Take That albo New Kids On The Block (śmiech). Ale Luis de Funes był moim idolem.

Twój mąż jest o ciebie zazdrosny?
Małgorzata Socha: Nie jesteśmy o siebie zazdrośni. Od momentu kiedy się pobraliśmy, staliśmy się bardziej pewni siebie.

Podobasz się sobie?
Małgorzata Socha: Lubię siebie, choć, jak pewnie każdy, mam kompleksy. Na początku, gdy widziałam siebie na ekranie lub kiedy słyszałam swój głos, czułam się strasznie. Ale okazuje się, że można się do siebie przyzwyczaić.

Czy w przyszłości bierzesz pod uwagę jakąś radykalną zmianę w swoim wyglądzie? Na przykład operację plastyczną?
Małgorzata Socha: Nie myślałam o tym. Ale jeśli ktoś nigdy nie akceptował siebie, chirurg plastyk mu nie pomoże. To zadanie dla psychoanalityka. Nie wiem, jakie będę miała potrzeby za parę lat. Medycyna estetyczna coraz częściej oferuje zabiegi bez użycia skalpela.

Co sprawia, że kobiety są seksowne?
Małgorzata Socha: Seksapil to wrodzony wdzięk, pewność siebie, świadomość swojej władzy.

Uważasz, że jesteś pewna siebie?
Małgorzata Socha: Nie mówmy o moich słabościach.

Jak się czujesz, gdy musisz się rozebrać przed kamerą?
Małgorzata Socha: To nigdy nie jest przyjemne i nie lubię tego. Przed podjęciem takiej decyzji zawsze czytam scenariusz, żeby przekonać się, czy taka scena jest potrzebna.

Zdecydowałabyś się na rozbieraną sesję w męskim magazynie?
Małgorzata Socha: Jeszcze nie jestem na to gotowa. Bałabym się też reakcji ludzi.

Gdybyś nie była aktorką, kim byś została?
Małgorzata Socha: Myślę, że szefową kuchni (śmiech). W rozmiarze 44 też byłabym szczęśliwa i miałabym w nosie wszystkie diety!

A co na to powiedziałby twój mąż?
Małgorzata Socha: Myślę, że też byłby szczęśliwy! Jak ja się doskonale czuję, to on również czuje się wtedy bardzo dobrze.

Naprawdę nie czułabyś się źle w takim rozmiarze?
Małgorzata Socha: Dlaczego?! Kochana, jeśli ty siebie akceptujesz, to cały świat cię akceptuje!

Wywiad przeprowadziła Magda Błaszczak, dziennikarka miesięcznika Uroda

zdjęcia: Maria Przybysz/AF photo; stylizacja: Jola Czaja; makijaż: Tomek Kocewiak dla LancÔme; fryzury: Robert Kupisz
Jak Małgorzata Socha spędziła Dzień Matki?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (10)
Ted/7 lat temu
Tak sie sklada i oczywiscie stek bzdur. Nic specjalnego w tej tawrzyczce taki swinski ryjek. Ale gazetki lubia tak lizac tylkek. Widzialem rowniez herbus, ktora jest nabita i kuduplowata. Nie wierzcei tym bzdetom. Na ulicy chodzi mnostwo piekniejszych dziewczyn niemedialnych.
Ted/7 lat temu
Tak sie sklada i oczywiscie stek bzdur. Nic specjalnego w tej tawrzyczce taki swinski ryjek. Ale gazetki lubia tak lizac tylkek. Widzialem rowniez herbus, ktora jest nabita i kuduplowata. Nie wierzcei tym bzdetom. Na ulicy chodzi mnostwo piekniejszych dziewczyn niemedialnych.
Ewa./7 lat temu
No z taka kariera to raczej wystarczy jej slowacja . Juz tam nie wiedza kim jest. Ale tekst chlapnela:)
POKAŻ KOMENTARZE (10)