Styl Agnieszki Grochowskiej

Szczupłą figurę ma w genach, dlatego nigdy nie stosowała żadnej diety. Występy w teatrze zastępują jej fitness. Nie korzysta z usług makijażysty ani fryzjera, ale wiele uwagi poświęca swojej cerze.

Styl Agnieszki Grochowskiej fot. Mateusz Stankiewicz / AF PHOTO
Spotykamy się w kafejce przy Filtrowej, niedaleko mieszkania Agnieszki. Naprzeciwko znajduje się budynek liceum. Z prawie niewidocznym makijażem, w dżinsach, koszuli i sweterku Agnieszka wygląda jak nastolatka, która wpadła tu na długiej przerwie, aby coś zjeść. Na jej talerzu leżą dwa tosty z serem, oliwki, keczup. Takie menu nie pasuje mi do jej filigranowej figury. A jednak! Jest już 12.30, ale dla Agnieszki to dzisiaj pierwszy posiłek. Tydzień temu wróciła ze Stanów i jej zegar biologiczny jeszcze się nie przestawił.

- To jednak prawda, że telewizja dodaje kilka centymetrów. Nie wiedziałam, że jesteś aż tak szczupła! Widząc zawartość twojego talerza, jestem pewna, że się nie odchudzasz...
Agnieszka Grochowska:
Masz rację. Nie odchudzam się i nigdy nie byłam na żadnej diecie. Ta dobra przemiana materii ma swoje korzenie w genach. Mam figurę po mojej mamie.

- Pomagasz swoim genom, uprawiając jakiś sport?
Agnieszka Grochowska:
Też raczej nie. Ograniczam się do wyjazdu na narty raz w roku i jazdy rowerem po mieście. Ale jestem bardzo energiczną osobą. Jeśli mam zły humor, zamiast położyć się do łóżka, rozładowuję stresy, robiąc na przykład porządek w szafie. Nie zrozum mnie źle – mój dom nie jest miejscem, gdzie wszystko jest wypucowane, nie robię non stop porządków. Ale kiedy mnie coś zirytuje, wolę przewalić całą szafę, niż leżeć.

- I dzięki temu nie narzekasz na swoją formę?
Agnieszka Grochowska:
Z tym bywa różnie. O ile w trakcie intensywnej pracy mogę góry przenosić, to po dwóch miesiącach przerwy bywa znacznie gorzej. Ale jakoś daję radę, staram się (śmiech).

- Zawsze wiedziałaś, że chcesz zostać aktorką?
Agnieszka Grochowska:
Tak naprawdę nie byłam zdecydowana. Aktorzy lubią śpiewać piosenki, recytować wiersze i pokazywać się w miejscach publicznych, a ja nie jestem taką osobą.

- Nie masz potrzeby pokazywania się w miejscach publicznych?
Agnieszka Grochowska:
Uważam, że aktor powinien istnieć publicznie, taka jest jego druga natura. Ale ja mam jakoś inaczej. Maksymalnie spełniam się na scenie i przed kamerą. To jest najwspanialsza rzecz, jaką mogę wykonywać, i nie wyobrażam sobie, żebym miała robić coś innego. Ale składając dokumenty do szkoły aktorskiej, nigdy nie myślałam: „O, będę zdawała teraz do szkoły aktorskiej, cały świat jest mój”. Przystępując do egzaminów, nie zakładałam, że się tam dostanę. W ogóle nie miałam żadnego konkretnego planu – wiedziałam tylko, że jakoś to zrobię.

- Pamiętasz swój pierwszy makijaż?
Agnieszka Grochowska:
Zaczęłam się malować, gdy skończyłam 15 lat. Nie był to wtedy pełny makijaż – ograniczałam się do pomalowania rzęs. Jednak z moich „urodowych” debiutów doskonale pamiętam wpadkę z włosami obciętymi przy skórze na samym czubku głowy. Jako nastolatka postanowiłam dodać sobie urody i podkręcić włosy lokówką. Niestety, włosy się zaplątały. W panice, niewiele myśląc, przycięłam je przy samej skórze.

- Nie wstydziłaś się chodzić z taką fryzurą?
Agnieszka Grochowska:
Nie, stwierdziłam, że to olewam. Wyglądałam wtedy naprawdę interesująco... Przez kilka miesięcy chodziłam z takim elementem jeża na czubku głowy (śmiech).


- Malujesz się przed wyjściem z domu?
Agnieszka Grochowska:
To zależy. Nigdy nie maluję się mocno, zawsze ograniczam się do tuszu do rzęs i lekkiego podkładu. Ale wyjście z domu bez makijażu nie jest dla mnie żadnym problemem. Za namową kosmetyczki staram się jednak pamiętać o podkładzie – przekonała mnie, że trzeba oszczędzać twarz i przykrywać ją warstwą właśnie tego kosmetyku. Dodatkowo codziennie używam kremu Clinique Sun Care z filtrem SPF 30.

- Masz stałą zaufaną kosmetyczkę?
Agnieszka Grochowska:
Tak, od lat jest nią pani Ewa Paradowska, która ma malutki gabinet na ulicy Orlej. Mam do niej pełne zaufanie – jeśli potrzebuję pilnego zabiegu, bo za pięć dni muszę dobrze wyglądać, wiem, że jest w stanie mi to zapewnić. To dla mnie naprawdę bardzo ważne, że w każdej chwili mogę na nią liczyć.

- Na specjalne okazje pozwalasz sobie na bardziej wyrazisty makijaż?
Agnieszka Grochowska:
Tak, ale zawsze robię to sama. Wtedy mocniej maluję oczy niż usta. Nie przychodzi mi nawet do głowy poświęcać dwóch godzin przed wyjściem na wizytę u makijażysty. Nie mam takich potrzeb.

- Nie czujesz presji, że musisz wyglądać wyjątkowo dobrze, np. przed premierą filmu?
Agnieszka Grochowska:
Nie spędza mi to snu z powiek. Ale gdy wiedziałam, że będę szła po czerwonym dywanie na Shutting Stars w Berlinie, a Cate Blanchett da mi statuetkę, musiałam wyglądać wyjątkowo dobrze. Wtedy przyjechała ze mną z Polski osoba, która przez dwie godziny zajmowała się moim wyglądem. Na co dzień staram się jednak tę presję minimalizować. Nie dokręcam więc śruby, że to jest takie superważne i muszę wyglądać jak Sharon Stone w połączeniu z Marilyn Monroe. Mam swoją hierarchię ważności i dlatego brak makijażu mnie nie przytłacza. Mogę wyjść nieumalowana, ale nigdy nie wychodzę z nieumytymi włosami. Od zawsze mam na tym punkcie świra i myję włosy codziennie.

- Gdybym zajrzała teraz do twojej kosmetyczki…
Agnieszka Grochowska:
Znalazłabyś tu jasnobrązowe cienie do powiek Duo Bronzee Estée Lauder, grafitowe Colorful Mono Mat 1 Sephora, czarny eye-liner w kremie Acceentuating Cream Eyeliner Shiseido, trzy kredki do ust Shiseido: nr 6 Bordeaux, nr 16 Rose Vintage i Automatic Lip Crayon lc2. Poza tym baza pod podkład Skin Base Visage MAC, podkład Teint Delectation, By Terry, trójkolorowy puder Shiseido nr 1 i delikatny róż Cubin Satin Mac. Są tu jeszcze trzy rodzaje tuszów do rzęs: bakłażanowy Volume Effect Yves Saint Laurent, Telescopic L’Oréal Paris oraz High Impact Clinique.

- Zdarza ci się popełniać jakieś grzechy przeciwko swojej urodzie – kładziesz się spać w makijażu, notorycznie się nie wysypiasz, jadasz nieregularnie?
Agnieszka Grochowska:
O, coś mi się wydaje, że dużo takich grzechów popełniam! Bywam głodna o północy, więc bez zastanowienia jem. Sypiam o różnych godzinach. Jeśli chodzi ci o to, czy na co dzień zastanawiam się, jaki wpływ mój tryb życia ma na urodę, to, cholera, nie myślę o tym! (Śmiech).

- Widocznie wszystko, co trzeba, masz w genach. Wyglądasz super!
Agnieszka Grochowska:
No, zobaczymy, jak długo…


- Chętnie sięgasz po kosmetyczne nowości?
Agnieszka Grochowska:
Czasem wpadam do drogerii i kupuję coś nowego, żeby przetestować, ale raczej są to kosmetyki do ciała niż do twarzy. W kwestii pielęgnacji skóry twarzy jestem przewrażliwiona, tu nie eksperymentuję. Opieram się głównie na marce Clinique i często sięgam też po kremy apteczne, takie jak Emolium lub Rosaliac Avene.

- A kosmetyki z górnej półki?
Agnieszka Grochowska:
Od lat jedną z bardziej ekskluzywnych rzeczy, jaką posiadam w łazience, jest olejek Nuxe. Latem fajnie błyszczy na skórze, a zimą dodaje ładnego kolorytu. Bardzo często zmieniam perfumy, nie mogę wytrzymać za długo z jednym zapachem. Teraz mam Un Jardin en Mediterranee Hermesa.

- Lubisz wypady na zakupy?
Agnieszka Grochowska:
Tak, chociaż często mnie dobijają, bo nie mogę nic fajnego znaleźć. Czasem pełna zapału wpadam do galerii handlowej i odbijam się od sklepu do sklepu, bo nic mi nie pasuje.

- Może jesteś bardzo wymagająca…?
Agnieszka Grochowska:
Chyba tak.

- Jaki styl ubrań lubisz?
Agnieszka Grochowska:
Dla mnie liczą się przede wszystkim materiały – muszą być w dobrym gatunku. Jeśli chodzi o styl – lubię klasykę. Niestety, takich ubrań jest mało albo są bardzo drogie. Kupić coś fajnie uszytego z dobrego materiału w przystępnej cenie jest dzisiaj bardzo trudno.

- Zakupy poprawiają ci humor?
Agnieszka Grochowska:
To zależy. Bywa, że mam wyrzuty sumienia, że coś niepotrzebnie kupiłam albo mogłam pożyteczniej wydać pieniądze lub spędzić czas.  Najczęściej zdarza mi się kupować buty w złym rozmiarze. W sklepie wydają się dobre, w domu okazują się za małe. To, co ci jeszcze powiem, może wydawać się śmieszne: często kupuję buty na wysokich obcasach, które potem okazują się za wysokie. Noszę je na jakieś wyjścia, ale źle się w nich czuję. Teraz mam dziesięć par butów, które mają za wysoki obcas.

- A czego nigdy byś nie włożyła?
Agnieszka Grochowska:
Nie lubię falbanek. Gdybym włożyła falbaniastą spódnicę, bardzo źle bym się w niej czuła. To zupełnie nie mój styl. Ale nad bluzką z żabotem już bym się zastanowiła.

- Farbujesz włosy?
Agnieszka Grochowska:
Czasem oddaję się w ręce fryzjera. Ale najczęściej kupuję szampon Palette Schwarzkopf w odcieniu brązu i farbuję włosy sama. Nie biegam do fryzjera za każdym razem, gdy chcę poprawić kolor. Co więcej, nie raz spotkałam się z uznaniem ze strony fachowców. Twierdzą że, moje włosy wyglądają bardzo naturalnie, załamują się w różne kolory. A mnie się wydaje, że robię to nieudolnie (śmiech).

- Masz jakiś ulubiony zabieg kosmetyczny?
Agnieszka Grochowska:
Niedawno odkryłam w galerii handlowej na Ursynowie przy ulicy KEN Centrum Masażu Tajskiego „Chai Yo”. Okazuje się, że Tajlandki w Polsce robią go super (w Tajlandii bywa różnie, bo jest on dużo tańszy). Dla mnie jest to odpowiednik jogi (wersja dla leniwych). Może być relaksacyjny albo bardziej dynamiczny, gdy twoje ścięgna są rozciągane i energicznie masowane. Do tego dochodzi genialny masaż nóg… Polecam!

- Czy masz jakieś kompleksy?
Agnieszka Grochowska:
Mam trochę krzywy nos. Czasem mnie to irytuje, bywa, że wstaję z łóżka, patrzę w lustro, a on jest na maksa krzywy. Wtedy muszę go naprostować albo... położyć się na drugi bok (śmiech). Poza tym oczywiście bywają dni, że czuję się brzydka i, tak jak wszystkie kobiety, działam wtedy instynktownie – staram się szybko coś naprawić. Ale tak naprawdę lubię swoją twarz i ogólnie jestem zadowolona z tego, kim i jaka jestem.

Rozmawiała: Magdalena Błaszczak / Uroda
Co Joanna Horodyńska mówi o swoim stylu?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)