POLECAMY

Operacja Nr 1: Zdążyć Maturalny!

Są takie wydarzenia życiowe, które się automatycznie odbiera jako zmiany. Kuba zawsze wtedy mówi, że zaczyna nowe życie (ba, Amsterdam i studia mody o to się zatroszczą!), ktoś prawie jak ja idzie w nieznane, na każdym kroku spotykając różnorodność i nowość, a ktoś otwiera czyściutką kartkę księgi życia.

Są takie wydarzenia życiowe, które się automatycznie odbiera jako zmiany. Kuba zawsze wtedy mówi, że zaczyna nowe życie (ba, Amsterdam i studia mody o to się zatroszczą!), ktoś prawie jak ja idzie w nieznane, na każdym kroku spotykając różnorodność i nowość, a ktoś otwiera czyściutką kartkę księgi życia.

To wszystko dźwięczy ekscytująco, czasami groźnie (wspomnijcie własnych nauczycieli i ich wygłaszane monologi na temat, jaki świat poza szkołą jest straszny). Bal maturalny jest właśnie takim momentem przełomowym, który (dzięki Bogu!) raz i na zawsze kończy ten szalony kołowrotek (w skrócie): szkoła, dom, praca domowa, czas się łożyć, czas wstawać… Człowiek już zaczyna tracić zmysły od 12-stu lat rutyny, tych samych twarzy, pał i kartkówek. Natomiast wszyscy naokoło zwalają winę na tremę przedmaturalną, a tym czasem matura to chyba jest najlepsze, co mogło biednego ucznia spotkać.

A więc, maturalny jest chyba ostatnią oficjalną możliwością zabłyszczeć przed kolegami i koleżankami ze szkoły, zaszaleć do rana z całą ekipą i w końcu uczcić ten koniec początku! Z innej strony, kolejne wspaniałe święto, które w przyszłości może się mało różnić od zwykłej prywatki, gdzie się wkłada sukienki koktajlowe, a panowie są aż tak uprzejmi, żeby wciągnąć na siebie fraki. W sumie tu może trochę przesadzam, (jakie fraki w szkole?!), ale fakt, że na inne takiego typu przyjęcia dobiera się garderobę nie mniej starannie, niż na bal maturalny (przecież musimy pokazać, że szkoła zrobiła z nas ludzi, a później, – że wciąż nimi jesteśmy).

Na zakupy, szykując się do balu, nie mogłam dosłownie się zmusić, mało tego, w ogóle o nim zapomniałam! To rzeczywiście dziwne, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że garderobę zawsze szukam jeszcze półtora, no może dwa tygodnie przed zagrażającym przyjęciem, a maturalny, który wyżej określiłam jako symbol początku nowego życia pozwoliłam tak zaniedbać! Jednak jak mówi moja babcia „ Wszystko się robi ku lepszemu” i w jeden dzień znalazłam oszałamiające szpilki, wpisałam się do fryzjerni, do stroju doszła błyszczącą kopertówka, lśniącą biżuteria i jeszcze kilka rzeczy.

Więc może czasami nawet na zakupach przyświeca nam fart, gdy potrzebne rzeczy nie tylko leżą i czekają na osobę na półkach butików, ale cieszą oko, są jakościowe i jeszcze mają zniżki w pół ceny. A kiedy zostaje ostatnia suknia i niechcący zauważasz, że jest w Twoim wymiarze? Myślę, że taki zbieg okoliczności możemy i warto potraktować jak malutkie cudo i po prostu się z niego cieszyć! Dziś, kiedy mamy tak wielki wybór różnej odzieży, firm, sklepów, gdzie ją można kupić, znaleźć naprawdę pasującą pod wszystkimi względami (jakość, cena, wygląd) rzecz jest niezwykle trudno! I jeszcze ile czasu na to trzeba oddać! A gdy rzeczy znajdują Cię same? – za to trzeba dziękować. Pamiętam, jak w pewnej książce o stylu natknęłam się na interesującą myśl słynnej modnisi rosyjskiej. K. Sobciak zapewniała, że jeżeli trudno się zdecydować na kupno jakiejś rzeczy, to nie zmuszajmy się podejmować decyzję w tej samej chwili. Zawsze można przyjść następnego dnia i nie martwić się, jeżeli towar zostanie wykupiony. Jeżeli rzecz jest prawdziwie Twoja, dla Ciebie stworzona, to ona na Ciebie zaczeka. Rzeczy zawsze czekają na swoich gospodarzy. Dla mnie osobiście ta reguła się sprawdzała wiele razy, gdy nie miałam ze sobą kasy, gdy czekałam na zniżki, gdy nie byłam pewna czy warto kupować…

No i mogę się pochwalić, że moje turbo-speed zakupy się udały! Za najwspalniajszą kupioną rzecz uważam jednak seksowne szpilki, które wierzę, że pochwaliłaby sama Carrie Bradshaw. Pamiętam jak ta charyzmatyczna bohaterka kupiła szpilki, które w kolejnym odcinku pogryzł pies (jakie szczęście, że mam tylko kota!). Co prawda, szpilek nie wkładałam już od pół roku. Przy swoim i tak wysokim wzroście nie potrzebuję ich zbyt często, a ostatnio stawiałam w ogóle na wygodę i sport. Mówiąc o sporcie nawet rolki za ten czas zdążyłam oswoić, dlatego wybierając się na maturalny jedną z krążących myśli w mojej głowie była:
„ Chyba na rolkach jeździć jest łatwiej niż chodzić na 11-stu centymetrowych szpilkach!”.

p.s.
Z zakupów wyniosłam głównie jedną ważną lekcję: można wszystko kupić bardzo szybko i świetnie wyglądać. Jednak na długie i szczęśliwe życie radzę nie kupować (nigdy w życiu!) za ciasnych butów, ewentualnie te pantofle są bosko piękne i po prostu jak ulał pasują do waszej wieczorowej sukienki. W moim wypadku miałam tylko jedyną opcję: wcisnąć nieposłuszną stopę w bucik kopciuszka (ostrzegam, że czasami ma się wrażenie, że jest raczej jego złą siostrą), a później cierpliwie nawracać swoje kilometry, żeby się wreszcie stały drugą skórą (albo pietą). Jest jeszcze jedna ciekawa metoda, której jednak się nie odważyłam spróbować: wstawianie ciasnych butów z woreczkiem wody do zamrażarki. Woda zastygając w lód powiększa swoją objętość i w taki sposób rozciąga obuwie. W moim wypadku wystarczyło, że zobaczyłam ojczyma na szpilkach, który cudem wsadził swoją stopę do środka i tym samym ulżył mi życie!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
/8 lat temu
Kolejny fajny artykuł na twoim ,,koncie" :)! Podoba mi się ten taki luzik, pomysł0wość i pogodność, którą wręcz się odczuwa, czytając ten artykuł! Zuszek:)).
/8 lat temu
po pierwsze, pozdrawiam pania dziennikarke z tak, uwazam, powaznym wlasnym katkiem w necie! po drugie, taaaak, wygladalas super! i wiesz, to konczenie szkoly to jak drzwi, ktore za nami sie zamknely. ale wazne jest to co za drzwiami pozostawilismy i to, co pozostalo z nami - zawsze bede pamietal, nasze przygody za wspolna lawka:P
/8 lat temu
No może chwalić Ciebie nie będę, bo to już jest faktem i ty na pewno nie raz słyszałaś komplementy co dotyczą twego cudownego pisania. A co dotyczy tego o czym ty tu pisałaś, to chyba się z wszystkim zgodzę ;p Tylko też się dziwię (jak już tu ktoś się dziwił ;D), że szykowałaś się do balu tak krótko. . .;p Dobrze, tyle chciałam powiedzieć ;D Powodzenia w dalszym pisaniu! :}}
POKAŻ KOMENTARZE (4)