Marta Żmuda Trzebiatowska - styl gwiazdy

Z dziewczyny stała się kobietą. Zaczęła większą wagę przywiązywać do pielęgnacji skóry i do zdrowej diety. Poznaj jej styl!

fot. ONS
Uroda: Akcja filmu "Stawka większa niż śmierć", w którym ostatnio zagrałaś, rozgrywa się w czasie wojny. Jak czułaś się w stylizacji na lata 40-te?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Zawsze marzyłam o tym, by zagrać w produkcji, która rozgrywa się w latach 40-tych, m.in. ze względu na obłędne kostiumy. W sukienkach pensjonarkach, w których grałam, jest coś szlachetnego, ale i seksownego. Najbardziej podobała mi się zielona z białym kołnierzykiem. W podobnej mogłabym wyjść na ulicę. W strojach, które pochodzą ze starych magazynów teatralnych, jest coś magicznego, każdy ma swoją historię.
U: Jak określiłabyś swój styl?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Lubię miksować style. Na co dzień podoba mi się rock'n'rollowy look. Często noszę T-shirty z nadrukami, dżinsy rurki i do tego baletki. Jeśli zakładam buty na obcasie, muszą być dobrze wyprofilowane i naprawdę wygodne. Szpilki DeeZee, które dziś założyłam, mają wysoki obcas, ale dzięki platformie można w nich chodzić. Zdradzę ci w sekrecie, że w samochodzie mam baletki, które założę, kiedy tylko moje stopy zmęczą się w szpilkach.
U: Jakie marki butów lubisz?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Rzadko zwracam uwagę na metkę. Mam kilka drogich dodatków, które są mi potrzebne na gale. Na co dzień jednak wolę kupować ubrania w sieciówkach. Moda szybko się zmienia, poza tym nudzę się ubraniami i szkoda mi wydawać pieniądze na drogie ciuchy. Zawsze znajdę dla siebie coś w Zarze, H&M, uwielbiam Top Shop. Żałuję, że w Polsce nie ma mojej ulubionej sieciówki Urban Outfitters. Wypatrzyłam ją w Los Angeles. Mają tam fajne ubrania w grunge’owym stylu, ciuchy vintage, a także okulary, płyty i notesy.
U: Lubisz nosić biżuterię?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Mam słabość do dużych męskich zegarków, które traktuję jako element stroju. Ten, który mam teraz na sobie, to ciężki, złoty zegarek Michaela Korsa. Mam też kilka typowo męskich zegarków marki Edox. Czasem noszę  proste wisiorki. Ostatnio dostałam od narzeczonego piękny, składający się z wielu obrączek. Dziś mam na sobie wisiorek z trupią czaszką, który pochodzi ze sklepu Mokobelle. Mam bzika na punkcie okularów słonecznych. Nie mogę się oprzeć Ray-Banom. Od dawna podobają mi się kocie okulary w stylu retro. Może w tym roku uda mi się upolować jakiś ciekawy i niedrogi model.
U: Jakie sukienki najchętniej zakładasz na gale?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Na początku mojej kariery często byłam widywana w ubraniach marek Portofino i La Mania. To dlatego, że przyjaźnię się z Magdą Butrym, która jest główną projektantką La Manii. Wcześniej związana była z Portofino. Ostatnio postanowiłam otworzyć się na projektantów, których ciuchy zawsze mi się podobały, ale nie miałam odwagi zapytać, czy nie chcieliby dla mnie czegoś uszyć. Z pomocą przyszła moja stylistka Emilia Dadoń i skontaktowała mnie z duetem Bohoboco. To oni zaprojektowali czarną sukienkę z odkrytymi plecami, którą założyłam premierę "Stawki".
U: Czy stylistka pomaga ci wybierać ubrania na co dzień?
Marta Żmuda Trzebiatowska: W żadnym wypadku! Mam jasno sprecyzowany gust, wiem co mi się podoba i nie można mi niczego narzucić. W codziennym ubraniu chcę się czuć sobą, a nie postacią z filmu. Kiedy zaczęłam pracować przy produkcji serialu "Julia", którego akcja dzieje się w Krakowie, moje życie, poprzez ciągłe wyjazdy, nabrało tempa. Wpadam do Warszawy na dwa dni w tygodniu. I jeśli muszę uczestniczyć w imprezie, nie mam już czasu na szukanie odpowiednich strojów. Z Emilką, która jest kostiumografem, zaprzyjaźniłyśmy sięna planie serialu "Teraz albo nigdy". Przynosi mi całą torbę ubrań, a ja mogę je w domu spokojnie przymierzyć i wybrać coś dla siebie. Emilka wie, że nie przekona mnie do rewolucyjnych zmian i nawet tego nie próbuje. Choć ostatnio na premierę filmu "Królewna Śnieżka", do którego użyczyłam głosu, namówiła mnie na baletki. Była to dla mnie nowość, bo choć na co dzień często je noszę, to na oficjalne wyjścia zazwyczaj zakładam wysokie obcasy. Miałam na sobie bluzkę La Manii i zwiewną, plisowaną spódnicę z Zary. Baletki były strzałem w dziesiątkę. Pasowały do stroju, a poza tym zmniejszały dystans między mną a dziećmi obecnymi na premierze.  
U: Podobasz się sobie?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Z dziewczyny stałam się kobietą. Zauważam to zwłaszcza, kiedy oglądam swoje stare zdjęcia. Schudłam, moja twarz stała się mniej okrągła, bardziej uwydatniły się kości policzkowe. Jestem także bardziej świadoma swojego ciała, swoich mankamentów, a także atutów. Wiem, co mogę pokazać, a co powinnam ukryć. Poza tym mam dużą  wyrozumiałość dla swoich wad. Na jakiejś stronie internetowej ktoś napisał, że nie powinnam chodzić w mini, bo mam krzywe nogi. Kiedyś bym się tym przejęła. Dziś myślę, że to osoba, która to napisała, ma problem, a nie ja. Poradziłam sobie z kompleksami. Jak? Głośno o nich mówię i się ich nie wstydzę. Nikt nie jest idealny. Dużą zasługę w oswajaniu moich kompleksów ma mój narzeczony, który często mnie komplementuje. Każdej kobiecie polecam kochanego faceta, jako remedium na kompleksy. No i uśmiech! Uśmiechem można ukryć mankamenty urody. Emanujesz wtedy pozytywną energią i wszystkie niedoskonałości stają się mniej widoczne.
U: Stawiasz na makijaż oczu czy ust?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Stawiam na nieskazitelną i zadbaną cerę. Uważam, że piękna cera jest podstawą dobrego makijażu. Niestety, kiedy pracuję 12 godzin na planie z grubą warstwą makijażu na twarzy, a potem wracam do klimatyzowanego hotelu lub podróżuję do Warszawy, moja skóra na tym cierpi. Do tego smog w Krakowie! Moja cera z normalnej stała się wrażliwa. Ratunkiem okazały się kosmetyki Kanebo Sensai. Zaczynam od zmycia makijażu płynem micelarnym Bioderma. Potem nakładam oliwkę Kanebo, a kiedy oliwka się wchłonie, wsmarowuję balsam do twarzy. Na końcu nakładam krem intensywnie nawilżający. Okolice oczu pielęgnuję kremem marki Clarins lub Shiseido.
U: Masz ulubione kosmetyki do makijażu?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Na co dzień nie lubię się malować, ale jeśli już muszę, to używam pudru mineralnego marki MAC, natomiast na policzki nakładam róż marki MAC lub puder brązujący Clarins. Na planie filmowym lubię mieć pomalowane oczy tuszem Hypnose Drama Lancôme, ale na co dzień sięgam po różne marki. Co miesiąc kupuję nowy tusz, bo one szybko wysychają, a ja nie lubię, kiedy kosmetyk skleja rzęsy. Kiedyś uwielbiałam błyszczyki, dziś natomiast wybieram matowe szminki. Najpiękniejszą paletę kolorów znalazłam w marce YSL.
U: Na imprezy również malujesz się sama?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Korzystam z pomocy dwóch makijażystek. Bogusia Szubiakiewicz, którą poznałam na planie filmu "Śluby Panieńskie", stawia na makijaż oczu, natomiast Eryka Sokólska lubi podkreślać moje usta.
U: Zostałaś twarzą marki Pantene. Czy zmieniłaś coś w swojej fryzurze?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Agnieszka Płusa-Balcarek, która zajmuje się moimi włosami z ramienia Pantene, stawia na pielęgnację. Dzięki niej mam piękne, zadbane włosy. Zimą chciałam zafundować im odpowiednie nawilżenie i regenerację, więc używałam kosmetyków Pantene
z linii Intensywna Regeneracja do włosów normalnych. Na wiosnę postawiłam na objętość! Bardzo podoba mi się odświeżona linia Aqua Light. Jest idealna na wiosnę i lato. Pięknie pachnie i dodaje włosom objętości.
U: Masz ładnie wygładzone włosy, używasz prostownicy?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Na planie zdjęciowym moje włosy poddawane są nieustannym zabiegom stylizacyjnym. Dlatego po pracy staram się dać im odpocząć. Prostownica daje szybki efekt gładkich włosów, ale narusza ich strukturę. Wybieram więc szczotkę i suszarkę. Pamiętam również, aby używać kosmetyków chroniących włosy przed wysoką temperaturą. Z niecierpliwością czekam na lato, kiedy wreszcie będę mogła pozwolić włosom wyschnąć na słońcu.
U: Masz ulubiony gabinet kosmetyczny?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Uwielbiam Studio Urody Małgorzaty Ekert. Znajduje się ono aż na Żoliborzu. Ja mieszkam na Ursynowie i choć pod domem mam kilka salonów kosmetycznych, zawsze jadę do pani Małgosi. Podoba mi się rodzinna atmosfera i wspaniała, profesjonalna obsługa. Jestem fanką Shellaca, ponieważ dzięki niemu przez trzy tygodnie mam piękne paznokcie. Spotkałam się z zarzutem, że lakier hybrydowy niszczy płytkę paznokcia, ale jeśli jest odpowiednio nakładany i ściągany, to nie ma takiej możliwości. Oczywiście raz na jakiś czas warto dać od niego odpocząć paznokciom. Mój ulubiony kolor to karmelkowy o nazwie Coco.
U: Chodzisz czasem do spa?
Marta Żmuda Trzebiatowska: W Krakowie mieszkam zazwyczaj w Art Hotel Niebieski i czasem korzystam z masażu lub sauny w tamtejszym spa. Hotel znajduje się nad samą Wisłą, z dala od zgiełku. Jeśli chodzi o Warszawę, lubię Instytut Clarinsa na Różanej. Byłam tam dwa tygodnie temu na wspaniałym peelingu ciała. Każda kobieta powinna móc sobie czasem na taki luksus pozwolić.
U: Twój narzeczony jest zawodowym tancerzem, a ty aktorką. Musicie dbać o linię. Czy stosujecie jakąś szczególną dietę?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Nie przestrzegamy żadnej diety, tylko stawiamy na zdrowe jedzenie. Niestety, kilka lat temu uszkodziłam sobie żołądek i dziś muszę uważać na to, co jem. Zwracam teraz większą uwagę na etykiety produktów. Staram się świadomie kupować. Co nie oznacza, że czasem nie grzeszę i jem wtedy makaron, który uwielbiam, lub lody.  
U: Uprawiasz jakiś sport?
Marta Żmuda Trzebiatowska: Moją bolączka jest nieustanny brak czasu. Kiedy mam tylko więcej wolnego, trenuję z  Jarkiem Polakiem, trenerem osobistym, który kiedyś był antyterrorystą.
U: Czy z narzeczonym często wychodzicie gdzieś potańczyć?
Marta Żmuda Trzebiatowska: W moim przypadku sprawdza się przysłowie, że szewc bez butów chodzi... Przyznam, że rzadko znajdujemy czas na wspólny taniec. Zdarza nam się tańczyć tylko dwa razy w roku: w sylwestra i na wakacjach. Pod tym względem uwielbiamy Amerykę Południową, gdzie potrafimy bawić się od rana przy muzyce na żywo, tańcząc salsę, merengue lub bachatę. Muzykę słychać tam wszędzie i nie można powstrzymać się od tańca. Kiedyś na Dominikanie wygraliśmy nawet miejscowy konkurs tańców karaibskich. Miejscowi uczyli się potem od nas walca i tanga. Ci ludzie są tacy otwarci i radośni. Podoba mi się ich mentalność. Jasne, że każdy z nich ma jakieś problemy, ale nie narzekają, nie użalają się nad sobą i ciągle się uśmiechają. Wyznaję taką samą zasadę – niezależnie od problemów trzeba iść przez życie z uśmiechem na twarzy i brać z niego to, co najlepsze, a wszystkie niepowodzenia przekuwać na sukcesy!
W poszukiwaniu płaszcza idealnego! 6 najmodniejszych modeli na jesień 2016
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
Gość/3 lata temu
Ciekawy artykuł, warto przeczytać :)
Gość/4 lata temu
Fajny artykuł, z chęcią go przeczytałam:)