Magdalena Różczka

Choć nie nosi spódnic, jest bardzo kobieca. Nie je mięsa, odpoczywa w domu, używa naturalnych kosmetyków.

Wpadła do niewielkiej knajpki i od razu wykrzyknęła: „Chyba źle zaparkowałam samochód”. Wyglądamy razem przez okno. Faktycznie, najbardziej krzywo na całej ulicy. Magda ma prawo jazdy od 8 lat, ale jeździć zaczęła niedawno. Twierdzi, że musi się w końcu nauczyć, ponieważ w „Oficerze” narobiła sobie przed ekipą obciachu.

Rozmawiam z dziewczyną w dżinsowych spodniach i kurtce. Zupełnie bez makijażu. Już wiem, że nie spotkałam się ani z twardą panią komisarz Aldoną, ani nieśmiałą i naiwną dziewczynką z prowincji, na jaką zwykle kreuje Magdę prasa. Spotkałam kobietę, która nie wstydzi się powiedzieć, że czasem bezmyślnie przerzuca kanały w telewizorze. Nie robi z siebie ani gwiazdy, ani intelektualistki. Nie ma ochoty na rozmowę o kondycji psychicznej pokolenia młodych kobiet. Za to chętnie pogada na tematy urodowe. Magda sprawia wrażenie osoby, która wie, co jest dla niej ważne. Promienieje pogodną energią. Zamawia sałatkę z łososiem i grzankami.
Z Magdaleną Różczką rozmawia Iwona Zgliczyńska.

Iwona Zgliczyńska: Masz w sobie dużo dobrej energii. Jesteś zakochana?
Magdalena Różczka: To szczęście daje taką energię, że zaczynasz przyciągać do siebie ludzi. Sama wiem po sobie, że jak jestem nie w humorze, staję się dla innych przezroczysta. Jak jestem szczęśliwa, ludzie do mnie lgną.

Optymistka?
Jeśli przydarzy mi się nawet mała rzecz, która mnie cieszy, myślę sobie: „Ale ze mnie szczęściara”. A jeżeli coś przykrego, mówię sobie: „To jakiś błąd w matriksie. To nie mnie miało się przydarzyć”.

Czy kiedy pracowałaś w Nowej Soli jako protokolantka i jeździłaś do Zielonej Góry na wykłady, wierzyłaś, że marzenia się spełniają? Że zostaniesz aktorką?
Tak, marzeniom trzeba tylko trochę pomóc. Ja, wbrew pozorom, pracowałam na to, że jestem teraz w tym miejscu.

Podobno powiedziano Ci, że w okularach nie zrobisz kariery?
Mam niesłychanie wrażliwą rogówkę i nie mogę nosić szkieł kontaktowych. A Antygony w okularach grać nie można. Na początku gra bez szkieł była cudownie pomocna w teatrze. Bo nie widziałam publiczności na scenie. Niestety, nie widziałam też, co grają moi partnerzy, ale to mogłam sobie wyobrazić lub pamiętałam z prób. Kłopot zaczął się dopiero na planie filmowym. Padało hasło: „Zacznij dopiero wtedy, gdy kamera przejdzie stąd za tamten róg”. A ja żadnego rogu nie widziałam. W filmie trzeba mieć oczy dookoła głowy. Dlatego zdecydowałam się na laserową operację wzroku.

Bałaś się jej?
Okropnie. Ale było warto. Zabieg trwał kilka minut. Potem siedziałam w czarnych okularach w małym zaciemnionym pokoiku z innymi ludźmi. Wszystkim ciekły łzy. Rozmawialiśmy. Tam były osoby, które przyszły operować swoje minus 7 dioptrii. Zastanawiali się, jak to będzie obudzić się i od razu zobaczyć swój pokój.

Jak odpoczywasz?
Byłam na superwakacjach w Egipcie. Pokochałam to miejsce – Dahab.


Nurkowałaś?
Nie, boję się. No wiesz, to uczucie, że chcesz się wynurzyć i nie możesz natychmiast zdjąć tej maski. Za to pływałam z maską i fajką ze sprzętem ABC. Jak zobaczyłam te wszystkie kolory, te ryby i podwodne ogrody o tęczowych barwach i niewiarygodnych kształtach, od razu zaczęłam piszczeć do tej rurki. Musiałam się wynurzyć, bo myślałam, że się uduszę z radości. Ale najlepiej odpoczywa mi się w domu, u mojej mamy. Wtedy mogę nie być strasznie dorosłym człowiekiem borykającym się z codziennością. U mamy nadal jestem dzieckiem. I to jest cudowne uczucie. Leżę sobie na kanapie z pilotem w dłoni i bezmyślnie przełączam kanały. Patrzę w sufit i jem pyszne potrawy, które przygotuje mi mama. W Warszawie ciągle jest coś do załatwienia. Długo walczyłam z tym zabieganiem. Ale ani się obejrzałam, a od jakiegoś czasu ciągle gdzieś się spieszę. Przychodzę późno do domu i zaczynam się zastanawiać: „Zaraz, zaraz, a czy jadłam dzisiaj obiad?”. Nie, bo nie miałam czasu.

Jesteś bardzo szczupła.
Mam tyle szczęścia i nieszczęścia, że jak się denerwuję, to nie mogę jeść. A że jestem dość nerwowa i przeżywam wszystko, nawet drobne sprawy, to często zapominam o posiłkach. Od trzech lat nie jem też mięsa.

Wegetarianka z przekonania?
Zaczęło się od tego, że poznałam Michała, który nie je już mięsa od kilkunastu lat. Mnie zawsze wydawało się, że jak będę wegetarianką, to nic nie zmienię na tym świecie.
A to nieprawda! Fakt, jesteśmy malutkimi pionkami w tej układance. Ale jak się chce zmienić świat, to trzeba zacząć od siebie. Ja przez te trzy lata teoretycznie mogłam zjeść górę mięsa, a jednak nie zrobiłam tego. Kompletnie bez sensu wydawało mi się kiedyś segregowanie śmieci. A teraz segreguję: papier osobno, butelki osobno. W dodatku nie mam pojemników przed domem do segregowania, więc muszę z tym gdzieś jechać. I nagle cała misja się z tego robi.

Uprawiasz jakiś sport?
Dopiero uczę się jeździć konno. Gdy jestem w stadninie, to czas się dla mnie zatrzymuje. Liczy się tylko to, co teraz robię. Spotkałam konia, który mnie wołał. Kopytem stukał, jak odchodziłam na chwilę. Wystawiał głowę, kładł mi ją na ramieniu i przytulał się. I ja tak stałam z nim i czułam, że nie mogę odejść. Nieruchomo zupełnie. Jazdy konnej nie traktuję jako sportu, tylko jak przyjemne obcowanie z naturą.

Kort? Basen? Coś dla sylwetki?
Basenu nie lubię, bo trzeba się potem długo suszyć. Mam zamiar chodzić regularnie na siłownię. Codziennie używam kremu. Polubiłam naturalny kosmetyk z apteki – krem Dr. Hauschka. Mam bardzo wrażliwe oczy.
A kiedy posmaruję się tym kremem, nie mam alergicznych dolegliwości.


O co dbasz najstaranniej?
O włosy, bo to mój największy kompleks – są cieniutkie. Łykam tabletki Silica (pomagają także na paznokcie) i ciągle testuję bardzo różne odżywki i serum. Polecam kosmetyki marki Murad, które można nabyć w salonach fryzjerskich, np. u Jagi Hupało.
To bardzo znana warszawska fryzjerka, która dba o włosy większości polskich gwiazd.
Nie tylko o włosy, ale również i o moją głowę. Idę tam, kiedy mam zły dzień. Jaga ma taki spokój w sobie i piękną energię.

Lubisz swoją kobiecość?
Raczej nie lubię jej zbytnio eksponować.

Wszystkie zdjęcia z kobiecych magazynów pokazują Cię w klimatach romantycznych.
Na początku musiałam się przyzwyczajać do tego wizerunku. W mocnym makijażu sama siebie nie mogę poznać. Wtedy czuję się kompletnie inną osobą. Na co dzień chodzę w prostych T-shirtach i dżinsach.

Ulubiona marka ciuchów?
Diesel. Trochę fantazji i kobiecego kroju w dżinsowych ubraniach.

Biżuteria?
Nic nie noszę. Tylko ten jeden pierścionek. Szkoda mi czasu na strojenie się.

Nosisz spódnice?
Mam może dwie. Nie przepadam za nimi.

Lubisz perfumy?
Używam jednego zapachu całe życie. I chyba już przy nim zostanę. To jest Dune Diora. Próbowałam różnych, ale choć podobały mi się na innych osobach, gdy ich używałam, okropnie się męczyłam. To nie było to. Uwielbiam natomiast delikatne zapachy kosmetyków pielęgnacyjnych. Jest taki fajny sklep Sabon z naturalnymi kosmetykami. Spędzam tam dużo czasu, wszystko wącham, wszystkiego dotykam i czuję się jak w raju. Polecam peeling do ciała z soli z Morza Martwego, o zapachu tropikalnym.

Jak wygląda Twój poranek?
Potrzebuję teraz pół godziny, bo zaczęłam jeść śniadania. Piję więc kawę (chyba z przyzwyczajenia, bo mój organizm jej nie potrzebuje) i jem płatki z mlekiem. Na twarz tonik plus krem. Biegnę.

Malujesz się na co dzień?
Nic.


Ani grama pudru, podkładu?
Mam buteleczkę podkładu Clinique, ale wydaje mi się, że użyłam go ostatni raz pół roku temu przed castingiem. Ja tak naprawdę kompletnie nie potrafię się umalować.

To jaki kosmetyk masz przy sobie?
Carmex do ust. Ma specyficzny zapach, zero finezji. Ale to mazidło naprawdę mnie uzależniło, doskonale nawilża.

Nie boisz się, że ludzie będą patrzeć na Ciebie jak na gwiazdę, która nie błyszczy?
Ludzie mnie czasem rozpoznają, więc chyba tak bardzo się nie różnię od tego, co widzą na ekranie (śmiech).

Reakcje ludzi, którzy Cię rozpoznają, są krępujące?
Opowiem Ci historię. Złapała mnie policja, bo... No dobrze, przyznam się, złamałam jedną z zasad ruchu kodeksu drogowego. Rozmawiałam z policjantem, a wszyscy przechodnie jakby się skrzyknęli. Każdy, kto przechodził, mówił: „Pani Magdo, bardzo panią lubię. Czy mogę prosić o autograf?”. Albo: „Panie władzo, niech pan zostawi panią Magdę”. Pierwszy raz dotarło do mnie, że ludzie naprawdę mnie kojarzą. A do tego są tacy życzliwi. Wszyscy chcieli mi pomóc.

A policjanci? Puścili Cię?
To nasza tajemnica (śmiech).

Ulubione kosmetyki
1. Preparat wzmacniający włosy i paznokcie oraz poprawiający wygląd skóry, Silica (Naturell).
2. Peeling do ciała z soli z Morza Martwego, o zapachu tropikalnym, ze sklepu z izraelskimi kosmetykami (Sabon).
3. Tonik Skin Mood (Dr Irena Eris).
4. Krem różany do twarzy (Dr. Hauschka, (do kupienia w aptece).
5. Serum do włosów Profesjonalna Pielęgnacja (Murad, do kupienia w salonach fryzjerskich).
6. Zapach Dune Sun (Dior).
Nie tylko Freddie Mercury. 1 grudnia wspominamy gwiazdy, które zabrało AIDS
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (12)
/3 lata temu
Kurcze jak tak patrze to czasem wierzyć mi się nie chce - coraz więcej rozpoznawalnych osób zaczyna jazde konną. To dobrze , cieszy mnie popularyzacja tego sportu - tylko niektórzy wręcz się tym przechwalają. Nie mówie tu akórat o Magdalenie Różczce (czy jak to tam odmienić :) ) i to mnie denerwuje - konie to nie tylko sposób na odstresowanie , może ludzie zamiast mówić ciągle jeżdżę konno , wspomieć też o tych cudownych zwierzętach - bo tak jak ja uważam i wiele innych osób jeździectwo to nie jest tylko wejście na konia i jazda - moim zdaniem wlicza się w to opieka nad koniem , rozumienie jego psychiki i znajmość potrzeb zwierzęcia . innymi słowy jeździectwo to sport ściśle wiążący się ze zwierzęciem "koń" o którym też od czasu do czasu nalezy wspomieć . To jest zespół , współpraca.
/4 lata temu
Kocham ją ! Moja idolka *_* Dzięki niej zaczęłam jeździć konno i bardzo się z tego cieszę . Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła z nią osobiście porozmawiać i dostać autograf ♥
/4 lata temu
I love her in all her way BRAVE
POKAŻ KOMENTARZE (9)