Katarzyna Cichopek

Młoda, piękna, zakochana. Popularność przyniosła jej rola Kingi w serialu „M jak miłość”, a prawdziwą sławę „Taniec z gwiazdami”.

Jest skromna i radosna. Nieśmiała, lecz zdecydowana. Lubi swoje życie. Punktualna. Zorganizowana. Na nasze spotkanie przyszła nawet przed czasem. Kasia Cichopek czekała na mnie ze szklanką świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. Rozmowa z nią była prawdziwą przyjemnością.


Hanna Halek: - Wyglądasz pięknie. Może dlatego, że kochasz i jesteś kochana?
Katarzyna Cichopek: W istocie czuję się teraz piękniejsza. Otrzymuję dużą porcję komplementów każdego dnia i najzwyczajniej w świecie lepiej się z tym czuję. Jestem naprawdę doceniana i akceptowana przez Marcina. Od tego pewnie pięknieje moje wnętrze. A jeśli człowiek ma piękne wnętrze i czuje się wspaniale, to emanuje tym na zewnątrz. Najpierw trzeba zadbać o nie, a dopiero potem o całą resztę.

- Porozmawiajmy o całej reszcie.
Staram się nie ingerować zbytnio w swoje ciało i w to, jak wyglądam. W moim przypadku sprawdza się powiedzenie: „Chcesz być piękna, cierp”. Gdy wreszcie mam odrobinę czasu, by pomyśleć o swoim wyglądzie, to wszystkie zaległe zabiegi zajmują mi pół dnia i w rezultacie wydają się w takiej dawce torturą.

- Jesteś zgrabna i szczupła. Jak dbasz o linię?
Nie piję kawy, a herbatę staram się pić zieloną. Jem mnóstwo warzyw i owoców. Cieszę się, bo właśnie nadszedł sezon na prawdziwe objadanie się nimi. Unikam pieczywa, zwłaszcza białego. Staram się pić dużo wody, która świetnie oczyszcza organizm. Uwielbiam nabiał.

- Masz czas na śniadanie?
Tak, pilnuję tego. Zawsze jest to muesli. Z jogurtem albo mlekiem. I to wystarcza mi do południa, bo wtedy przychodzi czas na przekąskę, np. sałatkę. Około 16 lubię zjeść prawdziwy obiad i wtedy w ogóle się nie oszczędzam. Mięso, kartofle, ryż, makaron, do tego surówki. Podczas obiadu nie ma rzeczy zabronionych. Staram się, żeby był to mój ostatni posiłek, choć czasem różnie to bywa. Jeśli pracuję do północy, to w pewnym momencie zaczynam być po prostu głodna. Ratuję się wtedy jakimś owocem lub jogurtem. Jeśli zdarzy mi się zjeść bułkę, to następnego dnia oczyszczam się za pomocą wody z cytryną lub soku z pomarańczy. Nie zawsze jestem konsekwentna, ale się staram.

- Gotujesz?
Nie lubię gotować, nie umiem gotować, nie mam czasu gotować.

- Masz zatem swoją ulubioną knajpkę?
Raczej nie jadam w knajpach. Najlepszą restauracją, w jakiej w życiu byłam, jest restauracja „moja mama”. Oboje z Marcinem jesteśmy absolutnymi fanami jej kuchni. Czasem telefonujemy do niej: „Mamo, za pół godziny jesteśmy”. I obiad już na nas czeka.

- Mama zdążyła pokochać Marcina?
Za te wszystkie komplementy, które dostaje od niego, trudno go nie lubić... Każda mama pokochałaby taką osobę.

- Marcin zajął sporo miejsca w Twoim życiu.
Pewnie. To przecież moja druga połowa. Nie chcę o tym zbyt dużo mówić. Marcin daje mi mnóstwo dobrej siły.

- Z czego jeszcze czerpiesz siłę?
Bardzo dbam o sen. Jeśli nie prześpię 8–9 godzin, to jestem całkowicie nieprzytomna. Nie mogę wtedy pracować tak, jakbym chciała. Jeżeli raniutko mam zdjęcia, bardzo wcześnie kładę się spać. To przecież wpływa także na mój wygląd. Jeśli jestem wyspana, moje oczy są szeroko otwarte i mam mnóstwo energii. To jest bardzo ważne, bo przecież moją energię odbierają wszyscy, którzy na mnie patrzą.

- A jeśli jednak się nie wyśpisz, jakich wtedy używasz sztuczek?
Zawsze mam lód i robię sobie kilkuminutowe okłady na oczy. To skutkuje. Na szczęście w moim zawodzie obowiązuje make-up. Solidny i konkretny. Nawet jeśli mam sińce pod oczami, to na planie filmu zawsze są profesjonalistki, które potrafią zatuszować każdy mankament. Jeżeli mam wolny dzień, staram się nie używać żadnych kosmetyków i pozwolić skórze oddychać. Za to gdy idę na sesję, lubię podglądać wizażystki: jak pracują, jakie kosmetyki stosują. Obserwuję, próbuję. To duża frajda.

- Nie używasz nawet kremu?
Nie, nie, kremów używam zawsze, bo mam bardzo suchą skórę. W dodatku nieustannie narażoną na wysuszanie na planie filmu. Tak naprawdę pieczołowicie dbam tylko o włosy. Lubię, kiedy wyglądają zdrowo, a są przecież narażone na wiele stresów. Codziennie są czesane, nieustannie mają kontakt z prostownicą lub lokówką. Stosuję więc maseczki odbudowujące. Kupuję profesjonalne kosmetyki w salonach fryzjerskich. Staram się regularnie podcinać końcówki. Korzystam wtedy z usług Leszka Czajki, który świetnie wie, jak dbać o kręcone włosy.

- Kosmetyki mają dla Ciebie znaczenie bardziej pielęgnacyjne niż upiększające?
Nie zależy mi na tym, jak wyglądam, gdy idę na zakupy. Jestem tak mocno akceptowana przez moją drugą połowę, że nie potrzebuję nieustannego make-upu.

- A jeśli już korzystasz z usług profesjonalisty?
Raz na pół roku chodzę do kosmetyczki na czyszczenie twarzy. Manikiur najczęściej robię sobie sama. Nie wygląda może tak dobrze, ale nigdy nie mogę usiedzieć u manikiurzystki do końca i zawsze zepsuję sobie lakier. Pedikiuru nie mam cierpliwości robić sobie sama.



- Zrobiłabyś sobie operację plastyczną?
Teraz nie. Bałabym się. Jednak nie wiem, jak będzie kiedyś, więc nie mówię „nie”.

- Odpoczywasz czasem?
Najlepiej relaksuję się, gdy śpię. A największym komfortem jest dla mnie wyłączenie komórki. To prawdziwy relaks.

- Masz jakieś miejsce, do którego uciekasz?
Uwielbiam podróże. Jestem w stanie spakować się w ciągu godziny i wyruszyć, ale zazwyczaj nie wracam dwa razy w to samo miejsce. Inspirują mnie wciąż nowe historie. Uwielbiam czasem poleżeć plackiem na plaży, ale na ogół, kiedy gdzieś jadę, zwiedzam dokładnie całe miejsce.

- A w tym roku gdzie spędzisz wakacje?
To lato będzie bardzo pracowite. Wyjeżdżamy z Marcinem do Zakopanego, bo rusza nasza szkoła tańca. Przetańczymy więc całe lato. Czeka mnie, oczywiście, ciężka praca, ale obiecałam sobie, że będę codziennie robić coś miłego dla siebie. Mam na myśli masaże, spacery po górach, kosmetyczkę. Pomagam Marcinowi w prowadzeniu tej szkoły i sama czerpię z tego przyjemność. Lubię ruch, będę tam jednym z uczestników, asystentką Marcina i jego modelem.

- Spełniasz się w wielu przestrzeniach.
Tak, chociaż tak naprawdę niczego jeszcze nie wybrałam. Studiuję psychologię i nie pracuję w tym zawodzie. Jestem aktorką, ale nie skończyłam szkoły teatralnej. Tańczę, choć nie jestem tancerką. Robię wszystko to, co naprawdę lubię, i cieszę się, że to, co robię, się podoba.

- Zostaje jeszcze miejsce na marzenia?
Chciałabym zagrać np. w filmie tanecznym, który nie musiałby być bardzo skomplikowany psychologicznie. Z drugiej strony miałabym ochotę na skomplikowaną, zawiłą postać w dramacie psychologicznym. Taka trudna rola bardzo mi się marzy. Rolę serialowej Kingi uważam za ciekawą. Zawiera cały repertuar emocji, który mogłam zagrać.

- Czego nie lubisz?
Słodyczy. Po jednej kostce czekolady robi mi się niedobrze. Wolę słone paluszki.

- A lubisz urodowe eksperymenty?
Lubię eksperymentować z tuszami do rzęs. Poza tym używam jednego kremu i jednych perfum. Czasem zdarza mi się nawet bawić zapachami, ale zawsze i tak powracam do tego jednego: Dolce & Gabbana Light Blue. Są lekkie, dla mnie wprost idealne. Lubię szminki, choć na ogół okazuje się, że ich nigdy nie używam. W torebce mam ich mnóstwo. Sama zobacz. (Zaczynamy szperać w torebce. Okazuje się, że szminek jest kilka, do tego lakiery do paznokci, dezodorant, krem do rąk, błyszczyk). Wyjmuję wszystko, gdy torebka robi się zbyt ciężka. Carmex mam ze sobą zawsze. To jest jedyny narkotyczny błyszczyk, jakiego używam.

- Skąd w torebce tyle lakierów do paznokci?
Maluję paznokcie w różnych miejscach, np. w czasie przerwy na planie.

- Masz nóżkę jak Kopciuszek.
Rzeczywiście, numer mojego buta to 34,5. Najczęściej przywożę je z zagranicy, bo w Polsce nie ma takich rozmiarów.

- Może spróbuj pójść do Smyka?
(Śmiech). Unikam centrów handlowych jak ognia. Czuję się skrępowana tym, że ludzie mnie rozpoznają, patrzą, co kupuję. Przeraża mnie to i krępuje. To niewątpliwy cień popularności. Najczęściej więc kupuję ubrania po sesjach fotograficznych, od stylistów. Są trendy i w dodatku mi się podobają. Nie stroję się. Wystarczą mi mokasyny, klapki, dżinsy, rybaczki, topy i marynarki. Klasyka z elementem czegoś fajnego, np. ciekawą torebką czy kolorowymi kolczykami. No i mam pewną słabość. Flanelowe piżamy. Nic na to nie poradzę, że są najczęściej za duże, włochate i mało seksowne. Ale uwielbiam w nich spać i już. Cenię sobie swój komfort. Czuję się w tym stroju cudownie.

Moje małe kosmetyczne słabości.

1. Tusz do rzęs Hypnôse (Lancôme).
2. Woda toaletowa Light Blue (Dolce & Gabbana).
3. Musująca kostka do kąpieli (Karla Gusto).
4. Maska Shine Curl do włosów skręconych (L’Oréal Professionnel).
5. Błyszczyk do ust Carmex.
6. Krem nawilżająco-stymulujący SPF 6 System 25+ (Oceanic).
Nie tylko Freddie Mercury. 1 grudnia wspominamy gwiazdy, które zabrało AIDS
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (20)
/6 lat temu
kocham cie jestem twoja fanka pozdrowienia dla marcina i dzidziusa
/7 lat temu
jesteś poprostu boska Kasiu:*:*:* uwielbiam cie :* heheeh :P:P:P
/9 lat temu
Cichopek jest super i jej chłopak Marcin.Pozdrawim was PaPaPaPaPa
POKAŻ KOMENTARZE (17)