Katarzyna Bujakiewicz: „Jestem teraz w szczytowej formie”

Gdyby nie została aktorką, byłaby sportowcem. Nie lubi kupować ciuchów, ale przepada za kosmetykami. Uwielbia prawdziwych facetów. I co najważniejsze – podoba się sobie!

fot. Mateusz Stankiewicz / AF PHOTO
Kasia przyjeżdża na wywiad kilka minut przed czasem, chociaż umówiłyśmy się już na 9 rano. Ubrana w sportową koszulkę i spodnie rybaczki, z mokrymi włosami i bez makijażu wygląda jak nastolatka. Podczas gdy ja piję drugą kawę, żeby się obudzić, Kasia tryska energią i dowcipkuje.

– Zawsze wstajesz tak wcześnie?
Katarzyna Bujakiewicz:
Jestem typem skowronka. Lubię wstawać wcześnie, ale też wcześnie chodzę spać. Wiąże się to z bardzo intensywnym trybem życia. Teraz np. codziennie do 22 mam próby w Teatrze Polskim w Poznaniu, gdzie gram tyłułową rolę w „Norze” Ibsena. Kiedy wracam, padam ze zmęczenia.

– Nie prowadzisz zupełnie nocnego życia, nie chodzisz na imprezy?
Katarzyna Bujakiewicz:
Zdarzają mi się imprezowe okresy. Ostatni zaczął się w Sylwestra w rzymskim klubie. Potem kilka kolejnych weekendów spędzałam w klubach, gdzie tańczyłam do białego rana. Wyszalałam się i ochota na zabawę skończyła się wraz z karnawałem, gdy wyjechałam na narty.

– Lubisz narty. A jakieś inne sporty, nie tylko zimowe?
Katarzyna Bujakiewicz:
Sport jest podstawą mojego życia! Bardzo dużo i często biegam. Mam taki zestaw, bez którego nigdzie się nie ruszam – buty do biegania, spodenki, koszulka oraz iPod. Na wakacjach zawsze zaczynam dzień od biegania.

– A siłownia?
Katarzyna Bujakiewicz:
Bywam na siłowni dwa razy w tygodniu, gdy nie ma pogody.

– Masz trenera osobistego?
Katarzyna Bujakiewicz: Mam i uważam, że to osoba, która zna najskuteczniejsze sposoby na znakomitą sylwetkę. On dopasowuje trening nie tylko do potrzeb mojego ciała, ale też do dnia i nastroju.

– Dbasz o swoją figurę dla siebie, czy dlatego, że czujesz presję popularności?
Katarzyna Bujakiewicz:
Oczywiście, że robię to nie tylko dla siebie, zdaję sobie sprawę, że ludzie mnie oglądają i oceniają. Ale jestem pewna, że gdybym nie została aktorką, byłabym sportowcem! Mam do tego predyspozycje zbadane przez trenerów: jestem bardzo wytrzymała. Sport daje mi siłę i energię. I mocno mnie uzależnił.

– Masz skłonności do tycia?
Katarzyna Bujakiewicz:
Oczywiście, że tak! Nie należę do chudzielców, ale zawsze przybieram na wadze, gdy przestaję ćwiczyć i dużo pracuję. Gdy grałam jednocześnie w dwóch filmach i serialu, przytyłam ponad pięć kilogramów, zrobiły mi się straszne oponki i wszystkie ciuchy były za ciasne.

– Jak schudłaś?
Katarzyna Bujakiewicz:
Skończyłam intensywną pracę i wróciłam do ćwiczeń. Wcześniej moim błędem było nieumiejętne jedzenie – będąc na planie zdjęciowym, żywiłam się głównie ciastkami, kanapkami, ziemniakami. Teraz, jeśli nie ćwiczę i nie chcę przytyć, żegnam się z węglowodanami.

– Stosujesz jakąś dietę?
Katarzyna Bujakiewicz:
Od lutego jestem na diecie podobnej do diety Atkinsa, czyli tłuszczowej z minimalną ilością węglowodanów. W ogóle nie jest uciążliwa – mogę jeść dużo i nie muszę się ograniczać przy moim intensywnym trybie życia. A przy okazji cały czas chudnę.


– Nie wierzę, że nie masz czasem ochoty na ciacho...
Katarzyna Bujakiewicz:
Mam, ale w diecie jest jeden dzień w tygodniu z szaleństwem węglowodanowym i co jakiś czas się do tego stosuję. Ostatnio gdy wracałam z wakacji rowerowych, zahaczyłam w Berlinie o Starbucksa i pochłonęłam ciasteczko brownie, kawę z lodami i nie tylko... Po prostu wszystko, na co miałam ochotę. Tak jest raz na jakiś czas. Ja sprawiam sobie przyjemność sporadycznie, a mój organizm błyskawicznie daje sobie radę z dodatkową dawką energii.

– Dużo czasu na co dzień poświęcasz urodzie?
Katarzyna Bujakiewicz:
Gdy pracuję, rano biorę tylko prysznic i z mokrą głową wychodzę z domu, resztę robią mi na planie. Wolny dzień zaczynam od umycia twarzy, zębów, nałożenia kremu nawilżającego i biegania lub spinningu. Potem biorę prysznic, nakładam lekki krem i balsam The Body Shop. Jestem fanatyczką kosmetyków tej firmy, uwielbiam ich balsamy – na dzień wybieram lekki nawilżający, a na noc odżywczy. Stosuję je na zmianę z balsamami La Roche-Posay. Na noc używam zawsze – zgodnie z zaleceniem mojej kosmetyczki –  kremu odżywczego Bioline.

– Nie malujesz się, gdy wychodzisz z domu?
Katarzyna Bujakiewicz:
Nie, w ogóle. Na co dzień nie chce mi się, bo  muszę to robić w teatrze, w pracy na planach seriali, na sesjach zdjęciowych. Wyjątkami są wieczory, gdy gdzieś wychodzę, wtedy oczywiście robię delikatny makijaż. Wyrabiam się z nim w pięć minut.

– Masz swojego fryzjera?
Katarzyna Bujakiewicz:
Tak, od lat jest nią Kaja z salonu Lafayette w Poznaniu. Ten salon to super miejsce. Zawsze gdy tam dzwonię, przedstawiam się: „Dzień dobry, Krystyna Janda z tej strony” i słyszę: „A dzień dobry pani Krysiu, już nie mogliśmy się pani doczekać” (śmiech). Cały czas mi powtarzają, że „znowu przyszłam i robię aferę”, śmieją się, że na pewno będę krzyczeć. Raz zdradziłam Kaję – wymyśliłam sobie, że zrobię sobie na głowie coś innego. Byłam załamana i gdy wróciłam do niej, usłyszałam, że ze mną trzeba się obchodzić jak z dzieckiem. I tak jest, bo zawsze gdy chcę zmian, Kaja przytakuje: „Yhmm, dobrze, dobrze” i nakłada mi to samo, co zwykle. A gdy widzę efekt, krzyczę: „Świetnie, o to mi właśnie chodziło!”.

– Wyglądasz jakbyś miała 10 lat mniej...
Katarzyna Bujakiewicz:
Bardzo mnie to cieszy. Myślę, że to geny. Moja babcia ma 92 lata, a wygląda i czuje się świetnie.

– Chodzisz do solarium?
Katarzyna Bujakiewicz:
Kiedyś chodziłam częściej. Teraz raz na rok na trzy minuty. Mam uczulenie na słońce, poza tym ze względu na sporty, które uprawiam na świeżym powietrzu, jestem opalona do kolan i do ramion, fajnie więc tę opaleniznę wyrównać. Na szczęście rzadko chodzę w bikini, bo nie jestem typową plażowiczką.

– Nie lubisz chodzić w bikini? Masz kompleksy?
Katarzyna Bujakiewicz:
No wiesz, jak każda kobieta… Ale jak oglądam „Kochaj i rób, co chcesz”, to myślę: „No, jak ja mogłam wtedy mieć kompleksy – jędrne, fajne, młode ciało, a te parę kilogramów więcej to w ogóle bez znaczenia”. Miałam kiedyś straszne kompleksy. Żeby wejść do wody zawijałam się ręcznikiem i zasłaniałam torbami z każdej strony, a po kąpieli przebierałam się gdzieś po krzakach (śmiech)...


– Te kompleksy wynikały z tego, że byłaś grubsza?
Katarzyna Bujakiewicz:
Na pewno, nigdy nie byłam chudą osobą. Kiedyś wydawało mi się, że wszystkim podobają się dziewczyny przypominające anorektyczne modelki, że tylko takie ciała są seksowne. A tak nie jest! Według mnie seksowne jest jędrne, gładkie ciało, a rozmiar ma już mniejsze znaczenie. Dziś mogę stwierdzić, że akceptuję siebie, w ogóle uważam, że jestem teraz w szczytowej formie. Powiem trochę nieskromnie – podobam się sobie.

– Miałaś jakieś urodowe wpadki?
Katarzyna Bujakiewicz:
Trauma mojego życia – trwała zrobiona jeszcze na studiach! Moje włosy ciężko poddają się skrętowi, więc pani fryzjerka przytrzymała mi na nich płyn za długo. Poza tym zakręciła je na cieniutkie wałeczki, takie jak dla ciotki-klotki. Po ich zdjęciu na głowie miałam fryzurę jak... pudel! Wyglądałam przerażająco, ale najgorsze było jeszcze przede mną – po dwóch tygodniach wszystkie słabsze włosy nagle mi odpadły! I miałam jeża z przodu i długie włosy z tyłu. Coś koszmarnego! Bardzo długo nie rozstawałam się z czapką.

– Jakie zabiegi kosmetyczne lubisz najbardziej?
Katarzyna Bujakiewicz:
Uwielbiam... wszystko! Nie lubię chodzić do sklepów z ciuchami, ale sklep z kosmetykami w strefie bezcłowej, gabinety kosmetyczne... To jest to! Wpadam tam w szał! Mam chyba wszystkie istniejące peelingi i balsamy do ciała, bo w zależności od nastroju używam innych nut zapachowych.

– Często chodzisz do kosmetyczki?
Katarzyna Bujakiewicz:
Co dwa tygodnie na oczyszczanie twarzy z masażem i intensywnie odżywczą ampułką. Ostatnio byłam na zabiegu modelującym ciało, próbowałam zabiegów wyszczuplających i redukujących cellulit z ultradźwiękami, chodziłam na całą serię i widziałam efekty – skóra była napięta i idealnie gładka, ale... Ja nie jestem w stanie wytrzymać tyle czasu bez ruchu! Poza tym jak się nie zmęczę i nie widzę, że mam spocone i czerwone z wysiłku ciało, to nie jestem zadowolona.

– Jaki nosisz rozmiar ubrań?
Katarzyna Bujakiewicz:
36, a spodnie 36/38, mam mocne uda i problem z dżinsami. Kiedyś nosiłam nawet 40.

– Nie lubisz chodzić na zakupy ubraniowe?
Katarzyna Bujakiewicz:
Nie, brakuje mi cierpliwości. W sklepach ze sportowymi ciuchami i gadżetami jestem
w stanie spędzić więcej czasu, ale w innych, niekoniecznie. Lubię sportowe ciuchy i dresy – fajny dres też może być sexy!

– Podobno nie lubisz „wymuskanych” mężczyzn?
Katarzyna Bujakiewicz:
Ja po prostu lubię prawdziwych facetów! Taki gość musi mieć twarz lekko zmęczoną sportem. Lubię mężczyzn z pasją. Mój facet ma jeździć na nartach, snowbordzie, na rowerze, chodzić na siłownię. Musi też dbać o siebie i robić to niekonieczne dla swojego wyglądu, ale dla przyjemności. Ja jestem cyborgiem, idealny facet powinien być taki sam jak ja – istny cyborg! Na pewno znajdzie na mnie pomysł...

Magda Błaszczak / Uroda
Co Joanna Horodyńska mówi o swoim stylu?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
Jano/7 lat temu
o takiej żonie marze ,jesteś piękna
paulisia300/8 lat temu
piękna ,utalentowana ,seksowna-życzę sobie i innym tak zdolnych aktorek :}
fida/8 lat temu
jest sliczna
POKAŻ KOMENTARZE (5)