Jej styl: Aneta Kręglicka

Jedna z najpiękniejszych kobiet świata na co dzień nie chodzi w szpilkach i pełnym makijażu. Dba o siebie, ale nie próbuje zatrzymać czasu, bo nie zazdrości niczego młodszym dziewczynom. Za to one mogą pozadrościć jej ponadczasowej urody i stylu.

fot. Mateusz Stankiewicz/AF Photo
Uroda: Boisz się, że kiedyś zobaczysz swoje zdjęcie podpisane „Co się stało z Kręglicką?”.
Aneta Kręglicka: Może to brzmi mało wiarygodnie, ale niespecjalnie stresują mnie podobne sytuacje. Wprawdzie ktoś kiedyś nazwał mnie najpiękniejszą kobietą świata, nigdy jednak nie traktowałam tego bardzo serio i nie żyłam z nieustającą świadomością, że jestem tak piękna. Nie chciałabym być uwikłana w walkę z czasem i próby zatrzymywania go na siłę. Czas przecież pędzi nie obok nas, tylko z nami, zmiany po prostu trzeba polubić i znaleźć w nich jakąś wartość dla siebie. Ale czasy wielkiej popularności, kiedy nie mogłam spokojnie przejść ulicą, mam już, jak przypuszczam, za sobą. Nie ukrywam, że trudno było mi wtedy przyzwyczaić się do tego szumu wokół mnie. Dosyć szybko odsunęłam się od medialnego zgiełku i zajęłam pracą zawodową. Od tamtej pory do dziś prowadzę własną firmę – agencję PR i idę własną drogą.

Uroda: Mówisz, że nie lubisz życia medialnego, a jednak zostałaś ambasadorką marki Apart.

Aneta Kręglicka: Czasami ulegam namowom ludzi, którzy są w stanie mnie czymś nowym zainteresować. Tak było w przypadku firmy Apart. Rozmawialiśmy ze sobą ponad sześć miesięcy, zanim podpisaliśmy umowę. Sądziłam, że nasza współpraca będzie tylko krótkim epizodem, ale okazało się, że pracujemy ze sobą już cztery lata i są tego poważne efekty. Wspólnie wykonaliśmy wielką pracę, może to brzmi zarozumiale, ale czuję się częścią tego sukcesu. Stworzyliśmy luksusowy wizerunek Apartu w segmencie diamentów. Niepodważalna wartość, która została doceniona przez klientów i obserwatorów. Jestem z tego bardzo dumna.

Uroda: Powiedziałaś kiedyś, że nie lubisz „tego całego szykowania się” na ważne imprezy. A jak jest na co dzień? Ile czasu poświęcasz na makijaż przed wyjściem z domu?
Aneta Kręglicka: Na co dzień, jeśli nie mam spotkań zawodowych, chodzę w dżinsach, trampkach i bez makijażu. Nie lubię się malować, co więcej – przez te ostatnie 20 lat nie nauczyłam się nawet tego robić, dlatego często gdy gdzieś wychodzę, pomagają mi w tym zaprzyjaźnieni makijażyści. Nie jest to kokieteria, ja po prostu na co dzień nie lubię się specjalnie stylizować. Ale przyjęcia i inne imprezy to już inna historia – bez względu na rangę imprezy zawsze się do niej przygotowuję.

Zobacz sesję Anety Kręglickiej dla miesięcznika Uroda>>>

Uroda: Kto stoi za Twoimi doskonałymi makijażami?
Aneta Kręglicka: Tomek Kocewiak i Ania Rumińska. Te dwie osoby znają mnie i wiedzą, co lubię i w jakim makijażu jest mi dobrze. Zresztą zgodnie twierdzą, że u mnie im mniej, tym lepiej. Z Tomkiem pracuję od lat, zrobiłam z nim wszystkie kampanie reklamowe dla Apartu.

Uroda: Twój styl na co dzień?
Aneta Kręglicka: T-shirt, marynarka, legginsy lub dżinsy. Bardzo lubię styl sportowej elegancji, szyku dodaję sobie szalem, apaszką, torbą oraz oryginalną biżuterią. Hołduję zasadzie, że ma być przede wszystkim wygodnie, ale nie banalnie. Nie cierpię męczyć się w wysokich, choć modnych butach, w wąskiej i sztywnej sukience – hicie sezonu. Staram się znajdować przyjemność w modnym ubieraniu się. Korzystam z pomocy polskich projektantów i polskich stylistów, bardzo często współpracuję z genialną Agnieszka Ścibior. Nie jest tak, że wybieram wyłącznie markowe rzeczy, szukam ciekawych wzorów również w sklepach sieciowych. Sztuka tkwi w odpowiedniej kombinacji: czasem wystarczy jakiś wysokiej jakości dodatek, np. oryginalny pasek do swetra z Zary. Nie ulega wątpliwości, że strój zdobią markowe akcesoria – biżuteria, buty, torebki. Z marką wiąże się jakość i gatunek, warto więc wydać na to pieniądze. Osobiście lubię kupować klasykę, rzeczy ponadczasowe, które zawsze pasują do wszystkiego. 

Uroda: Na pewno masz w szafie sporo seksownych szpilek.
Aneta Kręglicka: Na co dzień nie zakładam butów na wysokim obcasie, to niewygodne. Ale na imprezie, gdy mam na sobie specjalną kreację, szpilki sprawiają, że czuję się kobieco i sexy. Lubię też buty na szerokim masywnym obcasie, ściągane w łydkach (a la kot w butach) – zakładam je do jedwabnych sukienek, legginsów lub mini. Czasem lubię „wspomóc” mój wzrost kilkoma dodatkowymi centymetrami (śmiech). No i kocham oczywiście trampki i ostatnio modne buty motocyklowe. Fundamentem mojego codziennego stroju były i są od zawsze dżinsy, kupuję ich bardzo dużo, a potem chodzę w dwóch, trzech modelach, ostatnio marki G-Star, są dla mnie idealne.

Uroda: Chodzenie po sklepach sprawia Ci przyjemność?
Aneta Kręglicka: Lubię robić zakupy przypadkowo, np. podczas pobytu za granicą. Gdy mam wolną chwilę wpadam do dwóch, trzech butików i kupuję kilka nowych rzeczy na sezon. Nie znoszę natomiast tradycyjnego shoppingu od sklepu do sklepu. Męczy mnie to potwornie.

Uroda: Masz jakieś kompleksy? U większości kobiet narastają one wraz z wiekiem...
Aneta Kręglicka: Dzisiaj powszechnie panuje kult młodości, media popularyzują tylko to, co atrakcyjne, młode, nowe. Przy tym wszystkim można nabawić się kompleksów. Nie mam już 20 ani 30 lat, ale nie czuję się źle w towarzystwie młodych pięknych dziewczyn, które spotykam na co dzień. Nie dlatego że mam tak wysoką samoocenę, ale po prostu godzę się z tym, że czas płynie, próbuję znaleźć w nim swoje miejsce. Nie przychodzi mi do głowy, żeby konkurować z młodszymi od siebie o 20 lat dziewczynami. Patrzę na nie i nawet często się za nimi oglądam, ale nie staram się na siłę odmłodzić, żeby być do nich porównywana. To byłby absurd. Czułabym się głupio. Wprawdzie wokół pojawia się wciąż wiele nowych twarzy, ale są też wśród nich twarze ponadczasowe. Może właśnie dlatego nie mam kompleksów na tym tle, mam je za to zupełnie gdzie indziej. Ale to, jak rozumiem, temat na inny wywiad.

Uroda: Wiele kobiet się odmładza, korzystając choćby z zabiegów oferowanych przez medycynę estetyczną…
Aneta Kręglicka: Tak. I ja też korzystam z niektórych zabiegów, żeby utrzymać się w formie. Nawet jeśli nie byłabym rozpoznawana, robiłabym pewnie to samo. Wydaje mi się, że dbam o siebie w umiarkowany sposób, chodzę na zabiegi kosmetyczne, mezoterapię, dobrze się odżywiam, dużo ćwiczę. Ale nigdy nie chciałabym przekroczyć granicy śmieszności i stać się kobietą bez wieku. Chcę wyglądać atrakcyjnie, co nie znaczy, że na 20 lat. Chcę dobrze się czuć ze sobą, być zdrowa, sprawna i zadbana. Zdecydowanie, jeśli chodzi o mój wygląd, jestem przeciwniczką kosmetyki inwazyjnej. Operacji plastycznych boję się jak ognia, nie miałabym odwagi się im poddać. Poza tym mam urodę, której nie służy nadmiar czegokolwiek, która nie znosi przerysowania. Dzięki temu nic podobnego mnie nie kusi.

Uroda: Nie byłaś na żadnej „modellingowej” diecie?
Aneta Kręglicka: Absolutnie nigdy! Moja stała waga od lat to ok. 52 kg. Proporcje też zmieniły mi się nieznacznie. Nigdy się nie odchudzałam, jadłam regularnie to, na co miałam ochotę. Teraz też nie stosuję żadnych specjalnych diet, choć uważam na to, co jem, i bardziej świadomie układam swoje codzienne menu. Zdecydowanie mało jem tłuszczów zwierzęcych i węglowodanów. Podobnie dbam o moją rodzinę, jemy przede wszystkim zdrowo. Ale zdarzają się oczywiście odstępstwa od tej filozofii. Jestem strasznym łasuchem, uwielbiam domowe wypieki. Dobra kawka i pyszne ciacho czasami zastępują mi najlepszy posiłek. Na taką słabość pozwalam sobie od czasu do czasu i bardzo lubię te swoje słodkie rytuały, potem wszystko wraca do normy. Podstawą jest dyscyplina, ale nie można też dać się zwariować!

Uroda: Co jeszcze robisz dla siebie?
Aneta Kręglicka: Nasza rozmowa, jak rozumiem, dotyczy urody. Choć uparcie twierdzę, że moje życie nie kręci się wokół niej, lubię też sprawiać sobie przyjemności, które nie dotyczą wyłącznie dbania o siebie. Przede wszystkim wysypiam się – muszę spać 8 lub 9 godzin. Nie jestem nocnym markiem, nie czytam w nocy i nie oglądam filmów do rana. No, może czasami. Jeśli następnego dnia chcę być w niezłej formie, muszę położyć się spać wcześniej, tj. przed 23. Wtedy już o 7 rano jestem na nogach i wypoczęta zaczynam dzień.

Uroda: Jak wygląda dzień Anety Kręglickiej?

Aneta Kręglicka: Przed 8 wyprawiam syna do szkoły i zaraz potem zwykle biegam lub ruszam na 1,5 godziny na siłownię. To jest mój niemal codzienny rytuał. Bez tego nie jestem w stanie dobrze funkcjonować. W mediach mam bardzo spokojny, stonowany wizerunek, na co dzień jestem jednak wulkanem energii. Muszę gdzieś tę energię spalić, bo inaczej jest ze mną źle. Po gimnastyce biorę szybki prysznic i biegnę do pracy. W ciągu dnia staram się wygospodarować trochę więcej czasu dla siebie, wtedy wykorzystuję go już w nieco inny sposób – potrzebuję pobyć sama ze sobą. Wciąż otoczona ludźmi pragnę spokoju. Takie momenty są dla mnie bezcenne. Wtedy czytam, piszę zamówione felietony, uczę się, słucham muzyki. To jest relaks dla mojej psyche, równie ważny, jeśli nie najważniejszy.
Jak Joanna Krupa dba o swoją urodę
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)