Jak powstają trendy?

Jak powstają trendy? I szybko. I wolno. Niemożliwe? A jednak. Konia z rzędem temu, kto ze stuprocentową pewnością przewidzi, co będzie modne za rok. Żaden projektant nie działa w próżni, a nad kolekcją jesienną myśli najpóźniej wczesną zimą poprzedniego roku. Ale wiele trendów wybucha nagle, na ulicy. Jak to się dzieje? Nie ma jednej prostej odpowiedzi.

Jak powstają trendy?

Biura Stylu, i zatrudnieni w nich trendhunterzy, polują na nowości i nieodkryte jeszcze trendy, szukają inspiracji w otaczającym świecie – na modę wpływa bowiem wszystko, i polityka, i nauka, i katastrofy naturalne, ekonomia, filozofia, kultura, filmy, wystawy, gwiazdy spacerujące po czerwonym dywanie, i ludzie podpatrywani ukradkiem na ulicy.

Teoretycznie to w rękach klientów marek odzieżowych leży klucz do sukcesu trendu. Niestety, często teoretycznie. Łatwo ulegamy wpływom, jesteśmy podatni na reklamę i promocję, wzorujemy się na innych. Ale firmy odzieżowe nie mają zbyt łatwo, nie są w stanie nawet kosztownymi i kunsztownymi kampaniami przekonać klienta, by kupił coś, co mu się zwyczajnie nie podoba, albo coś, na co po prostu go nie stać.

Przewidywanie trendów to ciężka praca, do tego bardzo delikatna i obarczona sporym ryzykiem, także, a może przede wszystkim, finansowym. Branża modowa to poważny biznes, który przynosi wielomilionowe zyski, projektanci i firmy odzieżowe minimalizują ryzyko wpadki zatrudniając własnych researcherów i kupując gotowe raporty od firm zajmujących się przewidywaniem przyszłości i przyszłych trendów.

Zobacz także: Jak tanio dopasować garderobę do nowych trendów?

Niektórzy mają nosa i idealnie trafiają z przepowiedniami. Tak, przepowiedniami, bowiem przewidywanie, który trend stanie się popularny to nie nauka ścisła, nie da się przewidzieć ze stuprocentową pewnością, co spodoba się klientowi. Jak wygląda cały proces? Trendhunter (a raczej cała ich grupa) jeździ po całym świecie, bywa w modowych stolicach świata, a więc w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Mediolanie, ale także w Tokio czy Sztokholmie. Ale nie tylko – musi trzymać rękę na pulsie, i bywać tam, gdzie dzieje się coś ciekawego czy nowego – powracający co jakiś czas styl grunge wywodzi się bowiem z Seattle, miasta dość prowincjonalnego, jeśli chodzi o Amerykę. Chodzi na wystawy, czyta nowe powieści, jest na bieżąco z filmami, które wchodzą do kin i serialami telewizyjnymi. Swoje obserwacje przedstawia w postaci raportu, ale też i jako Trend Book – zestawienie zdjęć, kolorów, faktur, wzorów i tkanin.

Ale to nie jest wykaz trendów, jakie na pewno się przyjmą, to raczej spis widocznych tendencji, prognozy pokazujące, co stanie się popularne za dwa lata. Takie Trend Booki kupują i domy mody, i luksusowe marki, i popularne sieciówki odzieżowe. Tak, nawet marki typu fast fashion muszą wiedzieć, co będzie modne za wiele miesięcy. Projektanci też czerpią inspiracje z takich raportów – i tu trochę pryska mit o kreatorze mody. Ale też trzeba dodać, że trendhunterzy uważnie śledzą wybiegi – to, co na nich się pojawia może w pierwszej chwili nie zostać przyjęte przez ulicę ani przez popularne marki odzieżowe, a rok-dwa później wrócić w pełni chwały. Skądinąd wiadomo, że niektórzy projektanci potrafią kreować trendy, i przedstawiają kolekcje kopiowane na wybiegach przez innych, są też tacy z niesamowitym wyczuciem, jeśli chodzi o łapanie nastrojów klientów – a co za tym idzie, projektowanie kolekcji, które okazują się komercyjnym hitem.

Więc jak powstają trendy? Teoretycznie to kolo zamknięte. Trendhunterzy rozglądają się po świecie, podglądają ludzi i zdarzenia, produkują Trend Book, który jest czytany przez projektantów. Ich kolekcje kopiowane są przez popularne sieciówki odzieżowe, których ubrania noszą ludzie, którzy bywają obserwowani przez trendhunterów. Kółko się zamyka? Niekoniecznie.

Trendhunterzy bowiem obserwują także trendstterów – ludzi, którzy albo szybciej wyłapują nowe trendy, albo wręcz sami je kreują. Mówi się, że modę na obcisłe dżinsy rurki i ubrania vintage wylansowała własnoręcznie brytyjska modelka Kate Moss. A miksowanie marek wysokich i niskich rozpropagował serial „Seks w wielkim mieście” i jego stylistka Patricia Field. Jednak niektórzy zauważają, że być może i Moss, i Field nie tyle wymyśliły i wypromowały nowy trend, a po prostu wykazały się świetnym okiem i wyczuciem – złapały trend popularny w niezależnej modzie ulicznej, a więc okazały się być świetnymi trendhunterami. Trzeba jednak dodać, że Kate Moss zaczęła nosić dżinsy dzwony na wiele sezonów zanim stały się znów popularne w modzie ulicznej.

Ale to nie koniec układanki, wiele trendów pojawia się jako efekt znudzenia tymi obowiązującymi – po przepychu nadchodzi minimalizm, po futuryzmie pojawiają się motywy ludowe, po mini maksi, a po wąskich dżinsach z niskim stanem popularne stają się te z wysokim stanem i szerokimi nogawkami. Na dodatek dawno minęły czasy jednej obowiązującej sylwetki. Teraz jednocześnie bardzo modne są często zupełnie odmienne fasony i style.

Konia z rzędem temu, kto bez wątpliwości przepowie, co będziemy nosić za dwa lata.

Zobacz także: Ile par butów powinnaś mieć?

Modowe trendy – jesień-zima 2015/16 cz. II
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)