Agnieszka Dygant - styl gwiazdy

Jak o swoją urodę dba jedna z najbardziej lubianych aktorek - Agnieszka Dygant? Czy chciałabyś coś w sobie zmienić? Przeczytaj.

fot. ONS
Uroda: Zdradź nam sekret. Co robisz, 
że twoja figura od lat się nie zmienia?
Agnieszka Dygant: A moim zdaniem się zmienia. Zaczęłam się garbić i lewa noga wykrzywia mi się coraz bardziej (śmiech). Po prostu starość nadchodzi. A odpowiadając 
serio na twoje pytanie – w tym, 
że jestem w miarę szczupła i nie mam problemów z wagą, nie ma mojej zasługi. Jestem trochę nerwowa, energiczna i chyba po prostu szybko spalam kalorie. Przyzwyczaiłam się 
do swojej chłopczycowatej figury 
i dobrze się z nią czuję.
U: Czy to prawda, że lubisz słodycze?
Agnieszka Dygant: Tak, nie umiem z tym skończyć. 
Ludzie miewają różne nałogi, 
moim są słodycze.
U: Chyba jednak przesadzasz, zamówiłaś przecież sałatkę, a nie ciastko.
Agnieszka Dygant: Wiesz, ile nerwów kosztowała mnie 
ta decyzja? Miałam dziś wybór, mogłam zamówić czekoladowe ciastko albo 
15 minut poczekać na sałatkę. Przez 
ten kwadrans ręce mi się trzęsły, 
a cukier spadł do zera, bo od rana nic nie jadłam. Ale dałam radę. Ostatnio staram się zmienić swoje przyzwyczajenia. Chciałabym się lepiej odżywiać, 
ale do tego potrzeba konsekwencji, której mi brakuje. I obawiam się, 
że jutro o tej porze zamiast obiadu 
będę wcinała ciastko. A tak w ogóle, 
to pytania o moją dietę są dla mnie zawsze kłopotliwe. Po pierwsze, 
nie ma się czym szczycić, że niezdrowo się odżywiam. Po drugie, co mam powiedzieć? Że moja szczupła sylwetka to tak zwana „kwestia genów”? Wszyscy przecież tak mówią.  
U: W serialu „Niania”, przyzwyczaiłaś nas do kolorowych ubrań. W „Prawie Agaty”, w którym grasz prawniczkę, stylizacja jest bardzo oszczędna. Nie brakuje ci zabawnych strojów Frani?
Agnieszka Dygant: Wizerunek postaci, sposób ubierania się, fryzura, charakteryzacja w dużym stopniu determinują rolę. Inaczej poruszasz się w szpilkach, a inaczej 
w trampkach. Strój zawsze pomagał mi zbudować postać. Tak też było 
w przypadku Agaty, którą jako prawniczkę obowiązuje zawodowy dress code, czyli szarzyzna: marynarki, eleganckie spódnice, oszczędne, skromne stylizacje. Kompletna 
kontra do niani. Przygotowując się 
do roli Agaty oczywiście wiedziałam, 
że będzie szarzyzna, a mimo to 
na planie na początku czegoś mi brakowało. Gdzieś szukałam tego koloru. Dopiero po pewnym czasie zaakceptowałam tę szarość i dziś 
bardzo ją lubię. Jeśli chodzi o nianię, 
to jej kreacje były, delikatnie mówiąc, szalone. Były jak spełnienie marzeń małej dziewczynki, która może założyć wszystko, od różowych falbanek 
po wyzywającą skórzaną sukienkę. 
Sen szalonego cukiernika (śmiech), 
ale lubiłam to.
U: A jakie ubrania można znaleźć w twojej prywatnej szafie?
Agnieszka Dygant: Im jestem starsza, tym ubieram się skromniej i bardziej zachowawczo. Cenię prostotę i wygodę. Bliżej mi 
do T-shirtów i dżinsów niż do spódnicy 
i bluzki z żabotem. W mojej szafie 
jest dużo koszul, swetrów, spodni. Kolory są stonowane. Od dawna 
nie wchodzę już do sklepów, w których wiem, że niczego dla siebie nie znajdę. Nie eksperymentuję. Oszczędzam 
w ten sposób czas i pieniądze. Wolę kupić jeden porządny żakiet niż pięć, 
ale słabej jakości.
Naprawde nie masz czasem pokusy, żeby zaszaleć?
Agnieszka Dygant: Czasem mam ochotę założyć czerwoną seksowną sukienkę z dekoltem 
do pasa... Ale wygrywa pragmatyzm.
Z wycieczki do Rzymu przywiozłam sobie wielkie, nabijane ćwiekami buciory. Szłam ulicą Via Condotti, przy której jest mnóstwo wypasionych butików. Kiedyś zaliczyłabym je wszystkie, a teraz weszłam tylko do czterech sklepów. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Mówiłam ci, starość (śmiech).
U: Gdzie w Polsce najczęściej kupujesz ubrania?
Agnieszka Dygant: Lubię Max Marę, za jakość i klasyczne fasony, które 
są gwarancją, że po sezonie czy dwóch nadal będą modne. Mam od nich kilka ciuchów, które mają nawet 7 lat i nadal 
je noszę. To w większości kaszmirowe i wełniane płaszcze. Ale to nie jest tak, że ubrania kupuję wyłącznie w ekskluzywnych sklepach. Ostatnio na przykład w H&M kupiłam piękny, lniany żakiet.
U: Wspomniałaś, że lubisz męskie koszule. Podbierasz czasem ubrania swojemu facetowi?
Agnieszka Dygant: Zdarzyło się kilka razy, że założyłam jego T-shirt. Lubię nosić obcisłe spodnie i górę w rozmiarze XL. Podobają mi się też skórzane kurtki, można je zakładać do wszystkiego. 
Na szczęście nie ma już sztywno określonych zasad, 
że na wieczór trzeba mieć suknię balowa i trwałą ondulację. Nie lubię więzów w modzie. Cieszę się, że mogę pójść na galę 
w moich ulubionych skórzanych spodniach.
U: Co do nich zakładasz?
Agnieszka Dygant: Różnie. Dopasowaną marynarkę na stanik, ale czasem 
też sweter lub top. Zależy od nastroju. Najgorzej wystroić się 
w coś, a potem się źle czuć.
U: Nie boisz się, że ktoś napisze na plotkarskim portalu, 
że zawsze ubierasz się w te same spodnie?
Agnieszka Dygant: Jakoś sobie radzę z tym strachem (śmiech). Widocznie 
po prostu je lubię, dobrze się w nich czuję i nie jestem modna.
U: Jak to! Nie chcesz być modna?
Agnieszka Dygant: No, trochę chcę i wiem, co w trawie piszczy, ale ważniejszy 
jest dla mnie komfort bycia w zgodzie ze sobą. Dlatego częściej na uroczyste gale zakładam spodnie niż suknię. Zgadzam się z powiedzeniem, że strój mówi coś o człowieku, ale nie chcę być niewolnikiem mody. Nie wartościuję innych ze względu na wygląd. Znam kilka bardzo fajnych osób, 
które ubierają się naprawdę niepozornie i nigdy nie słyszały 
o marce Louis Vuitton. Pójście na wielką galę skromnie ubranym to też jest jakiś komunikat.
U: Rozumiem, że nie korzystasz z pomocy stylisty...
Agnieszka Dygant: Raczej nie. Zresztą z moim przekonaniami nie byłabym wdzięcznym obiektem wymyślnych stylizacji. Co nie znaczy, że zupełnie nie biorę pod uwagę podpowiedzi innych. Ze stylistką Anią Męczyńską, która zajmuje się kostiumami 
na planie „Prawo Agaty”, żartujemy, że jeśli na wieszaku 
wisi jakaś niepozorna szmatka, to na pewno będzie mi w niej 
do twarzy. Natomiast jeśli jakiś ciuch wygląda super, kiedy 
go zakładam traci swoją moc, a ja wyglądam w nim jak przebieraniec. Myślę, że bardzo proste formy podkreślają mój typ urody. Uważam też, że jest mi dobrze w męskich rzeczach, paradoksalnie kobieco w nich wyglądam. Czasem męski styl przełamuję szpilkami, czy innym kobiecym dodatkiem. I tyle.
U: To przejdźmy w takim razie do kosmetyków. Powiedziałaś kiedyś, że lubisz nagradzać się luksusowymi kosmetykami. Nadal masz taką potrzebę?
Agnieszka Dygant: W kosmetyczce nie mam zbyt wiele rzeczy. Kupuję tylko sprawdzone produkty, które znam i lubię, m.in. podkład Giorgio Armaniego, sypki puder Guerlaina w srebrnym opakowaniu i o różanym zapachu. Z tuszy do rzęs lubię 
te marki Giorgio Armani, Nouba i Max Factor. Na policzki nakładam róż. Moim ulubionym jest róż marki Pupa, 
którym można również wykonać makijaż oczu, a także Terracotta Guerlaina.
U: A jeśli wychodzisz na galę?
Agnieszka Dygant: W kącikach oczu dodaję trochę ciemniejszego cienia albo rozcieram granatową lub ciemnobrązową kredkę. Jeśli mam gorszy dzień, na usta nakładam koralowy błyszczyk Clarinsa, który dodaje świeżości i zdrowego wyglądu.
U: Z jakich zabiegów kosmetycznych najczęściej korzystasz?
Agnieszka Dygant: Regularnie chodzę na manikiur i pedikiur. Od lat do tego samego salonu. Lubimy się z jego właścicielką. Uważam, 
że jeśli mam gdzieś spędzić półtorej godziny, to wolę z osobą, 
z którą mam, o czym porozmawiać.
U: Jak dbasz o włosy?
Agnieszka Dygant: Stosuję mleczną maskę do włosów z proteinami marki Mila. Ten polski kosmetyk jest moim ostatnim odkryciem. Jest dobry, wydajny i tani.
U: Jaki masz stosunek do medycyny estetycznej?
Agnieszka Dygant: Uważam, że wszystko jest dla ludzi. Jeśli poprawa wyglądu 
za pomocą igły i skalpela może dodać komuś siły i pewności siebie, to czemu nie.

U: Chciałabyś coś zmienić w swojej twarzy?
Agnieszka Dygant: To, co chciałabym poprawić, muszę zostawić w tajemnicy. 
Jeśli pokażę, jakie mam kompleksy, to wszyscy je zobaczą 
i będą mówili: tak, tak, powinna to zrobić, niech wreszcie zoperuje ten nos i założy aparat na zęby. Z urodą jest tak, 
że dopóki dobrze się ze sobą czujesz, jesteś pewna siebie, 
nikt nie widzi twoich wad. Chyba też ważne jest, żeby się sobie w miarę podobać.
U: A ty, podobasz się sobie?
Agnieszka Dygant: Nie jestem ani brzydka, ani żadna ze mnie piękność. 
Ujdzie! (śmiech).
U: To znaczy, że akceptujesz swój wygląd?
Agnieszka Dygant: Uważam, że w aktorstwie pewność siebie, umiejętność narzucenia swojej osoby jest dosyć istotna, bo za każdym razem aktor musi przekonać do siebie widza. Żebyśmy się tylko dobrze zrozumiały – pewność siebie to nie jest zadzieranie nosa i gwiazdorzenie. Nie o to mi chodzi. 
To odwaga, dzięki której można proponować w scenie odważne rozwiązania, środki aktorskie i nie wycofywać się 
w połowie zdania z powodu własnej niepewności. Jeśli ktoś jest pewny siebie, inni mniej zauważają jego błędy. Patrzysz na taką osobę i uważasz, że ma rację. Pewność siebie podkręca również urodę. Popatrz na Meryl Streep. Obiektywnie nie jest klasyczną pięknością. Ale kiedy gra atrakcyjną kobietę, wierzysz jej. Jest w niej charyzma, talent, ale też pewność siebie w tym, co robi.   
U: Co, poza pewnością siebie, warto mieć, żeby inni postrzegali nas jako atrakcyjnych?
Agnieszka Dygant: Ważny jest wdzięk. Czasem spotyka się ludzi, którzy nie 
są piękni, ale mają w sobie tyle wdzięku, że z przyjemnością się na nich patrzy. Wdzięk to naturalność, spontaniczność,
ale też jakaś niedoskonałość, coś charakterystycznego, 
na przykład przerwa między zębami. Wdzięk to aura, czar, który niektórzy potrafią rzucić na innych.   

Rozmawiała: Kasia Zielonka - dziennikarka miesięcznika Uroda
W poszukiwaniu płaszcza idealnego! 6 najmodniejszych modeli na jesień 2016
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
Gość/3 lata temu
Bardzo dojrzałe wypowiedzi; moim zdaniem p. Agnieszka to atrakcyjna kobieta, bardzo stylowa, ale jak widać też ma i "duszę".