Parabeny, silikony, siarczany - obalamy mity!

Niektóre składniki kosmetyków są uważane za szkodliwe. Czy rzeczywiście powinniśmy się ich bać?

Parabeny, silikony, siarczany - obalamy mity! fot. Fotolia

Wokół siarczanów, parabenów i silikonów przez lata narosło wiele mitów. Z pewnością wiele z Was słyszało same niepochlebne opinie na ich temat. Okazuje się, że większość z nich to po prostu nieprawda.

Po pierwsze - prawo kosmetyczne w Europie jest bardzo surowe i wszystkie substancje, co do których bezpieczeństwa istnieją wątpliwości, są natychmiast poddawane rygorystycznej ocenie toksykologicznej.

W mediach można znaleźć mnóstwo doniesień na temat parabenów, silikonów i siarczanów. Nic dziwnego, że to wszystko wzbudza niepokój u części z nas. Co więcej, wiele marek woli się do nich dostosować, przygotowując produkty spełniające nasze wymagania, niż zwalczać nieprawdziwe opinie. Należy pamiętać, że gdyby takie szkodliwe składniki znalazły się w jakimś kosmetyku, nie mógłby być dopuszczony do sprzedaży.

Każda substancja w pewnych warunkach stosowania i w określonym stężeniu, może działać szkodliwie. Pojęcie „substancja szkodliwa” najczęściej jest rozumiane przez nas jako „substancja w produkcie, który może mi zaszkodzić”. Jednak dla chemika to pojęcie oznacza coś zupełnie innego – że dana substancja jest niebezpieczna tylko w stanie czystym, nierozcieńczonym, w stężeniu 100 proc. lub bliskim tej wartości. Jedynie wtedy może stanowić ryzyko dla zdrowia lub środowiska.



Jest bardzo wiele składników kosmetyków, które klasyfikowane są jako substancje niebezpieczne. np. alfahydroksykwasy stosowane w peelingach chemicznych. Poprawiają stan skóry, ale nakładane w postaci nierozcieńczonej lub na zbyt długi czas, mogą poważnie ją uszkodzić. Inny przykład, wodorotlenek sodowy, to w postaci nierozcieńczonej substancja żrąca. Ale stosowany w niewielkich ilościach w kosmetykach, jako regulator pH, nie ma takiego działania. Każda substancja zawarta w kosmetyku jest stosowana w odpowiednim stężeniu, bezpiecznym dla zdrowia i skóry.

Wszystkie legalnie wprowadzone do obrotu kosmetyki są bezpieczne. Ale określenie „w 100 proc. bezpieczny” często jest rozumiane jako „bezpieczny dla 100 proc. populacji”. Takiej gwarancji oczywiście nie ma. Zawsze może znaleźć się osoba, która jest uczulona na jakiś składnik preparatu i wystąpi u niej działanie niepożądane. Najłatwiej zrozumieć to na przykładzie produktów spożywczych: nie każdy może pić mleko, jeść czekoladę, truskawki czy orzeszki ziemne.

Każdy kosmetyk wprowadzany do obrotu musi być bezpieczny. Ekokosmetyki nie są mniej lub bardziej bezpieczne, nie wywołują więcej lub mniej alergii. Jeżeli kosmetyk jest „eko” to oznacza, że ktoś dokładnie przeanalizował jego wpływ na środowisko, biodegradowalność składników, opakowania, ilość surowców zużytych na opakowanie i inne kwestie środowiskowe. Są to aspekty niezależne od właściwości uczulających czy trwałości produktu.

Czym tak naprawdę są siarczany, parabeny i silikony?

Siarczany - w kosmetykach stosowany jest SLES (w chemii gospodarczej – SLS). Działanie drażniące ma tylko w czystej postaci, w kosmetykach jest rozcieńczony i połączony z innymi składnikami, a przez to łagodny dla skóry. Siarczanami są również sole magnezowe i alkanoloamoniowe. Żadne publikacje naukowe nie potwierdzają ich rakotwórczego działania, o którym można przeczytać w internecie.
 

Parabeny - należą dziś do najlepiej przebadanych konserwantów. Są bardzo dobrze tolerowane przez skórę, nie podrażniają jej ani nie uczulają. Najczęściej powtarzane mity to: parabeny wywołują raka piersi i zaburzają gospodarkę hormonalną. Z pierwszym środowisko naukowe rozprawiło się już dawno i obecnie jest to teoria dementowana na wielu stronach opisujących „mity kosmetyczne”. Drugi zarzut również nie jest prawdziwy. Nie ma żadnych poważnych danych, które by go potwierdzały. Owszem, parabeny mają bardzo słabe działanie estrogenne, jak wiele innych, w tym również naturalnych substancji, np. soja, koniczyna, chmiel i niektóre witaminy. Jest to jednak działanie od tysiąca do miliona razy słabsze niż estrogenów.

Silikony - to również związki bezpieczne dla zdrowia ludzi, natomiast niektóre z nich są dość trudno biodegradowalne. Dlatego możliwe, że ze względu na troskę o środowisko, w przyszłości zostaną wprowadzone ograniczenia co do ich stosowania. Należy jednak pamiętać, że silikony w kosmetykach to związki cenne i bardzo trudne do zastąpienia: ułatwiają rozprowadzanie produktu, likwidują wrażenie tłustej warstwy, a w przypadku preparatów do włosów wzmacniają ich połysk i ułatwiają rozczesywanie.

Na podstawie tekstu Małgorzaty Nawrockiej-Wudarczyk/Uroda
rozmowa z Ewą Starzyk, Dyrektor ds. Naukowych i Legislacyjnych Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego

Masaż antycellulitowy - brzuch
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/2 lata temu
mój znajomy często powtarza "życie to śmiertelna choroba" :) w gruncie rzeczy wszystko może być szkodliwe, zależy tylko jakimi dawkami będziemy się raczyć. Oczywiście można zrezygnować ze wszystkiego, przestać używać komputera, komórki i pić tylko wodę i przegryzać ekologiczną marchewką. Ale czy o takie życie nam chodzi? Każdy musi wybrać swój balans pomiędzy tym co wygodne a co zdrowe. A tak z innej beczki, siarczany pomagają czyścić włosy, jednak szampony bez tych składników nie powodują takiego przetłuszczania włosów. Wiem coś na ten temat :)