Dlaczego faceci lubią nas w bieliźnie

Niektórzy myślą o mężczyznach, że oni w ogóle nie zwracają uwagi na to, co mamy na sobie i że najchętniej widzieliby nas zupełnie bez ubrania. Nic bardziej mylnego.

 Dlaczego faceci lubią nas w bieliźnie fot. Panthermedia

Mężczyźni szaleją na punkcie naszej bielizny i wolą nas w koronkowym dezabilu niż całkiem nago. Dyskretnie odsłonięta, dobrze dopasowana, przyciągająca kolorem, fasonem i delikatnością materiału bielizna, potrafi rozpalić zmysły do czerwoności, jak nic innego.

Ukryta tajemnica
To właśnie świadomość ukrytych rozkoszy, owiniętych mgiełką koronkowych gorsetów, pończoch czy szortów, tak działa na wyobraźnię i uruchamia seksualne fantazje. Zbytnia dosłowność, odsłanianie piersi w zbyt dużych dekoltach, pępki na wierzchu czy pupy wołające o uwagę zza zbyt krótkich miniówek, mogą wywołać wręcz odwrotna reakcję. Mogą raczej trochę rozśmieszyć i wystraszyć mężczyznę, który nie ma w takim przypadku zbyt wiele do odgadywania. Zagadka jest zbyt prosta a rozwiązanie aż nazbyt oczywiste.

Podobnie nagość, bez wcześniejszej zabawy w nieśpieszne odsłanianie tego, co najbardziej kuszące i tajemnicze, odziera kobietę zbyt szybko z aury niewinności i wyjątkowości. Kobieta w dobrze dobranej, pięknej bieliźnie, w gorsecie wyglądającym z lekko odchylającej się marynarki i w pończochach, zawsze będzie dla partnera bardziej pociągająca, niż gdyby była całkiem naga, bez tej całej, zmysłowej otoczki.

Legginsy jak pończoszki
Miłość do legginsów opanowała niemal cały świat i trwa już niezmiennie od kilku sezonów. Zgodnie z regułami panującymi w świecie fashionistów, już dawno powinny wyjść z mody i zrobić miejsce czemuś nowemu. A jednak kobiety nie chcą się z nimi rozstać. Z pewnością podobają się też panom, bo choć to nie spódnice, to jednak także nie spodnie. Podobnie jak rajstopy i pończochy, obcisłe i często kolorowe legginsy, są dopasowane blisko ciała i pięknie podkreślają zgrabne nogi. To trochę tak, jakbyśmy były nie ubrane, bez spodni, tylko w nieco grubszych rajstopach, prawie nagie.

Noszone do krótkich tunik, sukienek i t-shirtów, są wspaniałym kompromisem, pomiędzy elegancją i kobiecością a wygodą i niezależnością. Są frywolniejsze i odsłaniają więcej niż spodnie a jednak możemy je nosić nie tylko do szpilek. Pasują też do kowbojek, oficerek, sztybletów czy conversów. Jest nam w nich wygodnie, pewnie stoimy na nogach i czujemy swoją siłę i moc. Ale równocześnie pięknie się w nich prezentujemy, jesteśmy nadal kobiece, pociągające i seksowne.


Adriana Klos jest psychologiem i psychoterapeutą z Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju "Strefa Zmiany" . Pracuje z osobami, które: doświadczają lęków, depresji i obniżonego nastroju, zaburzeń jedzenia oraz psychosomatycznych, mają problemy w relacjach z innymi, znajdują się w sytuacji kryzysu ( np. w związku lub w pracy), wychowały się w rodzinach dysfunkcyjnych np. w rodzinie alkoholowej.
 Prowadzi również treningi i warsztaty rozwojowe, grupy wsparcia, terapię par oraz DDA.
5 pomysłów na sylwestrową stylizację
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (15)
/3 lata temu
Wcale nie lubimy bab w bieliżnie, bo to wygląda obleśnie.
/3 lata temu
Co się porobiło z wiedzą o języku polskim, literaturze, historii i paru innych rzeczach to się w głowie nie mieści. Niedawno oglądałem w telewizji bardzo dobry hiszpański film o czasach króla Filipa II. Występuje tam dama, dosyć demoniczna, z jednym okiem pod opaską, bo je straciła. Odegrała pewną rolę w historii Hiszpanii i stała się jedną z bohaterek dramatu Schillera oraz opery Verdiego. Oba dzieła pod tytułem DON CARLOS. Nazywała się księżna EBOLI i była grandem Hiszpanii. Tymczasem lektor kilkadziesiąt razy nazywa ją księżniczką Ebola. Mniejsza już o tę księżniczkę, chociaż powinien wiedzieć, że księżniczka to młoda osoba, będąca córką księcia. A księżna to pani na włościach księstwa właśnie. Ale bardziej rozśmieszyła mnie ta Ebola. Najwyrażniej księżna skojarzyła mu się z wirusem afrykańskim "ebola", który siał przerażenie jakiś czas temu. A o tym, że mogła władać księstwem Eboli w Hiszpanii i stąd jej tytuł, nawet nie popmyślał, bo mu to nie przyszło do głowy. Skąd zresztą miało przyjść?
/3 lata temu
Jeden na końcu tam pisze, że nie lubi kalesonów (kalisraków =chyba tak je nazwał). Pal go sześć (tak się kiedyś mówiło w Wielkopolsce) Ale jest wyrażnie niedouczony na poziomie szkoły podstawowej w dziedzinie ortografii. Pisze "bo nie wieżę jak widzicie meszczyznę".... Resztę sobie daruję, bo naprawdę szkoda czasu. Ale ten meszczyzna w wieży to mi pozostanie na długo do opowiadania dowcipów w towarzystwie.
POKAŻ KOMENTARZE (12)