Tamara Arciuch: „Nie jestem dziewczyną z Vogue'a”

Nie uprawia żadnego sportu, nie stosuje diety, kolacje zjada tuż przed snem. Dbanie o siebie ogranicza do niezbędnego minimum, rzadko bywa u kosmetyczki. Nie musi. I bez tego wygląda świetnie.

Tamara Arciuch: „Nie jestem dziewczyną z Vogue'a” fot. Mateusz Stankiewicz / AF PHOTO
Na wywiad umawiamy się na 9 rano w studiu nagraniowym serialu „Niania”. Ponieważ mamy rozmawiać w przerwie między nagraniami,  spodziewam się wystylizowanej, serialowej Karoliny. Okazuje się, że zdjęcia się skończyły i wita mnie szczuplutka blondynka ubrana w dżinsy, T-shirt i ażurowy sweterek – zupełne przeciwieństwo Karoliny! Twarz bez cienia makijażu nie zdradza żadnych oznak wczorajszej imprezy i niecałych czterech godzin snu.

– Często wychodzisz z domu bez makijażu?
Tamara Arciuch:
Bardzo często, ale gdy załatwiam jakieś ważne sprawy na mieście, nakładam podkład. Mam problem z rozszerzonymi naczynkami, które niestety są bardzo widoczne. Zamykałam je, ale efekt był wręcz odwrotny, chyba źle przeprowadzono zabieg. Teraz brakuje mi czasu na tego typu zabiegi. Mam zbyt dużo pracy i nie mogę czekać, aż skóra się zagoi. Wracając do makijażu – wybieram lekkie podkłady, czasem maluję rzęsy. To wszystko! Nie przepadam za szminkami. Gdy mam je na ustach na planie „Niani”, czuję się zmalowana. Dlatego zostawiam je na specjalne okazje i wybieram delikatne błyszczyki.

– Jak ma się styl Karoliny z serialu „Niania” do Twojego?
Tamara Arciuch:
Jak widzisz – nijak (śmiech). Karolina to sztywna kobieta, dla której etykieta ma ogromne znaczenie. Jej strój musi być zawsze adekwatny do sytuacji, codziennie jest zrobiona od A do Z. Ze mną jest trochę inaczej. Dzisiaj moje czerwone paznokcie są pamiątką z wczorajszych urodzin kolegi. Zazwyczaj mam je pomalowane na jasny, nierzucający się w oczy kolor. Ubieram się raczej sportowo, bo tak jest wygodnie, gdy cały dzień biegam i jeżdżę samochodem. Ostatnio uświadomiłam sobie, że w swojej garderobie nie mam ani jednego żakietu. Chciałam założyć taki ciuch na sukienkę i zdziwiłam się, że go nie mam.

– Dużo czasu potrzebujesz, żeby przeistoczyć się w Karolinę?
Tamara Arciuch:
Około półtorej godziny. Fryzura zajmuje tylko pół godziny, makijaż tyle samo…

– Fryzura „tylko pół godziny”? Dla mnie to sporo czasu…
Tamara Arciuch:
W przypadku moich włosów to mało. Prawie codziennie muszą być prasowane prostownicą. Gdybym tak po prostu wysuszyła je bez układania, wyglądałyby jak siano.

– Nie myślałaś o tym, żeby je obciąć?
Tamara Arciuch:
Nigdy nie miałam krótkich włosów, teraz musiałabym porozumieć się z producentem, żeby zmienić fryzurę. Kiedyś ich nie rozjaśniałam, zmuszono mnie do tego, kiedy zaczęłam grać w serialach. Teraz ubolewam nad ich stanem. Podejrzewam, że dobrze by im zrobiło, gdybym je obcięła i przestała farbować.


– A zagęszczanie włosów?
Tamara Arciuch:
Myślałam o tym, ale Ewa Pieczarka, stylistka z salonu Jagi Hupało, która czesze aktorów na planie „Niani", wybiła mi ten pomysł z głowy. Włosy używane do zagęszczania czy przedłużania są zazwyczaj proste, a moje kręcone i pierzaste. W takim przypadku musiałabym chyba codziennie odwiedzać fryzjera, inaczej miałabym i takie, i takie. A poza tym chodzenie z supłami na głowie… 

– Wydajesz dużo pieniędzy na kosmetyki?
Tamara Arciuch:
Nigdy nie oszczędzam na kremach do twarzy – kupuję te dobre i sprawdzone. Myślę, że wydaję na siebie tyle, ile powinnam. Raczej nie kupiłabym sukienki za dwa i pół tysiąca złotych. To chyba za dużo.

– Czyli jesteś oszczędna?
Tamara Arciuch:
Niestety nie! Dużo pieniędzy przecieka mi przez palce i często zastanawiam się: „Mój Boże, kiedy ja to wydałam? Właściwie nic wielkiego nie kupiłam”. Najmniej oszczędzam na jedzeniu. Gdy idę do restauracji, nie zwracam uwagi na cenę i jeśli mam na coś ochotę, to jem to. W ogóle nie przekłada się to na Twój wygląd.

– Stosujesz jakąś dietę?
Tamara Arciuch:
Nie (śmiech). Często jem późnym wieczorem przed snem i… nie tyję. Taki mam organizm. Ale kiedy jestem zestresowana, to nic nie mogę przełknąć i wtedy chudnę. Gdy się uspokajam, nadganiam, ale zawsze do tej samej wagi 57 kg, co przy moim wzroście (173 cm) nie jest dużo. Mimo wszystko staram się jeść zdrowo i czasem to mi wychodzi. Nie łączę mięsa z ziemniakami lub z makaronem. Nie lubię takich zestawień, ale już talerz samych ziemniaków z grilla nie jest dla mnie problemem (śmiech).

– Nigdy nie miałaś skłonności do tycia?
Tamara Arciuch:
W liceum byłam grubsza, ważyłam 64 kg i miałam pyzatą buzię. Był taki moment, że starałam się odchudzać. Ale wtedy się jadło inaczej. Na obiad były schabowe z ziemniakami, więc z odchudzania niewiele wyszło. Wszystko się zmieniło po urodzeniu dziecka. Od tego czasu noszę rozmiar 36.

– Uprawiasz jakiś sport?
Tamara Arciuch:
Systematycznie niestety nie. Czasem jeżdżę na rolkach, ale dla przyjemności, a nie żeby się skatować.

– Czy po treningach do „Tańca z gwiazdami” zauważyłaś zmiany w swoim ciele?
Tamara Arciuch:
Czułam się dużo lepiej, a moje ciało stało się bardziej umięśnione i jędrne. Poza tym to niesamowita i pełna wyzwań przygoda: w butach na ogromnych obcasach, w których trudno chodzić, musiałam tańczyć i wykonywać niesamowite figury, które tancerze trenują od dziecka. A ja czasem musiałam się ich nauczyć w pięć dni.

– Masz jakieś kompleksy?
Tamara Arciuch:
Oczywiście, są rzeczy, które mi się nie podobają: mam krzywe zęby, nie mam dużego biustu. Kiedyś miałam okropne kompleksy z powodu pieprzyków. Gdy miałam założyć sukienkę z odkrytymi plecami, bardzo się denerwowałam. Ale teraz zaakceptowałam siebie. Nie jest tak, że patrzę w lustro i mówię: „O Boże, jaka jestem piękna!”. Ale nie przywiązuję już takiej wagi do tego, jak wyglądam – to chyba znak, że jest OK.


– Zastanawiałaś się kiedyś nad zabiegami odmładzającymi?
Tamara Arciuch:
Przerażają mnie zabiegi z użyciem skalpela, takie jak naciąganie skóry za uszami. Jeśli miałabym coś sobie zrobić, byłby to mało inwazyjny botoks lub wstrzyknięcie kwasu hialuronowego. Jeśli odczuję taką potrzebę i będzie mnie na to stać, zrobię to. Na razie tylko wycięłam sobie pieprzyk na twarzy.

– Czego sobie nigdy nie odpuszczasz w dbaniu o urodę?
Tamara Arciuch:
Codziennie robię demakijaż, nawet jeśli czasem ciężko mi się do tego zabrać. Zawsze nakładam też krem, bo jeśli go nie nałożę, moja skóra nie jest w stanie dobrze funkcjonować – ściąga się i nie da się o niej zapomnieć. Z balsamem do ciała jest różnie. Zazwyczaj stosuję, ale bywa, że odpuszczam. Nigdy nie zapominam o perfumach – zapach to podstawa osobowości kobiety.

– Często chodzisz do kosmetyczki?
Tamara Arciuch:
Hm… bardzo rzadko. Nie jestem zbyt dobrym przykładem dla czytelniczek URODY – nie chodzę do kosmetyczki, nie uprawiam sportu, obżeram się…

– I dobrze wyglądasz.
Tamara Arciuch:
Na razie.

– Jeśli już trafisz do salonu, jakie zabiegi wybierasz?
Tamara Arciuch:
Uwielbiam masaże relaksacyjne, a mojej twarzy doskonale służą ultradźwięki, bardzo wygładzają skórę.

– Lubisz biżuterię?
Tamara Arciuch:
Lubię taką w stylu etno, na przykład drewniane korale. W ogóle nie mam eleganckiej biżuterii.

– Masz jakieś ulubione dodatki?
Tamara Arciuch:
Buty… Są najbardziej ekskluzywną częścią mojej garderoby, ale to też nie są buty Prady. Nie przywiązuję wagi do metek.

– Czyli możesz kupić buty w CCC?
Tamara Arciuch:
Jeśli będą ładne, to sobie kupię.

– Masz jakieś ulubione sklepy?
Tamara Arciuch:
Zawsze zaglądam do Zary, Mango i Solara. Zdarza mi się, że kupuję coś w Simple, ale uważam, że jest tam za drogo. Odwiedzam też Motivi, mają tam fajne, oryginalne ciuchy w dobrych cenach. Ale tak naprawdę to nie lubię zakupów. Czasem planuję sobie popołudnie w centrum handlowym i już po półgodzinie jestem zdenerwowana, i wychodzę z pustymi rękami.

– Jest coś takiego, czego obawiasz się w swoim zawodzie?
Tamara Arciuch:
Beata Tyszkiewicz powiedziała podczas „Tańca z gwiazdami”, że jestem jak z okładki „Vogue’a”. Oczywiście wyglądałam zupełnie inaczej niż dzisiaj – byłam świetnie wystylizowana, uczesana, umalowana. Te słowa były bardzo miłe, ale przeraziło mnie to, że ludzie mogą ode mnie wymagać, abym wyglądała tak zawsze. Nie chcę musieć sprostać takiemu symbolowi, bo każdemu  może się powinąć noga. Wolę nie tracić kontaktu z rzeczywistością i być taką, jaka jestem.

Rozmawiała Magdalena Błaszczak
Jaką fryzurę wybrać na studniówkę 2017? Mamy dla was 5 najładniejszych propozycji
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)