Salon ideał - felieton

"Za każdym razem, gdy muszę przebierać się w towarzystwie masażysty, czuję się jak u ginekologa w studenckiej przychodni."

Proszę, niech się pani posmaruje – powiedziała mi kosmetyczka na zakończenie zabiegu. Wcisnęła mi w dłoń ampułkę i wyszła. Oniemiałam. Nie żebym sama nie potrafiła się obsłużyć (w domu jakoś daję radę wklepać w siebie naraz nawet 10 specyfików), ale w gabinecie oczekuję, że kosmetyczka fachowo zrobi to za mnie. Niestety, różnie to bywa ze standardami obsługi w salonach.
Takie na przykład poczucie intymności. Za każdym razem, gdy muszę się przebierać w obecności kosmetyczki lub, nie daj Boże, masażysty (stojącego w kącie twarzą do ściany i lustrującego swoje buty), czuję się jak u ginekologa (i to jakieś 10 lat temu, gdy chodziłam do obskurnej przychodni studenckiej). Gdy raz Monika poprosiła takiego pana, aby wyszedł, ten – obrażony – po ponownym wejściu do gabinetu stwierdził, że pierwszy raz musiał pukać do siebie… (a po masażu bez żenady zabrał się do zapinania jej stanika).
No dobrze. Jakimś cudem już się rozebrałaś, leżysz wyklepana, wymasowana, pachnąca… Czy może zdarzyć się coś niedobrego? Niestety: a) kosmetyczka bez uprzedzenia wychodzi na dłużej nieokreśloną chwilę; b) zostaje, ale za to… zaprasza na pogaduszki koleżankę kosmetyczkę z gabinetu obok (która to właśnie wyszła „tylko na sekundkę”). Raz taka jedna cały czas kursowała tuż przy mojej głowie. Gdyby jeszcze robiła to cicho i subtelnie... Ale nie, ona trzaskała drzwiami, krzyczała coś przez ścianę do swojej klientki, opowiadała o kłótni z chłopakiem, a przy okazji parę razy huknęła mnie w głowę biodrem…
Albo historia Elki. Najprzyjemniejsza część zabiegu: maseczka na twarzy, na ciele ciepły kocyk, relaksacyjna muzyczka w tle (dobrze, że nie radio i najświeższe wiadomości o skandalach w polityce!). Nagle do jej uszu doszło lekkie skrobanie. Podejrzliwie otworzyła klejące się sennie oczy i… krzyknęła przerażona. Nad głową bowiem zobaczyła koniec kija od szczotki, którym pani sprzątająca cichutko (tak aby jej nie przeszkadzać) postanowiła ściągnąć pajęczynę z sufitu. Cudnie, prawda? Dlatego w imieniu wszystkich korzystających z salonów kosmetycznych postuluję, aby:

  • zawsze było oddzielne miejsce do przebrania się, a przynajmniej obsługa wychodziła na ten czas z pokoju;
  • miejsce na przechowanie ciuchów – jeśli jest w pokoju zabiegowym – było specjalnie na to przeznaczone (ja raz musiałam swoje rzeczy schować do szafki z chemią gospodarczą);
  • wszystkie czynności zabiegowe kosmetyczka wykonywała bez mojej pomocy;
  • nakładanie kolejnych preparatów odbywało się w pozycji leżącej i to tak, aby miejsca akurat niedotykane były przykryte ręczniczkiem (stanie na golasa przed klęczącą przed tobą kosmetyczką upokarza – was obie!); 
  • pokój, w którym odbywa się zabieg, nie był miejscem spotkań towarzyskich;
  • kosmetyczka, wychodząc z pokoju, uprzedziła, jak długo jej nie będzie; 
  • ..a jeśli zostaje z tobą, zachowywała się cicho i dyskretnie.

Jednym słowem: ma być przyjemnie i profesjonalnie, a nie żenująco i jak za karę. Są przecież gorsze kary i większe przyjemności. Naprawdę!


Anna Kondratowicz
zastępca redaktor naczelnej Urody

Jaką fryzurę wybrać na studniówkę 2017? Mamy dla was 5 najładniejszych propozycji
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)