Jean Harlow – seksbomba, którą zabiło farbowanie włosów?

Nazywano ją platynową blondynką długo przed Marilyn Monroe. Kim była Jean Harlow i czy to prawda, że umarła przez farbowanie włosów?

jean harlow

Platynowa blondynka

Kogoś takiego jak Jean Harlow Hollywood jeszcze nie widziało. Na ekranie była bezwstydnie seksowna i niepohamowana w swych żądzach, czerpała wyraźną przyjemność z przebierania w mężczyznach jak w rękawiczkach. Wedle tego, co głosiły plotki, rzadko nosiła bieliznę i czuła wstręt do biustonosza, preferując raczej dotyk satyny na skórze. Idealnie wygięte w łuk i podkreślone ołówkiem brwi, niezwykle wówczas modne, pomagały jej wyglądać przebiegle lub dziecinnie, grzesznie do granic lub zupełnie niewinnie. Na zdjęciach promocyjnych prawie zawsze pojawiała się w długich, drapowanych białych sukniach, które wraz z jej włosami i diamentową biżuterią sprawiały, że prezentowała się wyjątkowo i olśniewająco. Jednak nie to spowodowało, że była oryginalna.

Tak naprawdę wyróżniały ją erotyzm z domieszką figlarności Clary Bow oraz drapieżna seksualność filmowego wampa kina niemego. Nowością były jej platynowe blond włosy, które uczyniły z niej gwiazdę i stały się jej znakiem rozpoznawczym po kres kariery. Do tego należy dodać jej wymuskaną, pretensjonalną osobowość, czym uwodziła mężczyzn, zanim zdążyli się zorientować, co się dzieje. Była – jakby powiedział mój dziadek – stuprocentową babeczką.

Harlow stanowiła pierwowzór „blond seksbomby” o reputacji „seksualnej petardy”, jak określiło to jedno z czasopism. Kreowane przez nią postaci filmowe brały to, co chciały, i postępowały tak, jak pragnęły. Mae West używała podstępu i aluzji, by zaciągnąć mężczyzn do swojej sypialni. W przeciwieństwie do niej bohaterki grane przez Harlow potrafiły się mazgaić i przejawiać bierną agresję, podstępem przekonując mężczyzn do miłości, a nie jedynie do tak uwielbianego przez nich seksu. Harlow i jej studio filmowe twierdzili, że jej prawie białe włosy były naturalne, ale seksualnie nienasycona osoba, którą się stawała na ekranie, była fałszerstwem, jedynie kreacją. Z czasem okaże się, że te określenia nie odbiegały daleko od prawdy: jej włosy z natury rzeczywiście miały kolor blond, jasny, nierzucający się w oczy, a życie osobiste pełne było mężczyzn, destrukcji i tragedii.

Nim w wieku dwudziestu sześciu lat zmarła na mocznicowe zatrucie organizmu, zdążyła wystąpić w ponad dwudziestu filmach, trzykrotnie wyjść za mąż i rozwieść się oraz wywołać więcej skandali niż niektóre trzy razy starsze od niej gwiazdy. Nie powinno dziwić, że Marilyn Monroe uważała ją za swoją muzę: obie odżywały przed kamerą i obie poniosły koszty za swój seksualny temperament w życiu poza ekranem.

Dzieciństwo Jean Harlow

Harlow urodziła się w Kansas City w stanie Missouri jako dziecko dobrze sytuowanych rodziców i wnuczka bardzo wpływowych dziadków. Gdy w końcu trafiła do Hollywood, jej arystokratyczne pochodzenie odróżniało ją od innych zdegradowanych społecznie gwiazd. One były biednymi imigrantkami, którym się udało, natomiast Harlow miała wrodzoną klasę. Może i nigdy nie była biedna, ale nie zawsze wiodła wytworne życie. Była dzieckiem z zaaranżowanego małżeństwa, a gdy frustracja jej matki brakiem zainteresowania ze strony ojca sięgnęła zenitu, para rozwiodła się w 1922 roku. Harlow miała wtedy jedenaście lat. Jej mama marzyła o sławie, co dało o sobie znać, gdy skierowała córkę na ścieżkę kariery, przeprowadzając się do Hollywood.

Matka Harlow była za stara, żeby sama mogła przebić się do świata kina. Na skutek namów dziadka Harlow kobieta wraz z córką, do której zwracała się wyłącznie per „Dziecinko”, wróciły do domu. Jean większość czasu spędziła w szkole z internatem i na wakacyjnych obozach, gdzie jako piętnastolatka poważnie zachorowała na szkarlatynę, a w wyniku powikłań nabawiła się infekcji nerek. Osłabione nerki doprowadziły do nadciśnienia, potem przeszła niewykryte zapalenie nerek, a z powikłaniami borykać się będzie do końca życia i to one w końcu doprowadzą do jej zgonu.

Młoda Dziecinka zbyt jednak zaprzątnięta była miłostkami, by przejmować się następstwami choroby nerek. Po letnim obozie matka zapisała ją do internatu w Chicago, gdzie jako uczennicę pierwszej klasy przedstawiono ją dwudziestoletniemu Chuckowi McGrew. Chłopak musiał wydawać się bardzo dobrą partią, a będąc synem potentata leków sprzedawanych bez recepty – również bardzo bogatą. Para wzięła ślub potajemnie 21 września 1927 roku, gdy Harlow miała zaledwie szesnaście lat. Gdy jej mąż kilka miesięcy później ukończył dwudziesty pierwszy rok życia, zostali obsypani pieniędzmi z jego funduszu powierniczego. Oczywiście Harlow rzuciła szkołę, a małżeństwo przeprowadziło się do Hollywood.

Zobacz też: Wybieramy najlepsze wcierki na porost włosów!

jean harlow

Życie w Hollywood

Tutaj Harlow i jej mąż dużo pili i nie robili nic ponadto, no, może poza tym, że się kłócili. Według powszechnie znanej plotki, gdy Jean zawoziła swoją przyjaciółkę-aktoreczkę do wytwórni Fox, reżyser namówił ją do spróbowania swoich sił przed kamerą, śpiewając pod nosem jej panieńskie nazwisko: „Jean Harlow”. Nie udało jej się zrobić dobrego wrażenia na studiu Fox, ale w grudniu 1928 roku za namową matki podpisała kontrakt opiewający na dwanaście dolarów dziennie z Hal Roach Studios. W tym momencie szczegóły dotyczące jej życia stają się mgliste, po części pewnie dlatego, że gdy dwa lata później została gwiazdą, jej biografię tak często zmieniano, by nie powiedzieć, iż spisano od nowa.

W następnym roku dziadek rzekomo ją wydziedziczył, potem odwiedził w Hollywood, po czym stwierdził, że nie jest tu wcale tak źle, więc zgodził się ponownie uwzględnić ją w testamencie, ale odciął od środków utrzymania. W publikacjach na temat życia Harlow owo „wydziedziczenie” przez dziadka będzie się nieustannie wspominać jako dowód na pochodzenie z wyższych sfer i „dobre wychowanie” oraz gotowość poświęcenia się dla sławy, nawet jeśli oznaczało to życie bez zabezpieczenia finansowego. Wkrótce zagrała kilka pomniejszych ról, kilka u boku Flipa i Flapa. Następnie wyplątała się z kontraktu z Roach, a 11 czerwca 1929 roku oficjalnie rozstała się z mężem, którego później przed sądem nazwie „wulgarnym i napastliwym”.

To początek drugiego aktu życia Harlow w Hollywood. Przetrwała parę kolejnych rólek, nieco gorszącej pracy, gdy statystowała na planie krótkometrażowej komedii Weak but Willing (Słaby, ale ochoczy). Tam zauważył ją łowca talentów dla zarabiającego miliony filmowca Howarda Hughesa i zaproponował jej, by wzięła udział w przesłuchaniu. A nie chodziło o byle jaką rolę, ale o główną postać w Aniołach piekieł – głośnym filmie lotniczym, którego realizacja ciągnęła się całe lata i pochłonęła sporo milionów dolarów, mając albo ugruntować reputację Hughesa, albo ją pogrążyć. Jeśli oglądaliście Aviatora Martina Scorsese’a, znacie przynajmniej część historii. Początkowo Hughes zaczął kręcić Anioły jako film niemy, ale gdy technologia dźwięku stała się dostępna, był pewny, że dzieło należy zrobić od nowa. Pojawił się jednak pewien problem: bohaterkę filmową grała norweska aktorka Greta Nissen, a jej akcent był, mówiąc bez ogródek, zbyt skandynawski (i nie w ten seksowny sposób charakterystyczny dla Grety Garbo). A publiczność przywykła do tego, że kobiety występujące przed kamerą są Brytyjkami. Hughes zaczął więc szukać zastępstwa, przez sześć miesięcy poddając próbie setki gwiazdeczek, aż stanęła przed nim Harlow.

Cokolwiek zrobiła, przykuła uwagę Hughesa, a może zobaczył tylko potencjał marketingowy w jej blond włosach. Hughes był megalomanem i perfekcjonistą, lecz przy tym także twardo stąpającym po ziemi biznesmenem, rozumiał więc siłę trafnego pseudonimu. Bow stała się sławna jako „dziewczyna, która ma to coś”, a Hughes chciał czegoś porównywalnie chwytliwego dla swojej nowej gwiazdy. Tak narodziła się „Platynowa Blondynka”. Hughes zawarł z nią pięcioletni kontrakt, według którego otrzymywała sto dolarów tygodniowo. Wkrótce rozpoczął ponowne zdjęcia.

(…)

Kto uzyska blond na włosach?

Hughes, aby nadać filmowi rozgłosu, ogłosił konkurs rzucający wyzwanie wszystkim fryzjerom w Ameryce. Twierdził, że żadnemu nie uda się powielić tego wyjątkowo jasnego odcienia blond Harlow. Nagrodę ustalił w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów. W ten sposób zaczęła się „platynowa gorączka”, a młode kobiety w całym kraju za pomocą niesprawdzonych mieszanek rozjaśniacza, wody utlenionej i innych szkodliwych chemikaliów usiłowały rozjaśnić sobie włosy. Legendy o zniszczonych włosach, ogolonych głowach i płaczących nastolatkach rosły jak grzyby po deszczu. Może się wydawać, że akcja okryła film złą sławą, ale tak naprawdę była genialna. Harlow stała się jedyną dziewczyną w Ameryce o włosach w idealnym odcieniu platyny, zupełnie niepowtarzalnym i wyjątkowym. Dokładny odcień wymykał się definicji, nie był srebrny, raczej „przypominał barwę jasnego słonego toffi”. Był „zaskakujący, prawie ekscentryczny, ale ogólnie rzecz biorąc, piękny”.

Tak jak ogniście rude włosy Bow stały się symbolem jej nieokiełznanego i rozpustnego erotyzmu, tak Harlow przywodziła na myśl powściągliwą seksualność, zimną jak lód. Prasa twierdziła, że tylko jedna kobieta na tysiąc ma włosy o odpowiedniej strukturze i kolorze, aby ten kolor się przyjął. A skutki prób naśladowania koloru włosów Harlow, a w domyśle wszystkiego, co sobą reprezentowały, będą „żałosne, jeśli nie katastrofalne”. Nic dziwnego, że nazywano aktorkę „Blond Paniką”.

(…)

Zobacz też: Jak zrobić własny szampon?

„Platynowa blondynka”

Jednak blask sławy Harlow zaczął blednąć. Według jej najbardziej wiarygodnego biografa, Davida Stenna, stała się niezwykle zależna od swojego nowego chłopaka, gangstera z New Jersey Longy’ego Zwillmana. Zwillman znany był jako „Al Capone z New Jersey”, a jego dochody z nielegalnej produkcji alkoholu i innych niezgodnych z prawem interesów rodem z Zakazanego imperium sięgały czterdziestu milionów dolarów rocznie. Chłopak kochał Harlow, kupował jej najróżniejsze olśniewające prezenty (bransoletkę z charmsami czy czerwonego cadillaca), zaoferował jej i jej matce przeprowadzkę do przyjemniejszego lokum, a co najważniejsze – przycisnął dyrektora studia Columbia Harry’ego Cohna (czytaj: zapłacił mu pół miliona dolarów gotówką), aby podpisał z Harlow kontrakt na dwa filmy. Ponieważ Zwillman wiedział, że Hughes nie podniesie pensji Harlow, sam to zrobił, i to do zaskakującej sumy tysiąca dolarów tygodniowo. Historia ta bazuje na plotkach przekazywanych z ust do ust i z pewnością nie była wówczas powszechnie znana, lecz teraz, gdy możemy spojrzeć na życiorys Harlow z perspektywy czasu, wydaje się wiarygodna. Choćby dlatego, że Jean tak idealnie wcieliła się w rolę dziewczyny gangstera.

Pierwszym skutkiem tego domniemanego interesu była Platynowa blondynka (1931), film bez wątpienia wykorzystujący kolor włosów Harlow. Jednak Loretta Young ewidentnie przewyższała grą aktorską Harlow, ponadto jej drugi film dla studia Columbia, Three Wise Girls (Trzy rozsądne dziewczyny) z 1932 roku, odszedł w zapomnienie.

Warto wspomnieć, że Harlow stała się tematem licznych plotek. W kwietniu złośliwy felietonista „Motion Picture” zażartował, że gwiazda na popołudniowe przyjęcie „ubrała się w sukienkę koktajlową własnego pomysłu. Uszyta była z czarnego aksamitu, którego poskąpiono… Z czarnego aksamitu albo białej organdyny. W każdym razie Jean wcisnęła się w nią (przynajmniej w większości), a i tak materiał pękał w szwach”. Za każdym razem, gdy występowała publicznie, rodziła się kolejna plotka. Zwykle była to wariacja na temat uwodzenia cudzych mężów i otaczania się sporymi i zmieniającymi się jak na karuzeli zastępami mężczyzn. We wrześniu w gazecie „The Saturday Evening Post” podkreślano, jak to jej ciemne brwi i fiołkowe oczy prowokowały „krzywdzące” komentarze ze strony żeńskiej części publiczności, po części dlatego, że „jest szczupła i nie wie, jak to jest być inną, a przecież jak ognia unika tak odpychających zabiegów, jak dieta. Jada sałatę, ale nie żywi się wyłącznie nią”. Na Hollywood Boulevard pojawiła się w samej piżamie, zaczęły więc krążyć plotki o jej upodobaniu do nienoszenia majtek. Krótko mówiąc, była typem dziewczyny, którą inne dziewczyny uwielbiały nienawidzić, miotając się pomiędzy zazdrością a podziwem.

Harlow znalazła się w niebezpiecznym położeniu. Jeśli za daleko odsunęłaby się od kobiet – a zwłaszcza od plotkujących o niej felietonistek, które w dużej mierze odpowiadały za utrzymanie jej wizerunku – to mogły w ogóle odwrócić się do niej plecami. Konieczne było ideologiczne wsparcie, coś, co zasugerowałoby, że tak naprawdę nie była uwodzicielką krążącą po mieście, gotową ukraść ci męża i wprawiającą cię w złe samopoczucie. Niezawodna taktyka? Podkreślić trzeba, że jej postać na ekranie to czysta kreacja. Prym wiódł „Photoplay”, publikując felieton Zdemaskować Jean Harlow. Jaki płynął z niego wniosek? Wizerunek Harlow to sztuczny twór, głównie autorstwa Hughesa. Historia jej pochodzenia jest nieprawdziwa. Twierdzenie, że jest nowicjuszką, to także nieprawda. Podobnie jak każda inna aktoreczka z trudem usiłowała dowieść swojej „prawdziwej” osobowości, która uginała się pod ciężarem tej znanej z ekranu. Tekst rozpoczyna się niewielkim oskarżeniem Harlow w opisie sceny z typowej imprezy w Hollywood: „Zdjęła swój prowokujący kapelusz, ponieważ jej niepokojąco białe włosy prowokowały jeszcze bardziej”. W okamgnieniu przyciągnęła spojrzenia wszystkich mężczyzn. Ale ona „tylko grała, tak jak grała w Aniołach piekieł. Jeszcze im pokaże”. Kobiety więc gromadziły się i plotkowały, ponieważ to ich mężowie tworzyli stadko u boku Harlow. „Domyślacie się pewnie, co mówiły” – sugerował artykuł. „Znacie kobiety”. W ten sposób autor potwierdza najgorsze wyobrażenia czytelników na temat Harlow, a potem zręcznie i nadzwyczaj subtelnie zawstydza ich za nie.

Gdy obudzono już w czytelnikach wstyd, podsunięto inną interpretację poczynań Harlow: jej uwodzicielstwo nie jest celowe. Ona nieświadomie przyciąga mężczyzn swoim pięknem i powabem. Nie możecie przecież winić jej za to, że jest piękna! Jednak artykuł zapewnia, że Harlow tak dogłębnie zraniły ciągłe oskarżenia, że stała się nieprzejednaną domatorką. Nigdy nie wychodzi z domu bez rodziców, zawsze wraca przed północą i odrzuca zaproszenia płynące z Hollywood. Opisując noc spędzoną w mieście z dwiema przyjaciółkami, noc, kiedy – jak się zarzekała – nic nie piła, żądne skandalu gazety oszkalowały ją, że przewróciła się pijana. „Nie znoszę Hollywood” – wyznała Harlow. „Wiem, że to tak, jakbym gryzła rękę, która mnie karmi… Ale ja po prostu nie mogę tu być sobą. Oni mi na to nie pozwolą”.

Artykuł na temat jej jesiennej garderoby podkreślał, jak skromnie ubierała się w prawdziwym życiu – wciąż szykownie, lecz nie tak „wyzywająco”. Po raz kolejny czytelnik dochodzi do wniosku, że Harlow nie jest jędzą, którą widzi na ekranie, ale raczej powinien jej współczuć, czytając plotki na jej temat.

(…)

Mimo że MGM chciało uszlachetnić wizerunek Harlow, zdawało sobie również sprawę, że filmy, w których wystąpiła – charakteryzujące się magnetyzującym erotyzmem i wywołujące podniecenie – były wielkimi przebojami kasowymi. Żonę z drugiej ręki reklamowano rozpalającymi hasłami: „Bierz mężczyzn takimi, jacy są… Ale BIERZ ich!” oraz „Wszyscy mężczyźni posuwają się za daleko… Ale większość dziewczyn kiepsko tę odległość ocenia”. Film okazał się sukcesem i przyniósł Harlow pierwsze w jej karierze naprawdę pozytywne recenzje. Recenzent „Los Angeles Timesa” przyznał nawet, że „przeistoczyła się w kogoś bardzo przypominającego aktorkę”. Wtedy też zrobiła coś, co przynajmniej na jakiś czas zamknęło usta wszystkim wątpiącym, że „prawdziwa” Harlow chce jedynie się ustatkować, gotować obiadki i paradować po domu w fartuszku. Wyszła za mąż, i to nie za przystojnego młodego gwiazdora, lecz za dwukrotnie starszego mężczyznę o przeciętnej aparycji. Tak się złożyło, że ów mężczyzna, Paul Bern, odpowiadał za jej sukces.

Zobacz też: Ceramidy – dlaczego włosy ich potrzebują?

Kolejne śluby

Od premiery Ludzi w hotelu huczało od plotek o romansie pary, niemniej jednak ślub w czerwcu 1932 roku stał się nie lada niespodzianką. Nie było prawdziwych zaręczyn ani hucznego wesela, tylko wizyta w urzędzie stanu cywilnego, a potem żmudne tłumaczenia przed prasą. Przyniosło to wspaniały rozgłos filmowi Żona z drugiej ręki, wciąż granemu w kinach. Ponadto stanowiło świetną okazję, by wywołać w kraju nową dyskusję, podkreślającą jak rude włosy zmieniły Harlow. Przedtem jej platynowy kolor sprawiał, że znalazła się w sytuacji patowej, a „lodowaty czar” zdawał się w pełni uosabiać jej charakter. Ale podczas kręcenia Żony z drugiej ręki zjawiała się na planie „powściągliwa, tajemnicza, zamrażając swój seksapil”, zakładała perukę, a wtedy pojawiała się „pogodna, żwawa, mała chłopczyca”. To właśnie rudy kolor włosów przyniósł jej miłość19. Będąc blondynką, nie miała stałych chłopaków, jako ruda usidliła od dawna samotnego Berna.

(…)

Z zewnątrz małżeństwo wydawało się udane. Ale 6 września 1932 roku Berna odnaleziono martwego w domu, pocisk śmiertelnie ranił go w głowę. Wydarzenie to spowodowało lawinę pojawiających się przez cały rok nagłówków, postawiło także przyszłość kariery Harlow pod znakiem zapytania. To był dramat, ale czy ona była jego autorką? Wkrótce wyjaśniło się, że widzowie potrafili oddzielić postępowanie jej męża od samej gwiazdy. Harlow wyszła z tego całego zamieszania związanego z samobójstwem męża bez szwanku, a może nawet silniejsza. Ale samobójcza śmierć męża rzuciła cień na całą karierę Harlow. Tego dnia Jean Harlow stała się gwiazdą tragiczną.

Szczegóły samobójstwa Berna są zupełnie pogmatwane, stanowią wynik ostrożnych i wyrachowanych działań studia filmowego, rozbieżnych zeznań przed sądem i pośmiertnych spekulacji. Prawdopodobny ciąg wydarzeń był taki: Bern zginął od rany postrzałowej, którą prawie na pewno zadał sobie sam. Jego nagie ciało 6 września rano odnalazła sprzątaczka. Nieopodal znajdował się enigmatyczny list samobójcy, skierowany zapewne do Harlow. „Niestety, tylko w ten sposób mogę naprawić to straszne zło, które ci wyrządziłem, i zmyć moje żałosne upokorzenie”. List zawierał jeszcze bardziej tajemnicze postscriptum: „Sama wiesz, że zeszła noc była tylko komedią”. Opublikowana w gazetach informacja nadała ton dziwacznym relacjom, które pojawiły się w mediach.

(…)

13 września, zaledwie tydzień po samobójstwie Berna, Harlow wróciła do pracy na planie filmu Kaprys platynowej blondynki. Nazajutrz lekarz Berna, którego wszystkie telegramy przechodziły przez biuro MGM, doniósł, że Bern cierpiał na „dotkliwe napady melancholii”, był „niezwykle wrażliwym człowiekiem”, „wpadającym w depresję”. Rewelacji było więcej. Z powstałego pod naciskami MGM raportu sędziego śledczego ujawniono, że narządy płciowe Berna były „niedorozwinięte”. Na tej podstawie „Time” wysnuł wniosek, że rzekome upośledzenie Berna „uniemożliwiało mu szczęśliwe pożycie małżeńskie”. Ukryta, acz niewypowiedziana wprost sugestia brzmiała następująco: Bern był obojnakiem i impotentem. W noc samobójstwa rozebrał się do naga, przejrzał się w lustrze i z rozpaczy się zastrzelił.

(…)

Jak najskuteczniej uciszyć plotki? Skłonić Harlow, by czym prędzej poślubiła kogoś innego, i to niezamieszanego w żaden skandal. Niczego nieświadomym celem stał się jej długoletni operator filmowy Harold „Hal” Rosson. Podobnie jak Bern był dwa razy starszy od Harlow, wyglądał „przeciętnie” i należał do grupy mężczyzn pracujących na jej sukces za kulisami. MGM puściło w obieg kilka plotek. Przykładowo w „Motion Picture” donoszono, że Rosson kupił kosztowny pierścionek zaręczynowy, czemu Harlow stanowczo zaprzeczyła. Mimo to nie było wielkim zaskoczeniem, gdy 18 września 1933 roku, zaledwie rok po samobójstwie Berna, Harlow i Rosson pobrali się w tajemnicy.

Nawet medialna machina MGM nie zdołała zatrzeć wrażenia dziwnego zbiegu okoliczności. Rosson utrzymywał, że kochał się w Harlow od miesięcy, ale mógł jej to wyznać dopiero przed kilkoma tygodniami, kiedy spędzili trochę czasu sam na sam na polu golfowym. Na początku września przyszła pora na oświadczyny, a tydzień później podstawiony przez studio filmowe samolot porwał ich do Yumy w Arizonie. Tam pobrali się o wpół do piątej rano, a pilot był ich jedynym świadkiem. Louella Parsons wspominała później przyjęcie dla prasy, na którym wciąż oszołomiony Rosson opowiadał dziennikarzom: „To nie może być prawda… Wciąż nie mogę uwierzyć, że ona należy do mnie”. Była to jedna z dziwniejszych imprez, w których uczestniczyła. W „Motion Picture” pojawił się nawet obszerny artykuł usiłujący wyjaśnić „Tajemnicze małżeństwo Jean”, podkreślając atrakcyjny wiek Rossona. Był wystarczająco dojrzały, by jej doradzać, ale „nadal dość młody, by stać się wspaniałym towarzyszem Jean, zarówno przed kamerą, jak i w życiu”.

(…)

Wiele sławnych aktorek grało kobiety „okryte złą sławą”, ale Harlow, a w ślad za nią Mae West, czyniła to zbyt jawnie – „czerpały przyjemność z seksu, nie czując przy tym wstydu ani zażenowania”. Legion postawił więc ultimatum: albo zrobicie z Harlow cnotliwą kobietę, albo zbojkotujemy każdy film, w którym wystąpi. Groźba bojkotu ze strony katolików nie przypominała tych dzisiejszych – w 1934 roku stanowiła zagrożenie dużego kalibru, potrafiące pogrążyć film, a być może i całą karierę gwiazdy. MGM postanowiło podjąć wyzwanie. Zmieniło nazwę następnego filmu z Harlow ze Stuprocentowo niewinna na Nikt mnie nigdy nie pocałował. Czy miał być to ironiczny żart MGM? Może, ale nadal nie zadowalał on niedawno przegrupowanych sił rady cenzorskiej, która pod czujnym okiem „namiestnika” Haysa, Josepha Breena, w 1934 roku rozpoczęła wzmożoną akcję drastycznych cięć w hollywoodzkich produkcjach. Tytuł Nikt mnie nigdy nie pocałował zamieniono na bardziej rozważny Dziewczyna z Missouri, a scenariusz stał się obyczajnym frankensteinem. Zdaniem jednego z recenzentów „lawirował pomiędzy koniecznością «usprawiedliwienia» głównej bohaterki a pozwoleniem jej na bycie sobą”. To samo można by powiedzieć o dziesiątkach innych filmów powstałych w tamtym okresie, ponieważ wytwórnie próbowały wypośrodkować pomiędzy niedawno zaostrzonymi nakazami rady Haysa a gustami widzów.

Dziewczyna z Missouri była dopiero pierwszym posunięciem w zmożonych wysiłkach, mających zmienić wizerunek Harlow. W ciągu kolejnych dwóch lat jej postać na ekranie przejdzie spektakularną metamorfozę. Przed 1934 rokiem fabuła filmów wykorzystywała jej dar uwodzenia mężczyzn, a po tej dacie chodziło o ochronę jej cnoty, zwłaszcza w takich obrazach jak Żona czy sekretarka. Howard Strickling, szef biura prasowego MGM, napisał artykuł wstępny w dzienniku „Washington Post”, w którym obwieszczał dramatyczny zwrot image’u aktorki o sto osiemdziesiąt stopni. „Jean dojrzała, zarówno moralnie, jak i duchowo” – pisał. „Teraz jest tak spokojna, jak nigdy wcześniej”, a przy tym „bardziej opanowana i zadowolona”, co oznaczało ni mniej, ni więcej: „nie przebiera już w mężczyznach jak w rękawiczkach”. Jej włosy miały nowy kolor – mysiego brązu, przechrzczona na szatynkę nie przywodziła na myśl seksbomby o blond włosach z przeszłości. Pokazywała się z Williamem Powellem, jednym z niezwykle szanowanych mężczyzn w Hollywood. Zanosiło się na zaręczyny, ale na razie nikt z niczym się nie spieszył, ciesząc się swoim towarzystwem. Nie liczyły się plotki, że MGM wpisało do kontraktu aktorki klauzulę zabraniającą jej zamążpójścia.

Zobacz też: Jak dbać o włosy w ciepłych krajach?

Dlaczego Jean Harlow umarła?

W 1937 roku gwiazda Harlow wschodziła. Blask seniorów wytwórni filmowej przygasł, gdy mąż Normy Shearer, dyrektor Irving Thalberg, zmarł na zawał serca, a Garbo i Crafword nazwano poniekąd „trucicielkami kinowych przebojów”. Wielokrotne występy Harlow w duecie z Gable’em, Powellem i Spencerem Tracym oznaczały niezawodnie dobry interes, a Romantyczna pułapka z 1936 roku nie tylko zdobyła nominację do Oskara w kategorii „najlepszy film”, ale także dowiodła, że aktorka jest zdolną komediantką. Jednak wiosną Harlow zaczęła stopniowo podupadać na zdrowiu. Dużo piła. Podobno wychylała szklaneczkę dżinu, pokrzykując: „Nadchodzi kolejny pieczony ziemniak!”. Z Powellem rozstawali się i schodzili, co wpędzało ją w jeszcze głębszy alkoholizm. Tak rysuje się ta historia z perspektywy czasu, ale wtedy prasa milczała jak zaklęta. Gdy 3 maja 1937 roku aktorka trafiła na okładkę magazynu „Life”, wykorzystano jej fotografię sprzed dwóch lat – tak bardzo nalaną miała już twarz – albo od picia, albo z innych przyczyn.

Pod koniec maja na planie ostatniego filmu, zagranego u boku Clarka Gable’a, Harlow skarżyła się na złe samopoczucie. Była wyczerpana, miała mdłości, ale uparła się pracować dalej, aż prawie zemdlała przy kręceniu sceny. Parę dni później błędnie zdiagnozowano u niej grypę i obłożną chorobę. Wedle często powtarzanej legendy, gdy Gable przyszedł do niej w odwiedziny, z jej ust mocno zalatywało moczem. „Jakbym całował trupa, rozkładające się zwłoki”. Nerki Harlow przestawały pracować. Rankiem 7 czerwca 1937 roku zapadła w śpiączkę i już nigdy się nie obudziła. Oficjalna przyczyna zgonu: mocznica, której objawy musiała odczuwać już od miesięcy.

Pośmiertny wizerunek Harlow był taki sam jak ten za życia, tylko rozdmuchany. W nekrologach i wspomnieniach przywoływano „prawdziwą” Jean Harlow, wybierającą zawsze spodnie i sportowe dresy, a nie obcisłe suknie, z których – przynajmniej przez pierwszą połowę kariery – słynęła. W nagłówku dziennika „Washington Post” zapewniano, że Harlow „zupełnie nie przypominała bohaterek granych w filmach”. Pasjami prowadziła rozmowy, aspirowała do bycia pisarką i przede wszystkim daleko jej było do panienki lekkich obyczajów. Spotkało ją gorące oddanie ze strony kochających ją mężczyzn, a Powell trwał u jej boku, gdy odchodziła. Pogrążony w żałobie pochował Harlow w grobowcu z inskrypcją „Kochanie”, gdzie sam planował w końcu spocząć. Wszystko to tchnęło romantyzmem i melodramatem, a odbywało się w takiej samej atmosferze, jak pogrzeby wszystkich zmarłych młodo gwiazd. Bez względu na to, jak wytrwale biura prasowe usiłowały odróżnić owe gwiazdy od granych przez nie na ekranie postaci, widzowie wciąż upatrywali w aktorach graczy o wysoką stawkę w walkach między życiem a śmiercią, seksem a zdradą, szczęściem a przygnębieniem. To oczywiste, że ich śmierć również doprowadzała emocje do wrzenia.

W nadchodzących miesiącach i latach krążyły głównie dwie hipotezy na temat przyczyny śmierci Harlow. Pierwsza opierała się na tym, że jej matka, oddana wyznawczyni chrześcijaństwa naukowego, nie zgodziła się na jej leczenie. Wiele podtrzymanych w mocy zeznań w oczywisty sposób tezę tę obalało. Druga, najbardziej przekonująca, zasadzała się na założeniu, że opary farby do włosów – nadtlenek wodoru, amoniak, wybielacz Clorox czy mydło Lux – przyczyniły się do niewydolności nerek. Innymi słowy, to samo, co uczyniło z niej gwiazdę, potem ją zabiło. Poza niedawnymi badaniami wykazującymi, że wdychanie chloru gazowego podobno powoduje szkody w nerkach u szczurów, nie ma wyraźnego dowodu, że farba do włosów wpędziła Harlow do grobu. Z pewnością przyczyniły się do tego szkarlatyna oraz infekcja nerek przebyte w młodości, a alkoholizm jedynie pogorszył jej stan. Niemniej jednak to właśnie wersja o szkodliwej farbie do włosów na dobre utkwiła w powszechnej pamięci.

Sposób myślenia był prosty. Kochamy myśleć o sławie jako o czymś zarówno przyjemnym, jak i bolesnym. Jej zdobywcy czerpią z jej bogactwa, ale powinni także ponosić jej koszty. Platynowe blond włosy Harlow były źródłem jej sławy i upadku, wyznacznikiem jej erotyzmu i w końcu grzechem, który musiała odkupić. To o wiele lepsze wytłumaczenie, takie, któremu przyklasnąłby Legion Przyzwoitości, a ponadto mniej zagadkowe niż istniejące uprzednio choroba i alkoholizm.

W czasie trwania kariery Harlow jej wizerunek stał się poligonem wszelkiego rodzaju kotłujących się pragnień, niepewności i obaw. Zapewne aktorka była ofiarą zbiegu okoliczności, przedmiotem manipulacji wpływowych szefów wytwórni filmowej, wymagających od młodej i z pozoru naiwnej gwiazdeczki, aby tańczyła, jak jej zagrają. Należy się jej status poszkodowanej, lecz mimo to była nieustępliwą, pełną życia i zaraźliwie charyzmatyczną kobietą. Dziś jej włosy wydają się krzykliwe i nie z tego świata, lecz w latach trzydziestych była petardą, obok której nie sposób było przejść obojętnie. Postrzeganie Harlow za życia, a także bogata mitologizacja po śmierci uzmysławiając, jak bardzo wizerunek gwiazd zależy od naszych kaprysów, nadziei i lęków.

Zobacz też: 6 sposobów jak przyspieszyć porost włosów

Fragment pochodzi z książki „Skandale złotej ery Hollywood” (wydawnictwo Znak). Publikacja za zgodą wydawcy.

Tagi: włosykobietanerki
Jaką fryzurę wybrać na studniówkę 2017? Mamy dla was 5 najładniejszych propozycji
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
~roma/rok temu
To ciekawe, że dzisiaj kojarzymy te blond włosy z Marylin Monroe, a tak naprawdę były one znakiem rozpoznawczym Jean Harlow wiele lat wcześniej. Historia Harlow w ogóle jest ciekawa - wykorzystano jej blond włosy do wypromowania jej osoby i robiono to tak umiejętnie, że aktorka stała się sławna i popularna mimo niewielkich umiejętności aktorskich (zdaniem niektórych). W Skandalach złotej ery Hollywood jej historia jest opowiedziana w bardzo interesujący sposób, bo wyjaśnia właśnie ten wizerunek gwiazdy i jego wykorzystanie.