Gwiazda - Anna Mucha

Anna Mucha nie goni ślepo za modowymi trendami. Nie przejdzie na dietę, bo kocha długie kolacje z deserami.

fot. Mateusz Stankiewicz / AF PHOTO

Spotykamy się późnym popołudniem w knajpce „6/12” przy ulicy Żurawiej. Anna Mucha przychodzi prawie bez makijażu, w wysokich butach na obcasie, spódnicy i bezrękawniku. Wygląda młodziej i nieco szczuplej niż na ekranie. Jest głodna i zamawia... dwudaniowy obiad z deserem! Kelner uśmiecha się do niej, gdy przyjmuje zamówienie, i od czasu do czasu patrzy z uśmiechem w kierunku naszego stolika.

- Lubisz się malować?
Anna Mucha:
Jestem malowana prawie codziennie, dlatego prywatnie staram się tego unikać. To tak jakbyś chodziła codziennie na obcasach – w pewnym momencie chce się je zrzucić. Lubię być dopieszczana, masowana, głaskana, dotykana. A malowanie to dotykanie. Lubię jak się nakłada na mnie kosmetyki, chociaż czasem, gdy trwa to kolejną godzinę, bywa irytujące.

- A zdarza ci się malować samodzielnie?
Anna Mucha:
Nie szaleję na punkcie makijażu. Dzisiaj miałam nałożony puder i tusz, bo byłam w „Jak oni śpiewają”, żeby udzielić szybkiego wywiadu. Puder wystarczył zamiast podkładu. Jeśli muszę, używam wydłużającego tuszu Lancôme i beżowych naturalnych cieni Diora. Nie nakładam podkładu.

- Przed wyjściem na imprezę korzystasz z usług profesjonalistów?
Anna Mucha:
Kiedyś sama przygotowywałam się do wyjścia, ale przekonałam się, że lepiej wyglądam, jeśli oddam się w ręce fachowców. Uroda jest formą władzy. To już nie diamenty, ale Photoshop jest najlepszym przyjacielem kobiety.

- Masz ulubionych makijażystów?
Anna Mucha:
Są takie osoby, z którymi mi się super współpracuje. Mis-trzami makijażu są Ewa Gil, Agata Kalbarczyk i Tomek Ko-cewiak. Moje włosy chętnie oddaję w ręce Marka i Marcina z salonu Leszka Czajki lub w ręce Roberta Kupisza. Lubię pracować z dwiema stylistkami – Anią Zeman, kostiumolog z „Jak oni śpiewają”, i Jolą Czają, stylistką „Vivy!”. Uważam, że oni wszyscy są bezkonkurencyjni na polskim rynku i wspaniale wypadają wobec swoich zagranicznych kolegów. Trochę się dziwię, co oni tu jeszcze robią.

- Lubisz zaszaleć na zakupach czy raczej jesteś oszczędna?
Anna Mucha:
Oszczędna nie, ale też nieszczególnie rozrzutna. Ale jeśli podoba mi się jakaś bardzo droga kiecka, to ją kupię. Poza tym uwielbiam buty i bieliznę. Lubię bieliznę, która dodaje mi energii i pieprzu, seksowną. Polecam butik Agent Provocateur.

- Jaki kosmetyk lubisz najbardziej?
Anna Mucha:
Bezkonkurencyjna jest oliwka Johnson & Johnson, którą wlewam do wanny. Kocham też zapachowe kosmetyki do kąpieli – płyny, tabletki, zwłaszcza te o zapachu orientalnym. Jednym z moich ulubionych miejsc w Warszawie jest day spa „Fabryka Próżności” – ma orientalny wystrój i przyjemną atmosferę.

- Uprawiasz jakiś sport?
Anna Mucha:
Nie, ale muszę zdradzić, że zrywam z kultem intelektualistki, która nigdy nie była na siłowni.

- Nie byłaś nigdy na siłowni?
Anna Mucha:
W zasadzie nie. Nie utrudniałam sobie życia sportem. Siłownia kojarzyła mi się z bezmózgowcami, którzy wyciskają hantle. W Nowym Jorku obserwowałam, jakie podejście do sportu mają moi rówieśnicy z innych części świata. Zauważyłam, że dbanie o siebie sprawia im wielką radość i że jest ono dla nich naturalne. Spodobało mi się to, że dyscyplina połączona z ciekawymi pomysłami na ruch nie jest przymusem, ale fajnym sposobem na życie. Poza tym kiedy zobaczyłam, jak są zbudowani moi rówieśnicy, powiedziałam sobie: „Aha...!”. Kiedyś szybciej znalazłabym mężczyznę mojego życia w bibliotece niż na siłowni, a teraz okazuje się, że facet z siłowni też może być interesujący. I bardzo tajemniczy… dopóki się nie odezwie.

- Chcesz ćwiczyć, żeby poprawić swoją sylwetkę?
Anna Mucha:
Tak i chcę się dobrze czuć.


- Masz jakieś kompleksy?
Anna Mucha:
Nie. Mamusia i tatuś odwalili kawał dobrej roboty. Nie bez odrobiny przyjemności, jak sądzę (śmiech). Ja po prostu staram się tego nie spartaczyć. Trenningi, wizysty u specjalistów – to wymaga systematyczności... Wiem i to mnie przeraża, ale postaram się. Czuję, że to jest ten moment, teraz przed trzydziestką muszę spróbować.

- Nie wyglądasz na 30 lat...
Anna Mucha:
Do 30. mam jeszcze dwa lata. Ten wiek mnie nie przeraża – trzydziestolatka jest dynamiczna i wie, czego chce, albo przynajmniej wie, czego nie chce. Ma pieniądze i zdaje sobie sprawę z tego, że są one potrzebne do tego, aby czuć się niezależną. Sama realizuje swoje potrzeby, a jednocześnie wie, że przyjemnie jest realizować  je z kimś innym.

- Byłaś kiedyś na diecie?
Anna Mucha:
Nigdy w życiu. Wiesz, ja mogę ćwiczyć, naciągać się i robić różne dziwne rzeczy, ale nie ma takiej opcji, żebym przeszła na dietę!

- Dlaczego?
Anna Mucha:
Bo lubię jeść i żyć! Jestem hedonistką.

- Co lubisz jeść?
Anna Mucha:
Wolę jeść dobre rzeczy niż niedobre cateringowe. Nie jadam regularnie. Jak mogę stosować dietę, skoro uwielbiam siedzieć wieczorem, jeść kolację, popijać czerwone wino?! Ser, winogrona, rodzynki, wymyślny pasztet... I na koniec czekoladowe ciastko, które rozpływa się w ustach albo lody waniliowe... Moje ulubione kolacje trwają do późnych godzin nocnych.

- Lubisz słodycze?
Anna Mucha:
Oj, tak! Moim ulubionym miejscem jest „Słodko-słony”. Kiedy byłam w Nowym Jorku, wysyłałam do Magdy Gessler SMS-y pełne tęsknoty za jej ciastkami.

- Jakie kosmetyki zawsze nosisz w torebce?
Anna Mucha:
Czerwony lakier do paznokci New York City. Krystyna Janda powiedziała kiedyś, że  „Gwiazdy mają czerwone pazury” i muszę sobie przypominać o tym, kim jestem, patrząc na paznokcie. Poza lakierem mam zawsze krople do oczu, pomadkę Neutrogena, nawilżający krem do twarzy Vichy.

- Czego byś nigdy w życiu na siebie nie włożyła?
Anna Mucha:
Mężczyzny bez intelektu.

- Nawet gdybyś była mocno zdeterminowana?
Anna Mucha:
Nawet gdybym była mocno zdeterminowana, naprawdę. Poszukałabym jednak dobrych baterii do wibratora. A poza tym – nie lubię rajstop. Mogę założyć superwysokie, niewygodne buty i siedzieć w nich, ewentualnie być noszoną na rękach (śmiech). Mam kilka takich par, które nadają się wyłącznie do tego, żeby być noszoną na rękach.

- Na wielkie wyjścia pewnie wypożyczasz ciuchy od projektantów?
Anna Mucha:
Nie. No właśnie się frajerzę, bo kupuję (śmiech). A tu się okazuje, że można wypożyczyć. Ostatnio odkryłam sklepy vintage w Nowym Yorku. To są perełki. Miałam na sobie autentyczną sukienkę z lat 50. To są rzeczy, które zaczęły mnie kręcić. Ja nie mam owczego pędu za modą i trendami. Lubię rzeczy miłe w dotyku, w których się dobrze czuję. Nie interesują mnie (z całym szacunkiem dla stowarzyszeń ochrony praw zwierząt) czyjeś opinie – jeżeli chcę nosić futro i wiem, że będę się w nim dobrze czuć, to je założę. Na uspokojenie dodam, że wszystkie futra, które posiadam, są odziedziczone po moich babciach. Także te, które dopiero sobie sprawię.

- Twój sposób na relaks?
Anna Mucha:
Kocham masaże! Bez względu na to, czy jestem umalowana, czy nie – najbardziej podobam się sobie zrelaksowana. Lubię energiczne, mocne ruchy, a nie żadne głaskanie.

- Jaki jest twój ulubiony zapach?
Anna Mucha:
Nie powiem ci. To jest zbyt intymne. Lubię zapachy, które poruszają moją wyobraźnię. Moje perfumy są bardzo zmysłowe. Zawsze jest to „zapach kobiety”.

Magda Błaszczak / Uroda
Tagi: Anna Mucha
Jak schudła po ciąży Anna Mucha?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
Zakochana/6 lat temu
Jej różowe buty są najśliczniejszymi na świecie, zastanawia mnie tylko gdzie je kupiła... Pozatym potrafi przyciągnąć uwagę.
xxfovm/7 lat temu
ecbnazxwktqnwimoorxgvidfckxfbg
pseudointelekt/7 lat temu
Hm, ona jest intelektualistką? Myślałam, że za taką uchodzić może Maria Janion. Chciałabym zobaczyć, jak MJ rozprawia o tuszu do rzęs. A AM, jak mówi o postkolonializmie. To by było ciekawe.
POKAŻ KOMENTARZE (1)