Agnieszka Włodarczyk: "Z makijażem czuję się bardziej sexy"

Jak sama mówi, nie dba o siebie tak bardzo, jak to się innym wydaje. Chociaż nie przepada za ekskluzywnymi kosmetykami i nie korzysta regularnie z usług kosmetyczki, z roku na rok nabiera pewności siebie i czuje się coraz bardziej kobieco.

Agnieszka Włodarczyk: "Z makijażem czuję się bardziej sexy" fot. Maria Przybysz / AF PHOTO
- Na jakie kosmetyki wydajesz najwięcej pieniędzy?
Agnieszka Włodarczyk:
Na perfumy! Ostatnio tych ulubionych zrobiło się bardzo dużo. Moim faworytem jest Halloween marki Jesus del Pozo, ten zapach „zaczepia” wszystkich facetów. Oprócz niego uwielbiam Flowerbomb marki Viktor & Rolf. Zauważyłam, że z czasem zmieniły się moje upodobania zapachowe. Kiedyś, bez względu na okazję, sięgałam po świeże, owocowo-kwiatowe zapachy. Teraz coraz częściej zdarza mi się używać mocnych, zmysłowych perfum, takich jak Ange Ou Démon Givenchy. Dużo pieniędzy wydaję też na kremy do twarzy. Używam jeszcze tych nawilżających, ale już chyba czas na przeciwzmarszczkowe. Ostatnio moim faworytem jest Skin Life Repair Heleny Rubinstein. Pod oczy używam kremów La Prairie. Od 10 lat myję twarz specjalnym płynem, a jeśli wodą – to tylko termalną. Od lat stosuję też płyn do demakijażu Vichy 3w1. Nie drażni oczu, jest świetny. Wniosek jest prosty: do twarzy używam drogich kosmetyków, na ciało natomiast wydaję mniej.

- Dużo mniej?
Agnieszka Włodarczyk:
Sporo – na co dzień używam masła kakaowego marki Ziaja, bo świetnie nawilża skórę i momentalnie się wchłania. Czasem sięgam też po masła i balsamy Body Shop.

- Od prawie dwóch lat jesteś ambasadorką marki Joko. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że ludzie nie doceniają tanich kosmetyków... A Ty?
Agnieszka Włodarczyk:
Kiedyś myślałam, że najdroższe kosmetyki są najlepsze, ale teraz wiem, że to chwyt marketingowy. Gdy byłam w fabryce Joko, jej szef powiedział mi, że koszt produkcji ekskluzywnych podkładów to zaledwie 1/3 ich rynkowej ceny. Resztę płacisz za markę. Teraz jestem starsza i bardziej świadoma wielu spraw, ale na toaletce mam różne kosmetyki – i tanie, i drogie. Tanie rzeczywiście bywają porównywalne do tych ekskluzywnych, a zdarza się, że są od nich lepsze. Dla przykładu: kiedyś na wsi podczas zdjęć do serialu „Plebania” wizażystka kupiła tusz do rzęs za 8 zł i to był jeden z najlepszych tuszy, jakich kiedykolwiek używałam. Poza tym uwielbiam wszystkie cienie Joko! Ich konsystencja jest porównywalna do tych z najwyższej półki, a kolory są ciekawie zestawione. Na przykład cienie
z nowej kolekcji Flamenco są czarno-czerwone. Nigdzie nie widziałam takiego zestawienia, a idealnie pasuje do moich ciemnych oczu. Lubię też błyszczyki (hitem jest dla mnie błyszczyk z serii Chocolate 201 z drobinkami złota) i bronzery. Mój ulubiony to ten
z serii mineralnej J06. Daje efekt delikatnie opalonej skóry.

- Rozumiem, że nie masz najlepszych doświadczeń z drogimi kosmetykami, dlatego zastępujesz je tymi, które kosztują mniej?
Agnieszka Włodarczyk:
Dokładnie tak. I nie wynika to z tego, że jestem wyjątkowo oszczędna. Taką opinię wyrobiłam sobie też, testując ogromne ilości kosmetyków do włosów. Moja refleksja? Tak naprawdę nie ma znaczenia, szamponem jakiej marki umyjesz włosy, ważne by był dobrany do ich potrzeb i kondycji. Moje włosy często się plączą, są cienkie i łamliwe, więc mam problem z ich rozczesywaniem. Przez lata kupowałam bardzo drogie odżywki i szampony. Skończyło się na tym, że używam teraz Herbal Essence – włosy łatwo po nim rozczesać, a jego świeży zapach może z powodzeniem zastąpić perfumy do włosów. Używam też balsamu, który stosowała kiedyś moja mama, Mrs. Potter's. Kosztuje kilka złotych, a genialnie wygładza włosy. Za to nie znoszę kosmetyków brązujących, bo skóra nie pachnie po nich najładniej.



- Jak nabywasz opaleniznę?
Agnieszka Włodarczyk:
Mam dość ciemną karnację i opalam się na brązowo. Niektórzy twierdzą, że mam tanoreksję (śmiech), bo jestem wiecznie opalona.

- To znaczy, że nie chodzisz do solarium?
Agnieszka Włodarczyk:
Chodzę, bo bardzo lubię słońce. Ale staram się jak najmniej. Zawsze gdy gdzieś wyjeżdżam, pierwsze dni poświęcam na to, żeby się opalić, ponieważ wtedy od razu fajniej się wygląda. No i oczywiście – porządnie wyspać. Uważam, że najlepszym kosmetykiem dla kobiety jest sen.

- Używasz kosmetków z filtrami?
Agnieszka Włodarczyk:
Na co dzień nie. Na plaży zaczęłam od niedawna, ponieważ zauważyłam negatywne skutki działania słońca (kilka drobnych zmarszczek). Na twarz stosuję filtr SPF6, natomiast na ciało SPF4. Na dekolt oraz ramiona nakładam SPF12, ponieważ te partie najszybciej łapią słońce. To podobno i tak mało, ale kiedyś używałam tylko kremów po opalaniu. Mój ukochany kosmetyk z filtrami to Banana Boat, ale niestety nie ma go w Polsce. Uwielbiam się nim spryskać w środku zimy, żeby wspomnieniami wrócić do lata. Dziewczynom, które zbyt dużo czasu spędziły na słońcu, mogę polecić rewelacyjną maseczkę na podrażnienia – różaną maskę marki Dr. Hauschka. Uratowała mnie po zbyt długim pobycie na słońcu nie jeden raz, mam wrażenie, że ona dosłownie „reperuje” skórę.

- Często bywasz w salonach kosmetycznych?
Agnieszka Włodarczyk:
Lubię chodzić do kosmetyczki i, na szczęście, mam ją obok siebie. Przyjmuje prywatnie w domu i zdarzało mi się być u niej nawet o 22. Odkryłam u niej zabiegi jakby stworzone dla mnie. To zabiegi z użyciem kwasów, po których moja skóra jest gładka jak pupa niemowlaka. Znikają wszystkie zmarszczki i posłoneczne przebarwienia! Uwielbiam też mikrodermabrazję pod oczy i na całe ciało. Od dawna walczę ze zmarszczkami na dekolcie i po tym zabiegu ich po prostu nie mam! Uważam, że trzeba stosować kremy, które nawilżają skórę, ale moim zdaniem wizyta u kosmetyczki raz w miesiącu daje dużo lepsze rezultaty niż miesięczna kuracja superdrogim kremem. Niestety, nie jestem zbyt systematyczna i nie dbam o siebie tak bardzo, jak innym się wydaje. W domu zwykle nie chce mi się już troszczyć o urodę. Wolę iść do kosmetyczki, poleżeć i się zrelaksować. Jedyny zabieg, jaki regularnie wykonuję w swojej łazience, to peeling, który robię sama z miodu, cukru lub soli morskiej, oliwy z oliwek i soku z cytryny. Nacieram nim całe ciało i mam skórę jeszcze milszą w dotyku niż po wyjściu od kosmetyczki.


- Myślisz, że zrobisz sobie w przyszłości operację platyczną?
Agnieszka Włodarczyk:
Już nie mogę się jej doczekać (śmiech). Każdy ma jedno życie. Nie jestem zwolenniczką drastycznych zmian, ale jeśli jakiś dobry fachowiec bardzo delikatnie poprawi naturę, to czemu nie. Ostatnio myślę o tym, żeby poprawić sobie nos.

- Dlaczego nos?
Agnieszka Włodarczyk:
No właśnie, wszyscy reagują takim zdziwieniem. Jak byłam mała, spadłam z trzepaka i złamałam sobie nos. Od tamtej pory mam bardzo malutki garb, którego np. faceci nie zauważają, a który bardzo mnie drażni, gdy oglądam siebie na zdjęciach lub w telewizji. Dlatego nie lubię swojego profilu. Chciałabym też zmienić kształt oka, unieść jego zewnętrzną stronę do góry, aby oko stało się bardziej „kocie” i ponętne. Na razie staram się uzyskać ten efekt za pomocą makijażu.

- W swoim ciele nie zmieniłabyś niczego?
Agnieszka Włodarczyk:
Operacje ciała przerażają mnie bardziej niż drobne poprawki na twarzy. Nie powiększyłabym sobie biustu, bo źle bym się czuła z ciałem obcym, poza tym silikonowy biust zawsze wygląda sztucznie. Idealnie równe, okrągłe jak baloniki piersi chyba nie występują w naturze? Jeśli miałabym mieć sztuczne piersi, musiałyby wyglądać naturalnie. Na szczęście mam duże B i... to mi wystarczy.

- Masz jakieś nałogi?
Agnieszka Włodarczyk:
Tak, palę – od bardzo dawna, choć ostatnio myślę, żeby rzucić. Na szczęście nie odbija się to widocznie na mojej skórze.

- Ale może odbija sie to na Twojej kondycji?
Agnieszka Włodarczyk:
Na pewno. Ja w ogóle nie ćwiczę, nie  uprawiam żadnego sportu. Ale to się zmieni! Mam zamiar zapisać się na lekcje hip-hopu. Na pewno przydadzą mi się przy nagrywaniu teledysku, bo moja nowa płyta będzie bardziej taneczna. „Taniec z gwiazdami” dał mi dużo energii, sprawił, że czułam się bardziej kobieco.

- Co jeszcze sprawia, że czujesz się stuprocentową kobietą?
Agnieszka Włodarczyk:
Szpilki i oczywiście makijaż. Lubię się malować i nieskromnie przyznam, że umiem to robić. Nauczyłam się już dawno temu, gdy jako nastolatka występowałam na deskach teatru Buffo. Wtedy każda z nas malowała się sama. Kiedy jestem umalowana, czuję się lepiej. Mogę śmiało stwierdzić, że z makijażem czuję się bardziej sexy!

Magda Błaszczak / Uroda
Agnieszka Włodarczyk kupuje na przecenach. Ma swoje powody
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/7 lat temu
Czy to może Yoko, czy to może Photoshop! LOL
/7 lat temu
Nareszcie Włodara! to jedna z najciekawszych aktorek, lubię wywiady z tą utalentowaną, kreatywną osobą. Jest niedoścignionym wzorem dla wielu dziewczyn. Tak trzymać!