POLECAMY

Jesteś złą matką. Bo wyjechałaś na dwa dni i zostawiłaś dziecko. SAMO? Nie, ale i tak jesteś NAJGORSZA

/ 2 miesiące temu
Jesteś złą matką. Bo wyjechałaś na dwa dni i zostawiłaś dziecko. SAMO? Nie, ale i tak jesteś NAJGORSZA fot. Fotolia

Kolejna afera z udziałem babek. Wiadomo. Na jednym z portali blogerka skrytykowała Maję Bohosiewicz. Bo Maja Bohosiewicz wyjechała na weekend bez dziecka, pochwaliła się tym (podzieliła?) na Instagramie. Inna matka, dziennikarka, napisała o tym tekst: „ja bym tak nie mogła, gdy moje dziecko miało miesiąc to…”
I dalej opis jak to leżała z pierwszym dzieckiem przez miesiąc na łóżku, przytulała i karmiła na przemian. Z drugim robiła podobnie, bo te miesiące najważniejsze. Wybuchła afera. Temat grzeje od kilku dni, dzieląc polskie matki na te, które dziecko by zostawiły i inne, które NIGDY w życiu, by tego nie zrobiły. Nawet Pudelek o tym pisał. Mam skurcz żołądka czytając o tym, bo wszędzie pojawia się tylko: JA, a ja bym zrobiła to, a ja tamto. I kilka męskich komentarzy, bez ocen: „Tak to w sumie potrafią pocisnąć sobie tylko kobiety”.

W jednym z polskich miast dzieci dostały do picia wodę z... płynem do dezynfekcji

I to jest prawda. Tylko my kobiety możemy tak się grzać oceną siebie nawzajem. Dotykając swojego najczulszego punktu: macierzyństwa.
I w sumie dlaczego? Przecież każda matka wie jak boli ocena. Większość z nas może odpuścić w każdej sferze życia. Mniej dbamy o to, jak ktoś postrzega naszą pracę, w nosie mamy co się uważa o nas jako żonach, kochankach, przyjaciółkach. Zranienie w tej materii przeżyjemy. Ocena naszego macierzyństwa boli najbardziej. Bo każda z nas chce być matką dobrą. I większość z nas, matek współczesnych wie jaka to odpowiedzialność. Mamy gorzej niż nasze matki, które nie analizowały i nie zastanawiały się czy jak spojrzą w lewo to dobrze dla dziecka, czy jednak źle. Nas zewsząd atakuje psychologia, najczęściej pop psychologia, z poradami i teoriami z kobiecych gazet. Może i słusznymi, ale nie dotykającymi całego życia, nie rozpatrująca jednostkowych przypadków. Co mi po poradzie, że przez pierwszy miesiąc powinnam być nieustannie z dzieckiem, jeśli ja się duszę i ratunkiem będzie noc bez dziecka? Podobno szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Której teorii mam wierzyć?

Kobieta zagroziła, że jeśli nie zdobędzie odpowiedniej ilości lajków, to... usunie ciążę

Przestańmy wymądrzać się na temat życia innych kobiet odwołując się do psychologii. Bo jednak mądry psycholog to kobietę wsparłby w kryzysie. A nie mówił: „A ja to myślę inaczej”.
‏Zresztą psychologia pełna jest teorii, które jeszcze zmieniają się co ileś lat. I zawsze, jako matki, zrobimy coś nie tak. Za bardzo jesteśmy, za mało. Przytulamy, odkładamy. Opiekuńczo zanadto, za mało, za czułe, za mało czułe. Teorie zmieniają się co kilka lat. A jedynym sprawdzianem naszego macierzyństwa będzie dorosłość naszych dzieci.
‏Większość z nas przeżywa kryzysy macierzyńskie. Jeśli nie na początku, to później. To jest nieustanne i bolesne poznawanie nie tylko drugiego, małego człowieka, ale też siebie. I każdej z nas ktoś mógłby powiedzieć: „To jest słabe, to powinnaś robić lepiej”.

W ciągu 11 miesięcy urodziła trójkę dzieci. Nie są to jednak trojaczki!

- Czepianie się innych kobiet to jest jakaś nasza choroba narodowa - mówi Michalina Grzesiak, autorka bloga „Krystyno, nie denerwuj matki”. I podsyła filmik, który jakiś czas temu opublikowała na Facebooku.
‏Na filmiku ładna szatynka, włosy spięte w kucyk, koszulka na ramiączka, bez makijażu. Siedzi bezradnie na fotelu. Trzyma w ramionach wrzeszczącego półtoraroczniaka, na jej kolanach przeciąga się jeszcze czterolatka. On krzyczy „mamaaaaaaa”, obejmuje szatynkę, łapie za szyję. Mała też chyba krzyczy, w każdym razie wierci się na kolanach. Matka minę ma pt. „ratunku, pomocy”, choć można by też interpretować to jako wyraz chwilowego całkowitego zobojętnienia. 190 tysięcy wyświetleń, kilka tysięcy lajków, podziękowania, że Michalina pokazuje, jak wygląda prawdziwe macierzyństwo. Ale jest też hejt. Bo jak ona mogła kręcić zamiast przytulać, czym tu się chwalić, koszmar.
- A ja się niczym nie chwaliłam, chciałam pokazać moment bezradności. Kocham swoje dzieci, ale nie jestem superkobietą, czasem wymiękam - mówi.

Czasem wymiękamy. Maja Bohosiewicz powiedziała mi, że ona rozumie, gdy jej przyjaciółka mówi: „ja bym tak nie mogła”, ona wtedy może powiedzieć: „a ja mogę, bo po dwóch latach bycia tylko mamą, jestem wrakiem człowieka. Potrzebuję dwóch nocy resetu”. Przyjaciółka zna jej życie, mimo że sama zrobiłaby inaczej, rozumie.

Cieszę się bardzo, że blogerka, która skrytykowała Maję Bohosiewicz leżała miesiąc i karmiła. Też byłam taką matką, bo tak wtedy czułam i tego chciałam. Do tego jeszcze mogłam, bo mąż pracował, a w ogarnianiu domu pomagała mama.
Czy to sprawiło, że mój syn jest szczęśliwszym dzieckiem? Raczej wątpię. Po prostu rok miał szczęśliwą matkę dla siebie. Ale ile popełniłam błędów potem? Ho ho i jeszcze trochę.

Odwalmy się, dziewczyny od siebie naprawdę. Zwalczmy tę pokusę udzielania innym rad. Czy to w ostry sposób: „źle robisz”, czy w łagodny: „no jednak bym zrobiła inaczej”.
A jeśli wokół siebie mamy matki w kryzysie, po prostu im pomagajmy.

Ostatnio koleżanka przeżywała bardzo śmierć mamy przyjaciółki córki. Mama była w naszym wieku (koło czterdziestki), popełniła samobójstwo. Napisałam: jak można zabić się będąc matką, to nieodpowiedzialne. Wcisnęłam „sent”. Kolejny osąd poszedł w eter. Pani najmądrzejszej, znawczyni świata. Chwilę później pomyślałam: „zamilcz czasem, kobieto, to nie boli”.
‏I to można odnieść do nas wszystkich. Fajnie, żebyśmy czasem zamilkły, szczególnie, gdy w grę wchodzi ocena życia innej kobiety. Przestańmy wciąż powtarzać: ja tego nie rozumiem, jak bym tego nie zrobiła, ja, ja, ja.
Świat czasem ma dosyć naszego „ja”. Zagryźmy zęby, zajmijmy się swoim życiem.

Kiedy będziemy rodzić po ludzku? Kobieta dostanie 70 tys. zł odszkodowania za koszmarny ból, do którego przyczynili się lekarze

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/2 miesiące temu
Szczerze irytują mnie "ciocie dobre rady" koleżanki doradzające krytykujace. Teściowa którra też musi dołożyć swoje trzy grosze. Każdy inaczej wychował by moje dziecko i inaczej postępował niż ja. Kiedy syn urodził bolało jak ktoś radził bo wydawało mi się że źle robię. I zaczęłam robić to co mówili po miesiącu takich rad i ich wprowadzaniu w życie miałam dosyć. Nie uśmiechałam się robiłam wszystko mechanicznie. Aż mąż " klepnal" mnie w łepetyne i powiedział że mam robić po swojemu. I w sumie zaczęłam . Wyjeżdżaliśmy na weekend co jakiś czas zostawiając 3 miesięczne dziecko, i co? I nic ja odzyskałam siły . I znowu mogłam być szczęśliwa matka. Nie przejmuje się tym teraz gdy mi ktoś radzi albo krytykuje. Mam to w nosie. I polecam każdej kobiecie,matce.by robiły to ci czują co podpowiada im intuicja. Macie być szczęśliwe wy i wasze dziecko nie koleżanka, teściowa, matka, czy zawistna baba z FB. Dziecko jest wasze i to wy powinny się wiedzieć co dla niego i dla was dobre. Owszem czasem rady rozsądne się przydają. I ja jestem za zasada szczęśliwa mama szczęśliwe dziecko. Bo co dziecku po sfrustrowanej zmęczonej smętnej matce. Co gdy takie dziecko podejdzie i zapyta " mamusiu czemu jesteś smutna?" To co mu powiesz " przez Ciebie dziecko".? Dlatego daje wam jedna radę miejcie w .d....pie co wam radzą i jak chcą byście postępowały . Potrzebujesz odpoczynku od dziecka śmiało zrób to, nie oznacza to że jesteś złą matką, nie oznacza że nie kochasz dziecka, chcesz spędzać z dzieckiem 24/7 spędzaj jeśli to daje Ci radość. Każdy jest inny każdy organizm inaczej reaguje. Żyjcie swoim życiem i dajcie żyć innym po swojemu.