POLECAMY

„Błądzą wszyscy, ale nie ja”. Jak to się dzieje, że ignorujemy oczywiste dowody na to, że się mylimy?

Wszyscy znamy takie sytuacje. Koleżanka jest zdradzana przez męża, towarzystwo od miesięcy huczy od plotek, a ona „dowiaduje się” ostatnia. Dlaczego tak jest, czy naprawdę nie widzimy, co się dzieje, wolimy żyć w iluzji? Rozmowa z dr Magdaleną Nowicką z Urody Życia 1/2017.

/ 3 miesiące temu
„Błądzą wszyscy, ale nie ja”. Jak to się dzieje, że ignorujemy oczywiste dowody na to, że się mylimy? fot. Fotolia

Wszyscy żyjemy w jakiejś fikcji, tylko zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. W trosce o samoocenę stosujemy mechanizmy obronne. „To naturalne, ale warto jednak kontrolować stopień samooszukiwania się” - mówi dr Magdalena Nowicka w wywiadzie dla Urody Życia 1/2017.

Karolina Rogalska: Wszyscy znamy takie sytuacje. Koleżanka jest zdradzana przez męża, towarzystwo od miesięcy huczy od plotek, a ona „dowiaduje się” ostatnia. W nieznośnym dziecku, które wagaruje i traktuje dom jak hotel, rodzice widzą zagubionego wrażliwca przeżywającego trudności. Myślimy wtedy: „Jak oni mogą być tak ślepi, ja na ich miejscu od razu bym się zorientowała”. Bo przecież – jak pisali Tavris i Aronson – „Błądzą wszyscy, ale nie ja”. Jak to się dzieje, że ignorujemy oczywiste dowody na to, że się mylimy, dobrowolnie tkwimy w iluzji?

dr Magdalena Nowicka: Jesteśmy wyposażeni w rozmaite mechanizmy regulacji emocji, których celem jest zmotywowanie nas do usunięcia lub zredukowania zagrożenia. Jeśli poradzenie sobie z problemem przekracza nasze możliwości, to te mechanizmy pomagają zmniejszyć napięcie, nasilenie negatywnych emocji. Bez zmiany sytuacji, której czasem się po prostu zmienić nie da. Bo mamy możliwość regulowania emocji w dwojaki sposób: możemy próbować rozwiązać problem, który jest dla nas źródłem dyskomfortu, albo oddziaływać bezpośrednio na emocje. Jeśli natężenie tych ostatnich jest zbyt duże, to i tak nie jesteśmy w stanie podjąć żadnego rozsądnego działania. Dlatego mechanizmy obronne są użyteczne i w mniejszym lub większym nasileniu występują u każdego.

Gonisz za lepszym samopoczuciem, perfekcją, spełnieniem? To pułapka, w której wszyscy żyjemy!

Ale koszt, jaki płacimy za natychmiastową ulgę, jest wysoki – zniekształcony ogląd rzeczywistości.

Wszystkie te mechanizmy obronne rzeczywiście oparte są na jakiejś formie oszukiwania samego siebie. Temu one służą. Ale pamiętajmy, że niezależnie od tego, czy działają mechanizmy obronne, czy nie, to i tak zawsze w jakimś stopniu funkcjonujemy w fikcji. Wszyscy postrzegamy rzeczywistość w trochę inny sposób. Patrząc na tę samą sytuację, każdy z nas będzie miał trochę inne spostrzeżenia. Zniekształcanie rzeczywistości jest zjawiskiem powszechnym. Można powiedzieć, że nie ma możliwości nieistnienia w fikcji. Jest ona elementem naszej percepcji świata. Na te zniekształcenia ma wpływ to, co mamy w głowie: nasze schematy poznawcze, przekonania, doświadczenia z przeszłości, a nawet właściwości biologiczne naszego organizmu.

Można powiedzieć, że te mechanizmy działają jak tabletka przeciwbólowa, czyli nie rozwiązują problemu, tylko doraźnie zmniejszają cierpienie?

Stosujemy masę mechanizmów doraźnych, bo ewolucyjnie było nam to potrzebne, żeby przetrwać. Tak jest na przykład w przypadku strachu. Strach odcina nam logiczne myślenie. Kiedy się boimy, uruchamia nam się mechanizm ucieczki albo walki. Nie musimy stać 10 minut i myśleć o sytuacji, tylko albo uciekamy, albo atakujemy. I to jest też mechanizm na skróty i można sobie powiedzieć: głupie, bo przecież nie zawsze trzeba w sytuacji zagrożenia uciekać czy walczyć. Ale dzięki temu, że jest to mechanizm „na skróty”, odnosimy natychmiastowe korzyści, bo udaje nam się uniknąć zagrożenia.

Ludzie często uważają, że emocje potocznie nazywane negatywnymi są niepotrzebne: nie można się bać, nie można się smucić, nie można czuć gniewu. A jest wręcz przeciwnie.

A jak to jest możliwe, że w pewnych sytuacjach ignorujemy fakty, które są oczywiste dla wszystkich dookoła?

Problemem nie są mechanizmy obronne, tylko schematy związane z emocjami, które mamy w głowie. Należy sobie zadać pytanie, dlaczego unikam pewnych informacji? Dlaczego nie chcę dostrzec, że moje małżeństwo się rozpada albo że dziecko mnie wykorzystuje? Unikamy tej wiedzy zwykle dlatego, że ona budzi w nas lęk, gniew lub poczucie winy, a my tych emocji w sobie nie chcemy zaakceptować. Ludzie często uważają, że emocje potocznie nazywane negatywnymi są niepotrzebne: nie można się bać, nie można się smucić, nie można czuć gniewu. A jest wręcz przeciwnie: z punktu widzenia przystosowania to są emocje najważniejsze.

Bo?

Informują nas, że jakieś zdarzenie jest dla nas niekorzystne i przygotowują organizm, także na poziomie fizjologicznym, do podjęcia stosownych działań. Jeśli mam poczucie, że nie mogę się bać, nie mogę okazać lęku, bo na przykład w dzieciństwie byłam za to karana, to z automatu w sytuacji, w której pojawi się taka emocja, uruchamiam mechanizm obronny. Trzeba podkreślić, że szkodliwe nie jest samo uruchomienie mechanizmu obronnego, ale fakt, że to się dzieje w jakimś konkretnym, powtarzającym się kontekście. A konteksty są to, posługując się metaforą języka informatycznego, nasze „ustawienia domyślne”. To takie schematy wpisane w rozumienie tego, co się z nami dzieje. Zautomatyzowane systemy reagowania. Są sytuacje, w których z własnymi emocjami trzeba się zmierzyć. A nie robimy tego, bo czujemy lęk przed lękiem.

Ile rzeczy potrzebujesz do szczęścia? Rozmowa z Miss Minimalist, która "odgraciła" swoje życie

Jakie mechanizmy najczęściej uruchamiają się w takich sytuacjach?

Zwykle mamy do czynienia z wyparciem, lub tłumieniem. Wyparcie to mechanizm, który jest całkowicie zautomatyzowany. Zakłada się, że tu do świadomości żadne treści w ogóle nie docierają, są przechowywane w nieświadomości. Wtedy ktoś autentycznie nie widzi rzeczy, które są dla otoczenia oczywiste. Ale bywa, że nie widzimy czegoś, bo po prostu nie chcemy tego zobaczyć. To tłumienie, mechanizm bardzo energochłonny. Trzeba ponieść ogromny wysiłek, żeby w tej błogiej niewiedzy jak najdłużej pozostać.

Jak pani pracuje z takimi osobami?

Staram się im uświadomić, że te mechanizmy są u nich obecne. Pokazać, w jaki sposób radzą sobie z problemami. Rzecz jasna, najbardziej wskazane są takie mechanizmy regulacji, które opierają się na bardzo głębokim wglądzie w siebie. Kiedy to pacjent opracowuje sobie poznawczo daną sytuację, zmienia jej znaczenie, zastanawia się nad możliwymi źródłami swoich emocji. Generalnie można powiedzieć, że mechanizmy obronne zawsze przynoszą pewne korzyści. Czasem krótkofalowe, a czasem rozciągnięte w czasie.

Na przykład?

U dzieci, których rodzice się rozwodzą, można czasem zaobserwować mechanizm regresji, czyli cofanie się do wcześniejszych faz rozwoju. Dziecko nagle wymaga większej opieki albo staje się niegrzeczne. Wtedy rodzice przestają się kłócić i integrują się wokół opieki nad nim. Czyli te symptomy negatywne, cofnięcie się do wcześniejszych faz rozwoju, czemuś służą – zażegnaniu kryzysu w domu. Czai się tu także pewne niebezpieczeństwo, bo jeśli coś jest nagradzane, jakiś mechanizm obronny jest skuteczny, to może wejść w nawyk. Takie dzieci płaczą nie wtedy, gdy jest im źle, ale kiedy chcą zwrócić na siebie uwagę rodzica.

Okazuje się, że to, jak dzieci radzą sobie z emocjami, zależy w dużej mierze od tego, jak z emocjami radzą sobie ich rodzice

W dorosłym życiu zamiast powiedzieć do partnera: „Przyjdź do mnie, bo czuję się samotna”, robi histerię albo popłakuje?

Może tak się zdarzyć. Ale to, jakich mechanizmów obronnych będziemy najczęściej używać zależy od bardzo wielu rzeczy: od naszych cech, od właściwości osobniczych, temperamentu, od tego, jak reagujemy emocjami – czy one są silne, czy nie. Więcej mechanizmów obronnych stosują zwykle osoby wysokoreaktywne emocjonalnie, czyli takie, które mają wrodzone skłonności do przeżywania długo zalegających, silnych emocji. Prowadzę badania nad dziedziczeniem wzorców reakcji emocjonalnych. Okazuje się, że to, jak dzieci radzą sobie z emocjami, zależy w dużej mierze od tego, jak z emocjami radzą sobie ich rodzice. Predyspozycje temperamentalne też grają tu ogromną rolę ale dopiero w dorosłości.

Czyli rozpoznawania własnych emocji trzeba nauczyć się w dzieciństwie?

Tak. Jeśli dziecko tłumi złość, bo nie może jej swobodnie manifestować w domu rodzinnym, to potem tłumi ją też w dorosłym życiu. Wielu ludzi nie potrafi w prawidłowy sposób odczytywać sygnałów emocji płynących ze swojego ciała.

Wróćmy jeszcze do iluzji. Czy jednym z powodów, dla których tak trudno jest nam się z nią rozstać, nie jest fakt, że niekorzystne informacje na temat naszego dziecka czy małżeństwa godzą w naszą samoocenę?

Tak, to jest związane z tymi „ustawieniami domyślnymi”, o których mówiłam wcześniej. Jeśli uważam, że porażka czy złe zachowanie mojego dziecka oznaczają, że jako matka poniosłam klęskę, to w chwili zetknięcia się z tą informacją momentalnie odpalam mechanizmy obronne. Bo te treści są zagrożeniem dla mojego myślenia o sobie. Samoocena to ważny konstrukt związany z „ja”, w związku z czym bardzo mocno jej bronimy. I mechanizmy obronne często temu służą. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy myślimy o sobie źle, czy dobrze. Dla każdego człowieka najważniejsza jest spójność informacji na swój temat.

Dlaczego ona jest taka ważna?

Bo daje nam poczucie bezpieczeństwa. Za każdym razem, kiedy dostajemy sprzeczne informacje dotyczące „ja”, czujemy się zagrożeni.

Wielu konfliktów moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy nie bronili tak zaciekle samooceny. Łatwiej jest nam przyjąć, że to koleżanka, z którą się właśnie pokłóciliśmy, jest złośliwą i agresywną małpą, niż przyznać się do własnych win.

To, czy ktoś potrafi, czy nie potrafi spojrzeć na siebie krytycznie, nie jest zależne tylko od działania mechanizmów obronnych. Moim zdaniem jest to bardziej kwestia metapoznania, czyli głębokiej refleksji nad sobą, wglądu, zrozumienia swojego funkcjonowania poznawczego.

Żyjemy w świecie miliona wyborów. Jak dokonać tego właściwego?

Ostatnio pokłóciłam się z moim partnerem i dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to nie on był inicjatorem tego konfliktu, tylko ja. Prawdopodobnie wyprojektowałam na niego swoją złość. Czyli nie dość, że go zaatakowałam, to jeszcze zrzuciłam na niego odpowiedzialność za całą sytuację.

To, że pani ma świadomość tego, co się wydarzyło, jest już pierwszym krokiem ku zmianie. Głównym celem terapii jest właśnie uzyskanie samowiedzy. Proszę jednak pamiętać, że czasami koszty emocjonalne stosowania mechanizmu projekcji mogą być dużo mniejsze niż konfrontowania się z własnymi tendencjami agresywnymi. Bardzo trudno jest się przyznać, choćby przed samym sobą, że obok dobra jest w nas także trochę zła. Mamy tendencję, aby widzieć rzeczywistość na czarno lub biało. W sposób, powiedziałabym, rozszczepieniowy, który bardzo upraszcza myślenie i służy utrzymaniu jednolitego wizerunku siebie oraz innych. Bo jeśli świat jest jednoznaczny, to jest też łatwiejszy do interpretacji.

Bywa, że nie widzimy czegoś, bo nie chcemy tego zobaczyć. Wolimy pozostawać w błogiej niewiedzy. Ale tłumienie prawdy jest energochłonne

Poradniki psychologiczne pełne są tekstów: „Jak rozpoznać toksyczną osobę w swoim otoczeniu” czy „Jak nie dać się zmanipulować”. Jestem przekonana, że niewielu rozpoznaje w sobie toksyczną osobę czy manipulatora. Wszyscy raczej utożsamiają się z pokrzywdzonym.

Zaakceptowanie w sobie negatywnych tendencji jest rzeczywiście bardzo trudne. Choć tkwią one w każdym z nas. Jakiś czas temu profesor Philip Zimbardo, odwołując się do swojego eksperymentu więziennego, mówił, że w każdym człowieku drzemie agresja. Zatem to, co stało się w Niemczech podczas drugiej wojny światowej, mogłoby się zdarzyć w każdym innym kraju. Potrzeba tylko specyficznych czynników sytuacyjnych. Ta teza spotkała się z ogromną krytyką i brakiem akceptacji. Pewnie trudno się z tym pogodzić, ale jest ona w stu procentach prawdziwa. We wszystkich nas drzemią impulsy agresywne, które tłumimy, nie chcemy wiedzieć o ich istnieniu. A powinniśmy je dobrze poznać, bo to, co tłumione, nie poddaje się kontroli. Dlatego zawsze lepiej się z negatywnymi treściami na swój temat konfrontować niż wypychać ze świadomości czy projektować na innych.

Chyba bardzo trudno jest osiągnąć taki stopień samoświadomości. Przypomina mi się rysunek Marka Raczkowskiego, na którym jeden mężczyzna mówi do drugiego: „Jak myślisz, czy to przypadek, że w języku polskim słowo »winni« w 80 procentach składa się ze słowa »inni«?”.

Wychodzi na to, że to nie jest przypadek.

Dr Magdalena Nowicka zajmuje się psychologią różnic indywidualnych i psychometrią. Jest wykładowcą na Uniwersytecie SWPS.

Jak być autorem swojego życia?  To od ciebie zależy, jak opowiesz swoją historię!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)