POLECAMY

"Jak nie dajesz z siebie wszystkiego, lepiej tego nie rób wcale." Jaka naprawdę jest Anita Werner? I czego możemy spodziewać się po jej filmie dokumentalnym?

Wyjątkowa rozmowa z wyjątkową osobą. Przeczytaj ekskluzywny wywiad z Anitą Werner tylko dla Polki.pl!

"Jak nie dajesz z siebie wszystkiego, lepiej tego nie rób wcale." Jaka naprawdę jest Anita Werner? I czego możemy spodziewać się po jej filmie dokumentalnym? fot. materiały prasowe

Katarzyna Troszczyńska: Anita Werner to osoba, której woda sodowa uderzyła do głowy? W końcu jest pani jedną z bardziej rozpoznawanych i lubianych Polek.

Anita Werner: Moi przyjaciele zawsze mówili, że nie grozi mi nadmierna pewność siebie i narcyzm. Pewnie też osobiste doświadczenia spowodowały, że nigdy nie odleciałam w swoim życiu. Duże znaczenie ma też praca. Poznałam tak wiele trudnych, przejmujących i inspirujących historii, że trudno, żebym zajmowała się tylko sobą.

KT: Porównuje się pani do kogoś, czy robi po prostu swoje?

AW: Nie porównuję się. Staram się tylko pamiętać, żeby cały się rozwijać, iść do przodu, uczyć się od najlepszych i najlepszymi się otaczać.

KT: Taka ambicja nie jest frustrująca dla przyjaciół? Przeczytałam w jednym z wywiadów, że lubi pani tylko ambitne, silne i pracowite kobiety.

AW: To chyba nic złego.

KT: Zabrzmiało surowo.

AW: Myślę, że jestem wymagająca wobec otoczenia, tak samo jak wobec siebie. Właściwie najsurowsza jestem wobec siebie. Choć pewnie mniej niż kiedyś, bo dawniej nie dawałam sobie żadnego prawa do słabości. Chciałam siebie i świat wokół ulepszyć. Teraz już wiem, że całego świata nie zmienię, a ja, jeśli tylko mogę, daję z siebie wszystko.

KT: W Faktach odpadają ludzie, którzy nie dają z siebie wszystkiego?

AW: Czy tylko w Faktach? Praca ma sens tylko wtedy, gdy wykonujesz ją z pasją. I robisz to na milion procent. Jak nie dajesz z siebie wszystkiego, lepiej tego nie rób wcale.

KT: Po kim ten perfekcjonizm?

AW: Chyba po mamie mam taką determinację, zaangażowanie i skuteczność. Oj, moja mama była niezwykle skuteczna. Koleżankę z dawnych lat potrafiła znaleźć na końcu świata. Miała umiejętności dziennikarza śledczego. Ale oczywiście po tacie też mam wiele fantastycznych cech.

KT: Co na przykład?

AW: Po tacie mam nos, niestety. A tak poważniej, chyba wrażliwość, miłość do sportu, empatię i chęć rozwijania się. Może też kreatywność. Nie było rzeczy, której tata by nie wymyślił. Stawał na głowie, żebyśmy zawsze mogli wyjechać na narty, na wakacje. A prowadziliśmy skromne życie, bo rodzice byli pracownikami naukowymi politechniki łódzkiej i nie zarabiali dużo.

KT: Długo mówiła pani: „Nie jestem kobietą, która chce mieć tylko dom z białym płotkiem i ogródek”. Zmieniło się coś?

AW: Jestem pełna sprzeczności. Twardo stoję na ziemi, z drugiej strony jestem wrażliwa. Krucha i silna. Jestem miksem różnych przeciwieństw, to chyba musi być odpowiedź na to pytanie.

KT: Oglądałam przygotowany przez TVN Style dokument. „Odbite z rąk Świetlistego Szlaku”. Przypomnijmy, w sierpniu 2015 roku specjalna grupa antyterrorystyczna w Peru, odbiła grupę kilkudziesięciu mężczyzn, kobiet i dzieci więzionych, torturowanych i zmuszanych do walki przez najniebezpieczniejszą organizację terrorystyczną w Ameryce Południowej „Świetlisty Szlak”. Niektóre kobiety spędziły tam ponad 30 lat. Płakałam cały film. Udało się Pani przeżyć ten wyjazd do Peru bez łez?

AW: Nie udało się. Są takie momenty w mojej pracy, że nie da się być ponad emocjami, to był właśnie taki moment.

KT: Matka, której dziecko umiera w dżungli, dziesięciolatek z bliznami na rękach, bo terroryści wylewali na niego wrzątek, kobieta śpiąca przez 20 lat w dole wykopanym w ziemi. Która z tych historii panią wstrząsnęła najbardziej?

AW: Wszystkie były wstrząsające. Poznawaliśmy je stopniowo. Bo to że byliśmy dogadani z miejscową policją na ten materiał nie oznaczało, że łatwo będzie otworzyć i zyskać zaufanie bohaterów.

KT: Trudny był pierwszy dzień? Szokujący był widok tej wioski, w której ci ludzie żyją? Walące się domki, brud, choć widać, że kobiety bardzo tam dbają o to, co mają. Ale nie mają prawie nic.

AW: Bardzo byłam ciekawa tego pierwszego dnia. Niepewność i ostrożność czuło się po obu stronach. Zresztą ja, w tamtej strefie geograficznej, w tamtym kraju, jestem niecodziennym zjawiskiem. Mam blond włosy, jestem wysoka i biała. Indianom, z którymi się spotkaliśmy mogłam się kojarzyć z duchami i zjawami przynoszącymi pecha. Nawet na początku, wspólnie z ekipą zastanawialiśmy się, czy nie powinnam założyć czapki. Postanowiliśmy jednak iść na całość. I dobrze, bo choć na początku czuliśmy dystans, to się szybko zmieniło. Bardzo pomogły w tym dzieciaki. Dotykały mnie, sprawdzały czy moje włosy są prawdziwe, czy mój telefon jest fajny. Ich otwartość pomogła później nawiązać kontakt z dorosłymi członkami plemienia. Proszę pamiętać, że my przyjechaliśmy z kamerami do wioski, w której mieszkają ludzie wyrwani z serca dżungli. Którzy jeszcze niedawno nie wiedzieli co to jest telewizor, telefon, nie wiedzieli jak wygląda szczoteczka do zębów i podstawowe przedmioty życia codziennego.

Ma 9 lat, a zmaga się już z trzecią śmiertelną chorobą. To, czy przeżyje, zależy też od nas

KT: Ile dni spędziliście w tej wiosce?

AW: Pięć dni. Wyjeżdżałam z Polski przygotowana. Znałam warunki, w których żyją ci ludzie. Natomiast zobaczenie tego na własne oczy jest szokiem. Odzyskali wolność, nie mogą odzyskać człowieczeństwa, chociaż rząd Peru im to obiecał. Nie mają prawdziwego domu, łazienki, kuchni. Nie mają podstawowych rzeczy, do których my jesteśmy przyzwyczajeni: bieżącej wody, prądu, jedzenia, żyznej gleby. W filmie jedna z naszych bohaterek mówi: marzę o prawdziwej kuchni, inny bohater: chciałbym mieć pole, żebym mógł uprawiać ziemię. Wierzę, że dzięki temu filmowi wiele osób będzie chciało im pomóc.

KT: Wszystkie kobiety, z którymi pani rozmawiała przeżyły piekło. Były gwałcone, traciły swoje dzieci. Jakie są teraz?

AW: Wciąż walczą. Zdobywają, choćby z trudem, jedzenie. Jedna z kobiet zostawiła czteroletnią córkę na trzy miesiące i poszła do dżungli zbierać ślimaki. Dziewczynka w tym czasie sama gotowała, sprzątała. Widok, gdy obracała maczetą w dłoni był niewiarygodny. Ale wszystkie te kobiety chciały mnie przywitać godnie. Częstowały mnie plemiennym napojem, larwami robaków, które są ich przysmakiem.  Mimo tego skrajnego ubóstwa, w którym żyją, traum, które przeszły, były bardzo pomocne i otwarte. I cudownie było patrzeć, jak po naszych trudnych rozmowach nadchodził moment, gdy dzieliły się ze mną jedzeniem, uśmiechem i ubraniem. Wieczorem za to, kiedy zostawałam sama ze swoimi myślami, nie mogłam się otrząsnąć. Dla mnie to szok, że w XXI wieku takie rzeczy jak te w amazońskiej dżungli mogły się w ogóle wydarzyć. Porywanie ludzi do obozu pracy, przetrzymywanie, gwałcenie kobiet po to, żeby urodziły i wychowały nowych żołnierzy, zabijanie i torturowanie dzieci za kradzież. Że to się działo tu i teraz. I że ja też jestem w tym miejscu, które jest wciąż bardzo niebezpieczne. Na tym terenie wciąż działa mafia narkotykowa i wielu członków Świetlistego Szlaku, którzy nie zostali jeszcze złapani, właśnie dla takiej mafii pracuje. W momencie, gdy nagrywaliśmy ten film, napadnięty został patrol policji. Zginęło kilka osób.

Premiera dokumentu „Odbite z rąk Świetlistego Szlaku” 11 listopada o godz. 21.10 na antenie TVN Style.

KT: Po takim wyjeździe bardziej się docenia życie? Czy przez swoje doświadczenia zawsze je pani docenia?

AW: Z każdym takim wyjazdem staję się bardziej świadoma, dojrzała, wrażliwa i empatyczna. Jeśli poznaję taki świat, nie może mi uderzyć do głowy woda sodowa.

Zło nie chodzi spać. Kuba Błaszczykowski zaangażował się w akcję, która może pomóc maltretowanym dzieciom!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)