POLECAMY

Po skończeniu "Lampionów" spałam 23 godziny bez przerwy! Polska królowa kryminału twierdzi, że jest... typową Polką. Serio?

Na koncie ma ponad pół miliona sprzedanych egzemplarzy, a prawa do wydania jej książek zostały sprzedane do 9 krajów. W swojej najnowszej kryminalnej powieści, „Lampiony”, trzeciej części sagi: Cztery Żywioły Saszy Załuskiej – Ogień, Katarzyna Bonda zabiera nas w industrialny klimat Łodzi, w którym sama czuje się najlepiej.

Po skończeniu "Lampionów" spałam 23 godziny bez przerwy! Polska królowa kryminału twierdzi, że jest... typową Polką. Serio? fot. Gosia Turczyńska

Dla Polki. pl, królowa polskich kryminałów, przyznaje, że jak typowa Polka, sama ogarnia zakupy i wnosi je na trzecie piętro starej kamienicy bez windy. Zdradza też, dlaczego nie mogłaby na stałe zamieszkać na wsi oraz co będzie robić po zakończeniu obecnej trasy promocyjnej. 

 

Joanna Pasztelańska: O Katarzynie Bondzie mówi się, że jako królowa kryminału ze słodyczy najbardziej lubi śledzie, kiedy pisze, pali jak smok i najlepiej czuje się w ultrakobiecych seksownych sukienkach. Ale nie zawsze Bonda taka była. Kiedyś biegała raczej w dżinsach i skórzanych kurtkach. Co jeszcze w Bondzie się zmieniło?

Katarzyna Bonda: Z każdą książką się zmieniam. Starzeję się, ale i więcej rozumiem. Podobnie jak coraz bardziej nęci mnie powieść, a coraz mniej wątek kryminalny, na co narzekają niektórzy czytelnicy. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Mogę jedynie przypuszczać, że to z przyczyny moich prawdziwych literackich pasji. Kryminał nigdy nie brał mnie tak bardzo, jak literatura piękna. Nigdy też nie interesowali mnie seryjni mordercy, zaś sama zagadka w powieści zawsze stanowiła w moich fabułach jedynie kaganiec fabularny. 

9 najlepszych seriali na jesień z morderstwem w tle. "Upadek" z Jamie'em Dornanem i Gillian Anderson to debeściak!

Jak wygląda zwyczajny, roboczy poniedziałek Bondy?

Zależy na jakim etapie pracy nad książką. Jeśli jestem w gorącym czasie promocji to z nadmiaru zadań „nie wiem, jak się nazywam i gdzie właściwie jestem” i to czasem należy traktować dosłownie. Ponieważ codziennie mam spotkania z Czytelnikami w innym mieście, co zresztą bardzo lubię, więc nie bardzo ma dla mnie różnicę czy to jest poniedziałek, czy sobota, która w tym czasie jest również pracująca.
Natomiast kiedy już wyjdę z tej „maszynki do mięsa”, kiedy piszę – wygląda to nudno i zwyczajnie. Rano odprowadzam córkę do szkoły, chodzę trochę po okolicy z psem, jem śniadanie, a potem piszę – zwykle do 15, bo o tej godzinie wraca moja córka, z którą odrabiam lekcje, bawię się itd. Moje życie w gruncie rzeczy jest znacznie nudniejsze niż z większości Czytelników. Nie prowadzę ani wystawnego życia towarzyskiego, ani nie mam zbyt wielu przyjaciół. Spotykam się z tymi, których lubię i dobrze się czuję, tak poza tym dużo przebywam sama. Nie przeszkadza mi to. Lubię ciszę i spokój. 

O jakiej porze dnia/nocy pisze królowa kryminałów i bez czego do pisania nawet nie siada? Oczywiście poza dokumentacją. 

Bez zielonej herbaty i przebrania się w dresik. Muszę czuć się wygodnie, a w trakcie zapisu, zapominam o ciele, więc nic nie może mnie ograniczać. Mam pełen zestaw koszul mojego ojca i w nich pracuję. By mi nie było zimno, zakładam polar albo gruby sweter, ale tak naprawdę nie mam żadnych rytuałów. Jestem w stanie pracować wszędzie. Wystarczy mi wtyczka w ścianie, by podłączyć komputer. 

Czy ktoś poza Łukaszem ma wstęp do gabinetu Bondy, kiedy powstają kolejne rozdziały? 

Nie ma takiej osoby. Podobnie jak nikt nie ma prawa zaglądać mi przez ramię, kiedy pracuję, a więc dopóki nie skończę książki nikomu nie pokazuję fragmentów. 

"Dokładnie pamiętam moment, w którym umierałam. Zawróciła mnie miłość do córek" - Anna Maruszeczko rozmawia z pisarką Anna Kaszubską

Najdłuższy maraton pisania, jaki Bonda ma za sobą?

Nie pamiętam, ale piszę w setach trzy- albo czterodniowych. Bywało, że w tym cyklu spałam po kilka godzin, by zregenerować oczy. Pamiętam za to, że po skończeniu „Lampionów” spałam 23 godziny bez wstawania do toalety. 

Ciężko jest pogodzić bycie mamą z byciem królową kryminałów?

Nie ciężej niż pracę na kasie w Biedronce, a nawet myślę, że ja mam łatwiej. Nie demonizujmy! Jestem z córką większość czasu, kiedy nie piszę. Jestem z nią na sto procent. Nie siedzi przy komputerze, kiedy ja „grzebię w zwłokach”. Czy jeśli pani pracuje w wielkiej korporacji i wychodzi z domu zawsze o ósmej, wraca o dziewiętnastej, wtedy jest pani z dzieckiem więcej? Czy jeśli pani jest urzędniczką i kończy pracę o siedemnastej, to jest pani z dzieckiem więcej? Moja córka widzi spełnioną matkę, chodzi ze mną na spotkania, bywa w mediach, oswaja się ze światem i niczego się nie boi, a że czasem muszę napisać scenę... Cóż, bywa i tak, że ona ma kartkówkę z angielskiego, więc ja ją odpytuję z zadanego materiału, a ona mnie pyta, czy napisałam tę scenę i czy jestem z niej zadowolona. 

Jak często klnie Bonda?

Kto pani w ogóle powiedział, że ja klnę? Przecież z mych ust wydobywa się jedynie różowa chmurka. Podobnie jak kobiety nie chodzą do toalety, tylko ptaszki im zanoszą ten towar w krzaczki. 

Tylko książki, czy Bonda relaksuje się też w inny sposób? Seriale, muzyka? 

Seriale, muzyka, książki - jasne, jak normalny człowiek. Ale największym moim hobby jest spanie. Słowo! Może dlatego, że żyję na 200 proc. – wciąż jestem niedospana i o ile kiedyś dawałam radę ganiać po świecie jak nakręcony bąk, a wystarczyło mi ledwie przyłożyć głowę do poduszki, by się zregenerować, to teraz muszę odespać. Mogę spać wszędzie i kiedykolwiek. Teraz sobie zaplanowałam, że temu hobby oddam się po zakończeniu trasy promocyjnej. 

Na tropie polskiego Hanibala Lectera. Zamordował studentkę i wyprawił jej skórkę. Mroczna historia wraca po 18 latach!

Przy swojej ostatniej książce „Lampiony”, Bonda zachwala polski hip-hop. Osobiście myślałam, że polski hip-hop skończył się wraz z Paktofoniką, ale chyba nie wszystko stracone?

Polski hip-hop jest w dechę. A szczególnie twórców z Łodzi, jak np. Zeus. Nie byłam nigdy zbytnią fanką, ponieważ dojrzewałam w epoce grunge'u. Jestem po prostu na niego trochę stara (choć wciąż mi się wydaje, że mam 23 lata i to jest słabe, wiem o tym), rap przyszedł, kiedy zaczęłam nosić już szpilki i malować usta na czerwono. Teraz go odkryłam i jestem pewna, że nie ma lepszej muzyki np. do samochodu. 

Czy Bonda chodzi sama po bułki do sklepu? (Tak, dużo kobiet o to pyta :-)

Nie, rosną mi w doniczce na parapecie, razem z krewetkami i kawiorem. A śledzie hoduję w wannie. Proszę pani, ja wszystko zmuszona jestem ogarniać sama. Nie tylko chodzę po zakupy, ale osobiście targam ciężkie siaty zakupów na trzecie piętro, bo mieszkam w starej kamienicy bez windy. Noszę worki z karmą dla psa, rowery, walizki. Niestety nie mam stangreta w liberii, którego wzywałabym złotym dzwoneczkiem, czego życzę każdej dzielnej kobiecie w kraju nad Wisłą. Jednoczę się tutaj z paniami w trudzie i zachęcam panów, by pomagali, bo słabe to treningi. Jeśli chodzi o mnie, pewnie dzięki temu mam tak uroczo wyżyłowane przedramiona. 

Dlaczego Robert Biedroń wydaje mocną książkę "Pod prąd"? Anna Dziewit-Meller rozmawia z prezydentem Słupska

Czy w dzieciństwie Bonda zaczytywała się książkami Agathy Christie, Joanny Chmielewskiej?

Nigdy nie lubiłam zanadto kryminałów. Co innego horrory i opowieści noir . Po prostu tak mi się życie ułożyło. Czasem należy się poddać temu, co los daje. 

Las i cisza, czy raczej miejski zgiełk? Co bardziej przemawia do Katarzyny Bondy?

Nienawidzę natury. Tych komarów, much, ale już najbardziej mnie brzydzą te robaki wielonożne, zapachów naturalnych, błota i rosy w trawie. Od pyłków w nosie mnie kręci, a piasek toleruję tylko na plaży, kiedy przesypuje mi się przez kartki w książce. Wolę zapach spalin i uwielbiam wprost industrialne widoki. Roztkliwiam się na widok dymów z komina, zawsze w miastach wspinam się na najwyższą wieżę, by podziwiać tkankę miasta, czuję się wtedy częścią potężnego organizmu. Hałas, zgiełk i ciągły ruch miasta bardzo mi odpowiada. Piszę o tym zresztą w „Lampionach”. 

 

Lubisz rozmowy z ciekawymi ludźmi? Czytaj nasze WYWIADY!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 miesięcy temu
Aż wstyd się przyznać, ale nie czytałam nigdy żadnej jej książki. Trzeba nadrobić, ale teraz pochłonął mnie całkowicie kryminał Ricka Rordiana "Taniec Wdowca" - zupełnie inne klimaty, niż u tej Pani, bo akcja rozgrywa się w Teksasie, a główny bohater, który lubi piękne kobiety i tequilę rozpracowuje intrygę w branży muzycznej. ;) Naprawdę polecam miłośniczkom kryminału!