Inicjatywa 440 km po zmianę - jak pomaga niepełnosprawnym

Katarzyna Bieniek z rodziną fot. Archiwum prywatne
„Ty kulawa kaczko” krzyczała za mną mama koleżanki. Dziś jestem żoną, matką. Taką jak ty. Będę chodzić dzięki ludziom, którzy pokonają dla mnie 440 km wzdłuż polskiego wybrzeża.
/ 01.08.2017 05:03
Katarzyna Bieniek z rodziną fot. Archiwum prywatne

Nazywam się Katarzyna Bieniek. Mam 36 lat, blond włosy, dwoje dzieci. Lubię długo spać i spędzać wakacje nad jeziorem. Lubię lody włoskie, konwalie i wygłupy z moimi dziećmi. Jestem taka jak Ty.

Prawie. Bo dla mnie, chociażby, wejście na plażę jest koszmarem. Gdy ty przemykasz przez góry piasku, ja się na nie wdrapuję. Woda wydaje się być miliony kilometrów ode mnie. Nie zwracasz na to uwagi. Dla ciebie naturalne jest to, że biegasz, pływasz, chodzisz.

Ja też mogłam uważać, że to naturalne. Urodziłam się zdrowa. Miałam trzy i pół roku, gdy straciłam nogę w wypadku tramwajowym. Wracałam z mamą i bratem od babci. Jechaliśmy tramwajem jak zawsze. Jak zawsze wysiedliśmy na przystanku pod naszym domem, mama trzymała na rękach brata, ja wychodziłam sama. Motorniczy ruszył, gdy jeszcze wychodziłam. Wpadłam pod koła. Nic nie pamiętam poza tym, że leżałam pod tramwajem, a mama strasznie płakała.

Z dzieciństwa też nie pamiętam bólu i rozpaczy. Pamiętam tylko, że w sanatorium, gdzie miałam rehabilitację, spałam w pokoju z chłopcem bez dwóch nóg. Był złośliwy, kiedy rodzice przywozili mi kolorowanki, on je darł.

To nie twoja sprawa, myślisz.
Wielu ludzi tak myśli.

Tacy jak ja, niepełnosprawni, są w najlepszym razie niewidzialni. Przez architektów, którzy projektują domy i miasta bez wyczucia. Wysokie krawężniki, brak wejść na plaże to tylko czubek góry lodowej.

Zszokowane spojrzenia, gdy ściągam protezę, by się wykąpać to też tylko drobiazg. Przyzwyczaiłam się.

Gorsze są komentarze. Polityk, który w programie, gdzie tańczą niepełnosprawni mówi: co to za wymysł, takich ludzi nie powinno się pokazywać. Dziewczynka, która pokazuje na takich jak ja palcem i mówi: “kuternoga”, bo mama nie wytłumaczyła jej, że to może być raniące.

Ale my, niepełnosprawni się nie poddajemy, ja się nie poddaję.

Gdy byłam dzieckiem, biegałam po podwórku w krótkich spodenkach. Moja drewniana proteza, drewniane kolano przymocowane na śrubki budziło ciekawość u innych dzieci i szok u dorosłych. “Nie powinnaś tak biegać. To się powinno ukrywać”. Jedna z nich, gdy pokłóciłam się z jej córką, otworzyła okno i krzyczała: “Ty kulawa kaczko, kuternogo, trzymaj się z daleka”.

Czy singielki żałują, że nie mają dzieci? [LIST DO REDAKCJI]

Im więcej było tych komentarzy, tym częściej odkrywałam nogę. Pływałam, jeździłam na rowerze. Dopiero, potem, w liceum, zaczęłam się tego wstydzić.

Mój pierwszy chłopak, zdrowy, rzucił mnie, bo koledzy śmiali się, że ma dziewczynę kuternogę. Przeżyłam to i uciekłam w świat takich jak ja. Zaczęłam trenować pływanie w Klubie Osób Niepełnosprawnych, tam poznałam mojego męża, który był mistrzem w podnoszeniu ciężarów.

Dziś jestem szczęśliwa, urodziłam dwoje dzieci. Dziś Krzyś ma lat osiem, Wiktoria cztery. Jesteśmy na wakacjach na Mazurach, pływamy na kajakach, jeździmy na rowerach.

Ale moja noga przeszkadza mi coraz bardziej, krótki spacer staje się wysiłkiem, nie stać mnie na dobrą protezę. Dlatego jestem tak wdzięczna Sylwii “Nikko” Biernackiej i za jej działania na rzecz osób niepełnosprawnych i projekt „440 km po zmianę”.

Początek: pięć lat temu. To wtedy Sylwia, z wielkim, ważącym ponad 20 kilogramów plecakiem, ruszyła w lipcu na samotną wyprawę wzdłuż polskiego wybrzeża. Od Świnoujścia do Piasek. Spełniła swoje marzenie. A jednocześnie, podczas tej samotnej wyprawy pomyślała, że można takie coś robić co roku, do tego połączyć to z pomaganiem innym kobietom, dla których ruch jest oczywistością. Chciała nas wspierać, ułatwiać nam życie, chciała, by w końcu nas zauważono. I żebyśmy my zauważyły siebie.

Wiedziały, że też możemy pokonać 440 km, jeśli nie od razu wszystko, to kawałek. Jeśli nie plażą, to deptakami i promenadą. Rok później ruszyła już na wyprawę z grupą przyjaciółek i kilkoma niepełnosprawnymi kobietami. Liczyło się, żeby każda z nich przeszła choć kawałek. Sukces.

Dzięki sponsorowi udało się zebrać pieniądze na protezę dla 62- latki, która z powodu trudności z chodzeniem przestała wychodzić z domu. Wyprawy stały się tradycją, w tym roku dzięki niej ja będę mogła kupić sobie nową protezę.

Jest lipcowy poniedziałek, leje deszcz. Wiem, że Nikko wraz z innymi kobietami ze swojej Fundacji i wieloma innymi wspierającymi projekt osobami dociera do Gdańska. Myślę o tych ludziach z wdzięcznością. Wierzę, że właśnie dzięki nim ja będę mogła znów biegać, małej dziewczynki bez nogi nikt nie nazwie kuternogą, a my, wszyscy niepełnosprawni będziemy mogli opalać się i kąpać nad morzem, jak ludzie zdrowi. Schody nie będą dla nas problemem. I dotarcie do wody nie będzie problemem.

Poczytaj o projekcie „440 km do zmiany”. Może też dołączysz?

P.S. Dziękuję Sylwii, że zapamiętała mnie z wakacji pod Wrocławiem ileś lat temu. Że byłam dla niej inspiracją, a przede wszystkim dziękuję, że mnie odnalazła i spytała, czy może jakoś mi pomóc.

Grupa na Facebooku najlepszym przyjacielem matki?

Redakcja poleca

REKLAMA