POLECAMY

Kariera, brak partnera, niedojrzałość, wewnętrzna niemoc... Dlaczego Polki coraz później decydują się na dziecko?

„Mam 35 lat i wiem, czego chcę od życia. Będę silna, stabilna finansowo, pokonam kryzysy życiowe i wtedy przyjdzie czas na bycie mamą”. To już światowy trend – coraz więcej kobiet świadomie odracza macierzyństwo. I wcale nie szkodzi tym ani sobie, ani dziecku. Na pewno są koszty takiej decyzji. Ale i wiele zalet. O późnym wchodzeniu w rolę mamy mówi psychoterapeutka i założycielka stowarzyszenia Pro-Mama Anna Dyduch-Maroszek w Urodzie Życia nr 7/2017.

/ 4 miesiące temu
Kariera, brak partnera, niedojrzałość, wewnętrzna niemoc... Dlaczego Polki coraz później decydują się na dziecko? fot. Fotolia

Hanna Węgorzewska: Co to właściwie znaczy dziś „późne macierzyństwo”?

Anna Dyduch-Maroszek: Z punktu widzenia biologii „późne” matki to kobiety po 35. roku życia. Ufają coraz skuteczniejszej medycynie, wierzą, że dobrobyt, jaki wcześniej osiągną, zagwarantuje i dziecku, i im samym wspaniałe doświadczenie, choć nie są najmłodsze. Dlatego coraz śmielej i świadomie odsuwają narodziny dziecka. Rozmawiając z nimi, słyszę o kilku przyczynach. Czasem chodzi po prostu o brak dobrego, stałego związku. Bywa, że jesteśmy w fajnej relacji, ale odsuwamy rodzicielstwo, bo spełniamy się wspólnie w innych ważnych dziedzinach. Bywa też, że kobieta jest zaangażowana w coś ważnego, co pochłania jej siły i czas, na przykład opiekuje się chorymi rodzicami, mężem czy rodzeństwem. Kariera, związek, w którym liczą się tylko potrzeby dwojga ludzi, trudna sytuacja rodzinna – wyliczam powody oddalania macierzyństwa. Ale widzę w otoczeniu coraz więcej kobiet, które wewnętrznie zwyczajnie nie są na nie gotowe. „Dobrze mi tak, jak jest, dziecko zepsułoby teraz to szczęście”, mówią. Obserwując moje pacjentki, widzę, jak często borykają się z wewnętrzną niemocą. Mówię o tak zwanych intrapsychicznych powodach – wewnętrznych barierach. Boją się, że macierzyństwo to bardzo duże wyzwanie emocjonalnei wymaga dojrzałości. A one nie czują się na to gotowe.

Kiedy matka powinna wycofać się z życia syna?

Jakie to kobiety?

Są osoby – bez względu na płeć – które często nawet w wieku 40 lat czują się dziećmi. Same potrzebują opieki. Czasem także poklasku,  akceptacji i zachwytu innych. Kariera, pieniądze, sukces dają ułudę, że właśnie temu powinniśmy się poświęcić. „O, jakim ona jeździ autem, o, jakie ma piękne życie, a podróżując do Paryża, poznała tego celebrytę…”, słyszą „oklaski”. I tego pragną najbardziej.

Gotowość na dziecko może jednak przyjść z czasem. Mimo barier i lęków kobieta czuje, że to właściwy moment.

Oczywiście, tak dzieje się często! To zależy od  wewnętrznej konstytucji, wrażliwości na wyzwania, odporności na frustrację. Jeśli była dzieckiem potrzebującym wiele „głasków” i traumatycznie reagowała na ich brak, może długo bać się macierzyństwa. Inna kobieta, która w dzieciństwie łatwiej przechodziła kryzysy, spokojniej przyjmie nową rolę. Jeśli znamy nasze braki i słabe czy wrażliwe punkty, możemy świadomiej zdecydować o byciu matką. Słowo klucz w podjęciu odpowiedzialności to gotowość dawania. A do tego brak oczekiwania natychmiastowej gratyfikacji. Czasem brak nam bezpośredniej motywacji, boimy się czarnego scenariusza, bo być może czekają nas frustracja, złość, osamotnienie i rozczarowanie, że w byciu matką nie ma niczego kreatywnego.

Kobieta, wybierając między karierą a macierzyństwem, dopiero post factum widzi, czy było warto.

Na szczęście biologia „stuka” do nas i przekonuje, że jest inaczej.

Jeśli choć odrobinę zastanawiamy się nad swoimi uczuciami, to zauważamy, że czegoś silnie nam brak. Pojawia się myśl, że moglibyśmy kogoś pocałować, przytulić i pobyć blisko. Czasami sukces zawodowy nie daje satysfakcji, jest złudny, kosztuje dużo energii i czasu. Kobieta, wybierając między karierą a macierzyństwem, dopiero post factum widzi, czy było warto. Może i była służbowo w najdalszych zakątkach świata, może kupiła sobie fajny apartament a w pracy wzleciała ponad szklany sufit. A jednak wyleguje się na swoim ukwieconym balkonie, sączy koktajl z jarmużu, obok kilka rozpoczętych książek, a ona czuje pustkę i zazdrośnie słucha śmiechów dzieci sąsiadów. Okazuje się, że to, o co walczyła, nie przyniosło oczekiwanego spełnienia.

Jak uniknąć pomyłki w decyzji?

Trudno stwierdzić, czy to pomyłka. Nie powiedziałabym tak. Wybór wymaga wewnętrznych rozważań. Jeśli kobieta ma wątpliwości, czy poświęcić się pracy, czy rodzić dzieci, to może powinna mieć pomoc – przyjacielską lub terapeutyczną. Chodzi o to, żeby usłyszeć swoje myśli.  Z mojego doświadczenia z matkami wynika, że jeśli kobiety mają taką motywację, że chcą pożyć, pokupować, zdobyć doświadczenia, rozwinąć się, pojeść najoryginalniejsze potrawy, pokochać się, to OK, prawdopodobnie biologia i tak się do nich „dostuka”. Hormony wywierają silną presję na umysł. Dlatego wiele „zabawowych” kobiet cieszących się życiem i karierą odkrywa, że potrzebuje tej szczególnej  zmiany, jaką jest macierzyństwo.

Wracam więc do słowa klucza: „dawanie”. Nie każdą z nas natura obdarza tą umiejętnością.

No tak, różnie z tym bywa. Zdarza się, że młoda kobieta jest zdolna do czułości i opieki, szczególnie jeśli wyszła z domu, gdzie troska była czymś oczywistym. Jeśli jednak kontakt z własną matką nie był specjalnie bliski, to trzeba się tego nauczyć, przyzwyczajać się do dawania bez oczekiwania na wdzięczność. Ale spokojnie, tę umiejętność możemy w sobie rozwinąć z wiekiem, doświadczeniem – czy to w relacji z mężczyzną, czy z przyjaciółmi, a może w działalności charytatywnej… Uczymy się znajdować w sobie tkliwość, chociaż wymaga to czasu i pracy. Nierzadko dziecko jest rzeczywiście pierwszą osobą, z którą „próbujemy” bezwarunkowej czułości. Dzieci pięknie mogą jej nauczyć rodziców. I wtedy kobieta staje się szczęśliwą matką, a maluch ma dobrą opiekę.

Porozmawiajmy o pięknych stronach późnego macierzyństwa.

Wiele z nas uważa, że szalenie istotna jest kwestia stabilizacji. „Mam już zapewnioną pozycję zawodową, pieniądze, czas i mogę skupić się na dziecku”, myśli. To nie musi być złe, bo czasem kobieta rzeczywiście nie czuje się gotowa do macierzyństwa, gdy ma 25 lat; chce poczekać, aż do tego dojrzeje, sprawdzi się w innych dziedzinach. Jeśli odsuwa bycie matką i poświęca ten czas na pracę nad sobą, sprawdza, na ile może poświęcić się jakiemuś celowi, ile potrafi z siebie dać, to takie podejście tylko sprzyja spełnionemu macierzyństwu.

Kim najczęściej są późne mamy? Czy to zawsze kobiety sukcesu?

Najczęściej to osoby wykształcone, z dużą samoświadomością. Jest wśród nich wiele artystek, kobiet nauki. To często nonkonformistki. Albo osoby, które miały liczne związki, czy przeciwnie – nie układały się im relacje. Nie mogły odnaleźć się wśród ludzi, w rodzinie, więc zakładanie własnej kojarzy im się z bólem.

Żyjemy w świecie miliona wyborów. Jak dokonać tego właściwego?

Czym różni się przebieg ciąży u kobiety młodej i tej dojrzałej?

Mobilizacja hormonalna organizmu sprawia, że późniejsza ciąża często służy kobiecie zarówno pod względem fizycznym, jak i psychologicznym.

A jeśli jest to trudna ciąża?

Dorosłe kobiety statystycznie przeżyły więcej trudnych i nowych sytuacji niż 20-latki, a zatem mają większe umiejętności adaptacyjne. Znają swoje ograniczenia. Jeśli ciąża wymaga spokoju, powolności, zmiany nawyków, dojrzała kobieta podporządkuje się temu. Nie będzie sfrustrowana dlatego, że rok temu przebiegła półmaraton, a teraz nie ma na to siły. Widzę kobiety na kierowniczych stanowiskach, które przestają być męskie, dominujące, konfliktowe. Odrobinę się wycofują, inaczej rozdzielają zadania, nie biorą wszystkiego na siebie. Nie  panikują, że stracą stanowisko. Natomiast sam poród może być trudniejszy. Czasem kobieta bywa bardziej wyczerpana, ale jednocześnie zwykle jest też lepiej przygotowana. Planuje racjonalnie poród, wybiera szpital, nie idzie na żywioł.

Dziecko jest już na świecie. Porównajmy z punktu widzenia psychologii kompetencje 40-latki i 25-latki.

Przeważnie dojrzała mama jest bardziej odpowiedzialna i samodzielna. Zazwyczaj też bardziej zmęczona, bo – nie ukrywajmy – biologia jest bezlitosna. Jednak łatwiej jej prosić innych o pomoc niż młodej kobiecie, która uważa, że ze wszystkim powinna sobie poradzić, często zwalniając z obowiązków ojca dziecka. Dojrzała mama tego nie zrobi. Jeśli jej związek stabilnie dożeglował do momentu rodzicielstwa, ona wie, że ma prawo oczekiwać współpracy. Nie stara się być perfekcjonistką, adekwatnie spełnia wymagania, a nie próbuje być doskonała. Pamiętajmy, że dziecko wybaczy bardzo wiele.

Dojrzała mama raczej nie próbuje być koleżanką swojego dziecka, bardziej identyfikuje się z rolą autorytetu. Negocjuje z dzieckiem, zawiera układy, dba o stawianie granic.

Jakie ograniczenia ma późna mama?

Zależy od jej kondycji – dziś 40-latki dbają o siebie. Jednak mniej może wytrzymać bez snu i odpoczynku, może nie dać rady uganiać się za dzieckiem. Ale dzięki większej świadomości rozsądniej gospodaruje swoimi siłami. Może być mniej spontaniczna, ale bardziej odpowiedzialna. Na pewno 40-letnia kobieta nie jest impulsywną matką, rzadziej popada w ekstremalne stany emocjonalne. Dojrzała mama raczej nie próbuje być koleżanką swojego dziecka, bardziej identyfikuje się z rolą autorytetu. Negocjuje z dzieckiem, zawiera układy, dba o stawianie granic.

Przepraszam, znam dojrzałe matki, które mają bzika na punkcie dziecka i nie stawiają żadnych granic. Idealizują malucha.

Są sytuacje, gdy dziecko pojawia się późno, stając się czymś w rodzaju totalnego cudu. Mrugnie, nie mrugnie, zwymiotuje, płacze jak oszalałe… Poznałam mamy, które faktycznie trwają w ciągłym zachwycie, nadmiernie koncentrują się na dziecku. Ma ono wtedy więcej praw niż inni, przez co może wyrosnąć na człowieka trudnego dla otoczenia. Jednak pozostaję w przekonaniu, że statystycznie łatwiej stawiać granice, gdy się jest osobą doświadczoną. Mało też widzę kobiet narcystycznych wśród dojrzałych matek. Na ogół biorą pod uwagę, że to nie ich potrzeby, ale potrzeby dziecka są najważniejsze. A jednocześnie są na tyle świadome, żeby nie rezygnować z siebie całkowicie. Młodym mamom częściej się to przydarza.

Dojrzała mama z pewnością inaczej buduje relacje z dzieckiem niż ta młoda. Jakie są różnice?

Maleńkie dzieci potrzebują przede wszystkim stabilności i rutyny, a nie kolorowego, cygańskiego życia, wrażeń i miliona bodźców. Dorosła mama umie wytrzymać nudę. Rezygnuje z nowych celów – podróży, zmiany mieszkania. Późne macierzyństwo jest zwykle lepiej zaplanowane, przez co ma szanse być świadome i rozważne.

Czego najbardziej w tej nowej sytuacji boi się 40-latka?

O ile się czegoś boi! Czasem słyszę, że przemijania, starości, zbyt wielu obowiązków.  Ona bierze pod uwagę realne ograniczenia – psychologiczne i biologiczne. Wie, że jej brzuch nie będzie wyglądał jak u młodej mamy po porodzie. Wiele wskazuje, że późne dziecko odmładza matkę – działa antydepresyjnie, dodaje wigoru. Obecność kogoś rozwijającego się obok nas motywuje. I nawet jeśli wymaga opieki, zaangażowania, działa dobrze, bo dając satysfakcję, zapewnia dodatkowe siły i energię. Mobilizuje też, żeby zadbać o siebie fizycznie i emocjonalnie. 

Dzieci dojrzałych rodziców mają wyższy intelekt, są zdrowsze i żyją dłużej – czytamy w ogólnoświatowych badaniach.  Mało tego, późne mamy też żyją dłużej. Dlaczego?

Dojrzałe, czyli przytomne, matki zwykle bardziej liczą się ze swoimi siłami, zamiarami i oczekiwaniami świata. Karmią, bawią się i wychowują dzieci adekwatnie do ich potrzeb. I stać je na to, by w razie czego wspomóc potomstwo na wszelkie możliwe sposoby – czy to medycznie, czy psychologicznie. Mają na to czas i pieniądze. Poza tym są ogarnięte zawodowo i zwyczajnie mają więcej czasu dla dziecka. Dzięki czemu ono może lepiej rozwijać się intelektualnie.

Jakie są społeczne konsekwencje późnego macierzyństwa? Mówi się o tym, że dziecko nie zapewni rodzicom opieki na starość, bo będzie skoncentrowane na sobie.

Jeśli różnica wieku między matką a dzieckiem wynosi 20 lat, to oznacza, że jak będę miała 80 lat, mój potomek skończy 60. Czy w tym wieku rzeczywiście zajmie się mną lepiej niż 40-latek…?

A spuścizna? Prawdopodobnie jestem w mniejszości, do wszystkiego doszłam sama, nic nie dostałam od rodziców, nie liczę na dużą emeryturę, więc raczej sprzedam mieszkanie i pojadę w świat. Niech dziecko samo zbuduje swoją niezależność.

Rzeczywiście wielu dojrzałych rodziców uważa, że z powodu  swojego wieku i zasobów powinni dać dziecku więcej. Mogą się obawiać, że nie zdążą wypuścić potomstwa w świat w pełni zabezpieczonego.

Nie bałabym  się tego.  

Podoba mi się pani podejście, bo zawiera duże zaufanie do dziecka. Ono ma kompetencje i potencjał, żeby radzić sobie ze swoim życiem, bo pani też ma takie doświadczenia. Nieświadomie przekazuje pani dziecku siłę: „Sama do wszystkiego doszłam i tobie też się uda”. To może być bardzo  motywujące. I wcale nie trzeba dziecku wiele mówić, bo zrozumie to z pani gestów i doświadczeń. Odczyta komunikat: „Spokojnie, poradzisz sobie”.

Więcej materiałów z Urody Życia - polecamy!

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)