POLECAMY

Miej przyjaciół, bywaj zołzą, nie bierz leków. Jak przetrwać życiowe kryzysy - przewodnik Ewy Woydyłło

Jak poznać depresję? Brać czy nie brać psychotropy? Co zawsze i każdemu pomoże, nawet w poważnym kryzysie? Rozmowa z Ewą Woydyłło, psychoterapeutką, autorką wielu świetnych książek. Przeczytaj, poczujesz się lepiej!

/ 8 miesięcy temu
Miej przyjaciół, bywaj zołzą, nie bierz leków. Jak przetrwać życiowe kryzysy - przewodnik Ewy Woydyłło fot. Ranata Dąbrowska/Agencja Gazeta

Ewa Woydyłło: Ostatnio trafiła do mnie dziewczyna. 32 lata, dwoje małych dzieci, mąż, praca w korporacji. Powłóczyła nogami, w końcu opadła na kanapę. "Pani Ewo, ja mam kryzys, mam dość, nie chce mi się żyć" wykrztusiła. Spojrzałam na nią: może trochę zaniedbana, ale piękna. W kwiecie wieku, z tyloma możliwościami….

Depresja?

Ewa Woydyłło: Dlaczegóż od razu depresja?

Bo jeśli się komuś nie chce żyć, to chyba depresja.

Pytanie dlaczego komuś się nie chce żyć, depresja to choroba duszy. Biochemiczne zmiany w mózgu. Jestem przeciwniczką nadużywania słowa depresja. Teraz to taki modny termin. Rzucił mnie ukochany, mam depresję. Nienawidzę swojej pracy, mam depresję. Nie radzę sobie z dziećmi, przyjaciółmi, czymkolwiek, mam depresję. Nie, raczej nie masz, dziecko.

Wypalenie zawodowe - jak się ratować, gdy pracy nie można rzucić, a życia zmienić?

Depresja jest wtedy, kiedy tracisz chęć do życia zupełnie bez powodu. Kochający partner, poukładane sprawy i…. i po prostu nagle świat nie ma sensu. Ale większość z nas nie ma powody, żeby źle się czuć.

To znaczy?

Patrzyłam na tą 32-latkę, dla mnie młodą dziewczynę. I spytałam: "dlaczego masz kryzys?". Ona: "nie wiem dlaczego mam, przecież wszystko się układa. Mam męża, dzieci, pracę, powinnam być szczęśliwa, ale nie jestem". Powoli rozkładałyśmy jej: "wszystko jest okej" na czynniki pierwsze. I nagle się okazało, że żadna sfera tego "szczęśliwego" życia nie jest do końca w porządku. Bo mąż wraca coraz później z pracy, i rzadko ma ochotę na seks. Bo najstarsza córka ma problemy z czytaniem, bo szefowa w pracy jest despotyczna i mało elastyczna.

Każdy ma jakieś kłopoty, można by rzec.

Oczywiście. Ale są kłopoty, których nie możemy rozwiązać, i inne, które wręcz powinniśmy rozwiązywać, bo jeśli je zamiatamy pod dywan, któregoś dnia po prostu nie wstaniemy z łóżka. Powali nas życiowy kryzys.

Nie dziwię się, że trzydziestoletniej kobiecie nie chce się żyć, gdy nie ma wsparcia w mężu, nie uprawia z nim seksu, w pracy się męczy i czuje niezrozumiana przez szefową. Spytałam też: "a z kim o tym rozmawiasz? ". Usłyszałam: "z nikim". Kiedyś próbowała zwierzyć się mamie, ale mama tylko spojrzała na nią i rzuciła: "wstydziłabyś się narzekać". Smutne.

Raczej chyba typowe. Możesz narzekać, przez chwilę, jeśli spotkał cię życiowy dramat. Ale w naszym świecie nie wypada narzekać na szefową, nie wypada opowiadać o małżeństwie, szczególnie jeśli twój mąż to porządny facet.

Tylko z tych niewypowiedzianych drobiazgów urasta prawdziwa góra. Wrzucamy swoje kamyczki do ciężkiego plecaka. Tu kolejny raz sprzątnę po nim skarpetki, tam kolejny raz wysłucham koleżanki, która nigdy nie słucha mnie. Innym razem zduszę w sobie poczucie niesprawiedliwości w pracy. Zostanę dłużej. Znów zagryzę zęby. Będę miła dla mamy, choć ona wyraźnie faworyzuje siostrę, siostrze też nic nie powiem. Nie chcę jej urażać, dla ludzi trzeba być miłym.

Wie pani co się w końcu stanie? W końcu wywrzeszczę wszystkim, co czuję pod byle pretekstem. Zachowam się nieracjonalnie. Jak tornado w połączeniu z tajfunem. Albo zacznę chorować: mieć wrzody, migrenę, bóle kręgosłupa. Może się też zdarzyć, że któregoś dnia nie będę miała siły wstać do pracy. A inni powiedzą: o co jej chodzi, taka miła była, ma takie szczęśliwe życie.

To jak odróżniać te kłopoty, na które powinnyśmy reagować, od tych, na które nie mamy wpływu?

Nie mamy wpływu na chorobę kogoś bliskiego, nie mamy wpływu na to, że straciłyśmy pracę. Ale mamy wpływ na to, jak będziemy sobie z tym radzić. Ale żeby sobie z czymś radzić, musimy zdawać sobie sprawę z własnych emocji. A my tego nie potrafimy.

Drugi powód, dla którego kobiety tracą moc polega na tym, że za bardzo zajmujemy się innymi ludźmi. Strasznie niewdzięczne to zajęcie. Bo od ludzi płynie mnóstwo różnej energii, często złej. Żale, pretensje. Nie zrobiłaś, powinnaś, dlaczego. Basta, na miłość boską. Na samym początku trzeba przestać zajmować się wciąż innymi. Czy są zadowoleni, czy im pasuje. Możemy się przejmować dziećmi, ale też w ograniczonym zakresie. Największa praca jaką mamy do wykonania polega na dystansie.

Jak go zbudować?

Zrozumieć swoje prawdziwe uczucia, racjonalnie spojrzeć na innych. A potem zająć się tym, na co mamy wpływ. I przestać się tak zadręczać relacjami. Wiele kobiet przychodzi i mówi: bo mąż to, przyjaciółka tamto, dziecko jeszcze coś innego. Zawsze mówię: odetchnij, porozmawiajmy o tobie.

I?

I one często nie potrafią rozmawiać o sobie. Mówię: nie myśl co szefowa, co podwładna, co mama, co siostra, mąż. Powiedz, jak ty . I nagle się okazuje: ona jest zła na męża, jest zła na siostrę, na matkę. Zajmowała się też nimi, żeby nie zajmować się sobą. Bo teraz trzeba coś z tą złością zrobić, na przykład powiedzieć o niej bliskiej osobie, a to się wiążę z konfrontacją. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi. Ważne, by w momencie, gdy czujemy, że już dłużej nie damy rady, zastanowić się dlaczego. A nie, na przykład, sięgać po tabletki czy alkohol, które, owszem, koją nerwy, pomagają przetrwać, ale niczego nie rozwiązują, bo wciąż tkwimy w tym samym, gównianym punkcie.

Gonisz za lepszym samopoczuciem, perfekcją, spełnieniem? To pułapka, w której wszyscy żyjemy!

Powiedziała mi pani niedawno: "Polacy masowo biorą psychotropy, nie rozumiem tego".

Bo nie rozumiem. Przemysł farmaceutyczny kwitnie. Leki psychotropowe są coraz lepsze. I my tak łykamy te tabletki i zamykamy się w swoich mieszkaniach, swoich samotnościach, zasypiamy ukojeni chemią i zapominamy o najważniejszym. To inni ludzie są w stanie nam pomóc. To przez ich doświadczenia możemy pójść dalej.

Ludzie od wieków mają podobne problemy, zmieniają się tylko okoliczności. Niszczy nas strach, brak miłości, samotność, zazdrość, zawiść. Od pokoleń w kryzysach pomagali przetrwać inni ludzie, chorym, cierpiącym człowiekiem zajmowali się bliscy. To jest najlepsze lekarstwo: pomoc, zrozumienie, współczucie. I nie potrzeba nam nim poza tym.

Poza, oczywiście, sytuacjami, gdy depresja jest wynikiem biochemicznych zmian w mózgu. Wiem, że są sytuacje, gdy leki są niezbędne. Ale to wcale nie zdarza się tak często! Mnie to strasznie irytuje. Bo moda na tabletki nie ma nic wspólnego z propagowaniem zdrowego stylu życia, to propagowanie choroby.

Teraz jest taka moda, by pisać teksty o mądrym pocieszaniu. "Wszystko będzie dobrze" to słowo zło.

E, nie mogę znieść tego "psychologicznego" czepiania się. Dlaczego zło? Każdy pociesza, jak umie. A czasem ten dystans drugiej osoby pomaga.

Miałam pacjentkę, która dowiedziała się, że jej syn jest gejem. Kompletnie ją to załamało. Mieszkała w niedużej miejscowości, odwróciła się od syna, zaczęła pić. Rozmawiając z nią, szanowałam jej uczucia, ale też pokazywałam inną stronę. Halo, on jest gejem. Nie żyje jakbyś chciała, ale pogodzisz się z tym. Próbowałam rozumieć jej emocje, jednocześnie mówiąc: każdy z nas ma inną drogę. Może to było głupie, ale co miałam jej powiedzieć? Płakać nad nią?

Inni ludzie mogą dać nam dystans. Nie obrażajmy się o proste słowa pocieszenia. My, w szale swoich emocji nie widzimy pewnych rzeczy. To naprawdę nic takiego, że odszedł mąż, ja przeżyłam, zobacz, żyję. Też dasz radę. Twoje dziecko ma problemy z czytaniem? Matko, mój też masakra. Straciłaś pracę? Teraz ci przykro, ale za pół roku będziesz w innym miejscu, i nigdy byś do tego nie doszła, gdyby nie to zwolnienie.

Niech znajdzie pani lekarza, który będzie wolał zamiast wypisać receptę, porozmawiać, dociec problemów, posiedzieć godzinę, z troską dowiedzieć co się dzieje. A to często, by wystarczyło.

Ale są też prawdziwe dramaty. Co możemy najlepszego zrobić dla siebie w trudnych chwilach?

Zadbać o siebie. I zmuszać się do aktywności. Leżenie w łóżku z lodami to rozwiązanie na jeden, dwa dni. Potem trzeba wziąć się w garść. Człowiek nie jest amebą. Jeśli mamy powyżej 13 lat, naprawdę mamy narzędzia, by radzić sobie w kryzysie. Ale nie radzić, jak maszyna. W sensie wykonywanych fizycznych czynności. Ale szukać rozwiązań.

Czytać książki psychologiczne, zapisywać się na warsztaty, uprawiać sport. Pierwsze zalecenie przy depresji to godzina szybkiego ruchu.

I to tak działa?

Tak, bo dotleniamy mózg, a to w mózgu toczy się nasze życie uczuciowe. Jeśli mózg jest gnuśny, zmarkotniały, co chwila docierają do niego złe wiadomości, my też jesteśmy gnuśni.

Druga rzecz, niektóre przeżycia ludzkie naprawdę są dramatyczne. Ale rozmawiajmy z ludźmi o tych, co przeżywamy. Przyjaciele to odpowiedź na wszystkie cierpienia.

Pani tak zawsze szukała ratunku u innych ludzi?

Pewnie. Na początku siłę dawała mi mama, koleżanki, potem nawet sąsiadki. Pamiętam, jak dzieci były małe. Miałam totalny kryzys, wydawało mi się, że zwariuje. Sąsiadka mówiła: "Zostaw to, chodź na kawę". I po tej kawie jakby umysł mi się rozjaśniał. Sąsiadka odprawiała czary? Nie, mówiła: "Dasz radę, ja dałam, będziesz się z tego śmiała". Przekazywała mi moc, której wtedy nie miałam.

Dziś tę moc też dają mi inni ludzie. Mój mąż (prof. Wiktor Osiatyński - dop.red.) bardzo choruje. Wychodzę jakiś czas temu rano na spacer z psem. Spotykam sąsiada, pyta co u mnie, łzy mi ciekną, mówię: "ciężko…". On łapie smycz i mówi: "Pani Ewo, niech pani da tego psa, ja go wezmę na spacer, pani odpocznie, wypije kawę". Zalała mnie fala ciepła. Cud się stał? Nie, znów siłę dał mi inny człowiek. Z dołka nie wykopiemy się sami. Bo to tak jakby wpaść do wielkiego kanału i wierzyć, że wydobędziemy się z niego sami, z pomocą naszych sznurówek. Że z nich zrobimy linię dzięki, której wyjdziemy z dołu. Nie, musimy stanąć i krzyknąć: "halo, pomocy". I ta pomoc na pewno przyjdzie. Obiecuję. Nie z tej, to z innej strony.

Polecamy: Wizualizuj i... działaj! Samo myślenie o szczupłej sylwetce i/lub szczęściu w życiu to za mało
Więcej inspirujących wywiadów i rozmów z ciekawymi ludźmi na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/8 miesięcy temu
Podziwiam i lubię tę panią psycholog za mądrość życiową, odwagę oraz prawdę/szczerość wypowiedzi.
/8 miesięcy temu
Mądre i sama prawda...