POLECAMY

Śmiechem w raka

Sokratesowi przypisuje się powiedzenie „Dla cierpiących najmniejsza radość jest wielkim szczęściem". Co jednak, gdy tym cierpiącym jest dziecko, a źródłem cierpienia – rak lub inna trudna choroba? Czy śmiech może być lekiem na ból – zarówno ten fizyczny, jak i psychiczny? I w końcu: co małym pacjentom daje śmiechoterapia? Na te pytania odpowiedział nam Marcin Dudek, dyrektor Fundacji Czerwone Noski Klown w Szpitalu.

Śmiechem w raka fot. Czerwone Noski

Zacznijmy od początku. Na czym polega praca klownów w szpitalach?

Czerwone Noski niosą radość i uśmiech chorym i cierpiącym dzieciom – tak w najprostszy sposób opisujemy swoją misję. Nasi klowni prowadzą tzw. art terapię i jak w każdej terapii nasze działania są uwarunkowane przez konkretne potrzeby pacjentów. Czasem praca klownów polega na odwróceniu uwagi dziecka od nieprzyjemnych zabiegów i procedur medycznych. Proszę wyobrazić sobie pokój zabiegowy w szpitalu. Białe ściany, kafelki, fotel i zestaw narzędzi, strzykawek... Nic przyjemnego. Klowni poprzez swoją obecność zmieniają to nieprzyjemne miejsce w małą scenę teatralną. Na takiej scenie jednorazowa rękawiczka staje się rekwizytem-lalką, która wciąga małego pacjenta w interakcję. To jest teatr, którego uczestnikiem jest pacjent. Gdzieś w tle pobierana jest krew lub podawane są leki, ale dzięki klownom te czynności przebiegają w sposób niemal niezauważony przez dziecko.

Zdarzają się też sytuacje trudniejsze, tak jak w Klinice „Budzik”, która zajmuje się terapią pacjentów po ciężkich urazach mózgu.  Z „Budzikiem” Czerwone Noski współpracują niemal od początku jego istnienia. Czasem wydaje się, że z pacjentem w śpiączce nie ma żadnego kontaktu lub jest on bardzo ograniczony. Ale my wiemy od lekarzy i od tych pacjentów, którzy zostali wybudzeni ze śpiączki, że ta obecność klownów jest potrzebna i ma sens. Pacjenci, których udaje się wybudzić, często pamiętają klownów z czasu, kiedy byli jeszcze w śpiączce.

Chcemy być także wsparciem dla lekarzy. Przecież postępy w leczeniu w ogromnym stopniu zależą od pozytywnego nastawienia pacjenta, a radość i śmiech wyzwalają siłę potrzebną do walki z chorobą.

Wiele osób utożsamia działalność klownów z głupimi minami, przewracaniem się i mało lotnymi żartami – takimi, które możemy obserwować na cyrkowej arenie. Jak bardzo praca klownów w Państwa Fundacji różni się od tego stereotypu?

Duże znaczenie w pozytywnym wizerunku klowna ma jego styl. Proszę zauważyć, że nasi klowni nie są mocno umalowani, nie noszą kolorowych peruk i poliestrowych kostiumów dostępnych w każdym sklepie cyrkowym. Ich kostiumy to dzieła autorskie. Nowi klowni otrzymują biały fartuch z logo fundacji, ale potem tygodniami pracują nad oryginalnością stroju, czerpiąc wiedzę i pomysły od bardziej doświadczonych kolegów.

Oczywiście nie da się uniknąć nawiązania do najlepszej tradycji cyrkowej, ale żeby być klownem w szpitalu, nie wystarczą jedynie tricki, miny i tzw. proste numery, jak potykanie się, o którym pani wspomina. W czasie kilkumiesięcznej rekrutacji (castingi oraz warsztaty) wybieramy na klownów ludzi, którzy są błyskotliwi i mają gen twórcy. Dzięki temu wiemy, że nigdy nie zabraknie im pomysłów na humor sytuacyjny, bo w pracy klowna najważniejsza jest improwizacja – klowni odpowiadają na zapotrzebowanie pacjentów i spontanicznie tworzą występy w szpitalu.

Wielu z naszych artystów to muzycy, którzy w czasie wizyt grają mini-koncerty. Dzieci to uwielbiają. Kilkoro naszych klownów z Krakowa ma swoje zespoły muzyczne, a nasi klowni z Poznania to na co dzień komicy w kabarecie Czesuaf. Jedna z naszych klownic, Joasia Ewa Zawłocka, to wokalistka zespołu Miąższ, która koncertowała na scenach festiwali takich jak: KFPP Opole, Heineken Opener, Sopot Top Trendy, a teraz bierze udział w konkursie „Pamiętajmy o Osieckiej”. Znakomita większość naszego zespołu to artyści, którzy na co dzień są związani ze sceną.

fot. Czerwone Noski

W jaki sposób śmiech wpływa na samopoczucie?

Jakie są cienie i blaski tego zajęcia?

Wizyty na oddziałach onkologicznych czy w hospicjum nie są łatwe i raczej nie wysyłamy tam zupełnie nowych klownów. Kiedyś nasi artyści poszli na wizytę dzień po tym, jak na oddziale zmarło dziecko. To chyba najtrudniejsza z możliwych sytuacji. Na wizytę szła wtedy para naszych najbardziej doświadczonych klownów, Ania i Jim Williams. To dzięki ich doskonałemu wyczuciu sytuacji i umiejętnościom wizyta klownów okazała się być wtedy bardzo potrzebna i pomocna.

Maciej Morze, artysta związany z nami od kilku lat, napisał kiedyś po wizycie w szpitalu:

Przed publicznością w teatrze aktorzy coś udają, a widzowie sprawdzają, czy aktorzy robią to dobrze. Śmiech publiczności i owacje na koniec to dowód dobrze wykonanej pracy artysty. W szpitalu występ bardziej przypomina pojedynek z niezwykle silnymi przeciwnikami: bólem, strachem, bezradnością. Tu nikt nie przyszedł, aby się pośmiać, nie mam co liczyć na owacje na stojąco, oklaski i recenzję w rubryce kulturalnej jutrzejszej gazety. Moim zwycięstwem jest ledwie pięć sekund zainteresowania w oku dziecka. Chwila, w której przestaje ono płakać w drodze na kolejne tego dnia pobieranie krwi. Moment, w którym ku przerażeniu matki zrywa się z łóżka, aby dołączyć do nas, zapominając, że jest podłączony wenflonem do kroplówki.

Co daje chorym dzieciom spotkanie z klownami? Jakie dzieci korzystają z ich pomocy?

Za przykład niech posłuży nasz autorski program „Supersprawni", w którym nasi aktorzy-klowni uczą dzieci umiejętności teatralnych, muzycznych czy cyrkowych. Następnie dzieci z klownami przygotowują przedstawienie dla swoich kolegów, rodziców i personelu szpitala. Hasłem przewodnim jest walka z chorobą. Poprzez takie działania dajemy dzieciakom zastrzyk wiary w siebie, we własne możliwości, w to, że pozytywny wynik terapii zależy także od nich samych, od wiary w ostateczne pokonanie choroby. Przy okazji uczymy miękkich umiejętności, które przydają się bardzo w dorosłym życiu.

Nasze działania to jednak przede wszystkim regularne wizyty na oddziałach szpitalnych. Rocznie odwiedzamy ponad 6000 dzieci w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Mamy nadzieję, że tych miejsc będzie przybywać. Z pomocy Czerwonych Nosków korzystają dzieci z różnych oddziałów: diabetologicznych, onkologicznych czy rehabilitacyjnych. Jedynym ograniczeniem jest ochota dziecka do udziału w terapii oraz kwestie związane z bezpieczeństwem pacjentów. Nasi klowni są zawsze w kontakcie z personelem medycznym i wiedzą, jaki reżim jest wymagany na poszczególnych oddziałach. 

​fot. Czerwone Noski

Wróćmy do podstaw. Co w zasadzie daje nam śmiech? Jaka jest jego rola w procesie zdrowienia?

Jest takie powiedzenie, że śmiech trwa krótko, ale wspomnienie o nim bardzo długo. Czasem po latach pamiętamy, jak dobrze bawiliśmy się, śmiejąc się do łez. Mamy nadzieję, że spotkania z naszymi klownami na długo pozostają w pamięci dzieci, bo naszą rolą jest pozytywnie nastawić pacjenta do walki z chorobą. Poza tym dobrym nastawieniem za dobroczynnym wpływem śmiechu kryje się szereg czynników biologicznych.

Według licznych badań śmiech wpływa na produkcję dopaminy, serotoniny i endorfin. W dużym skrócie: dopamina odpowiada za dobrą pamięć i koncentrację; serotonina wpływa na dobry nastrój, ale wpływa też na dobry sen, bo w nocy przekształca się w melatoninę. Z kolei endorfiny powodują euforię, uśmierzają ból, podnoszą nastrój i pewność siebie. Nasz organizm pod wpływem śmiechu uwalnia również hormon wzrostu oraz substancje, które wspomagają układ odpornościowy.

Śmiech ma też wpływ na system oddechowy. Kiedy się śmiejemy, zwiększamy zawartość tlenu i poszerzamy objętość płuc. Można powiedzieć, że uwalniamy nasze płuca od „starego" powietrza i wymieniamy je na nowe, pełne tlenu.

Co ciekawe, naukowcy wykazali też związek między śmiechem a pracą układu krwionośnego. Kiedy się śmiejemy, cząsteczki kwi przepływają z dużą prędkością przez nasze tętnice, naczynia krwionośne zwiększają swą objętość. Dzięki temu transport krwi przebiega sprawniej, ciśnienie krwi obniża się, a serce odpoczywa, bo bije wolniej.

Temat wpływu śmiechu na zdrowie bardzo nas interesuje i obecnie poszukujemy ośrodka naukowego, który wspólnie z nami przeprowadziłby badanie dotyczące wpływu śmiechu na naszych pacjentów w Polsce.

Czy klowni pomagają też chorym dorosłym?

Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będziemy odwiedzać placówki geriatryczne w Polsce. Na razie w naszych działaniach koncentrujemy się na dzieciach, choć warto dodać, że w czasie wizyt zawsze dużo uwagi poświęcamy rodzicom i personelowi medycznemu.

Jak można stać się klownem zaangażowanym w śmiechoterapię?

Trzeba przejść przez casting, a następnie kilkumiesięczne szkolenie, które składa się przede wszystkim z warsztatów praktycznych i wizyt w szpitalu pod okiem doświadczonych kolegów i coachów. Bardzo dużą uwagę przywiązujemy do szkolenia klownów. To dzięki ich odpowiedniemu przygotowaniu możemy mówić o sukcesie naszych działań. Nie do przecenienia jest know-how, który otrzymujemy od Red Noses International – naszego partnera, największej w Europie organizacji zajmującej się klowningiem medycznym. Wszystko to sprawia, że nasi klowni to zgrany zespół niezwykle kreatywnych i pełnych energii ludzi, wzajemne czerpiących od siebie inspirację. 

Czym jest śmiechoterapia i kiedy się ją stosuje? 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)