POLECAMY

Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni? (I nie, nie jest to ciało)

„U mężczyzn obszary najbardziej narażone na wstyd to: brak sukcesu finansowego, okazywanie emocji i wykazanie niewiedzy. Mężczyznom trudno jest pokazać, co ich boli, bo ciężko im przyznać, że coś w ogóle ich rusza. Wydaje im się, że powinni być cool, tacy »bez nadmiernej ekscytacji«” - mówi Joanna Chmura, psycholożka, trenerka, terapeutka w Urodzie Życia 9/2017

/ tydzień temu
Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni? (I nie, nie jest to ciało) www.unsplash.com

Krystyna Romanowska: Dlaczego męska wrażliwość jest takim ważnym tematem?

Joanna Chmura, psycholożka, trenerka, terapeutka: Kiedy kilka lat temu zaczęłam robić warsztaty o wstydzie, czyli o lęku przed tym, jak odbiorą nas inni, i okazało się, że zapisują się na nie głównie kobiety. Pomyślałam więc, że muszę prowadzić podobne spotkania dla mężczyzn, bo wstyd wcale ich nie omija i też zbiera spore żniwo. Po pół roku udało się i zebrałam pierwszą grupę na edycję męską i tym samym rozpoczęłam pracę z mężczyznami, z ich wstydem i wrażliwością.

Pochwała krągłości. Dlaczego kobiety wierzą, że chude jest piękne? O tym, co jest sexy rozmawiamy z psychologiem

No i?

Z perspektywy czasu myślę, że to był znakomity pomysł i bardzo pouczające doświadczenie. Jeden z momentów takiego męskiego warsztatu szczególnie zapadł mi w pamięć. Wraz z uczestnikami oglądaliśmy film, w którym Brené Brown opowiada swoją historię. Musiała zostawić sześciomiesięczne dziecko, bo chciała pojechać do Los Angeles na spotkanie noblistek. I miała klasyczny dylemat: praca czy rodzina. A potem ktoś ją ocenił, że ponieważ wybrała podróż, to jest fatalną matką. „I co panowie na taki dylemat?” – zapytałam. „Ale w czym problem?” – zdziwili się. Zdębiałam. Zostawienie kilkumiesięcznego dziecka pod opieką innej osoby w ogóle nie kojarzyło im się z uczuciem wstydu. Dla nich było to zadanie do wykonania, którego realizacja wymagała wynajęcia opiekunki. Wtedy mocno poczułam, że męski wstyd i wrażliwość dotyczą zupełnie innych obszarów życia niż u kobiet.

Jakie to obszary?

U mężczyzn obszary najbardziej narażone na wstyd, czyli takie, w których negatywnej oceny boją się najbardziej, to: brak sukcesu finansowego, okazywanie emocji i wykazanie niewiedzy. Mężczyznom trudno jest pokazać, co mają „w duszy”, bo trudniej im przyznać, że w ogóle ich coś rusza. Przecież są tacy cool, tacy „bez nadmiernej ekscytacji”. Mają być przewidywalni, mieszczący się w wyraźnie przez społeczeństwo określonej amplitudzie. Nie mogą nadawać na wysokim C. Na tym pierwszym męskim warsztacie jeden z uczestników powiedział mi ze łzami w oczach: „Wkur… mnie, jak widzę swoje dzieci spontaniczne i radosne. Tęsknię za uczuciem dziecinnej radości. Zazdroszczę im, że ją tak swobodnie okazują. Brakuje mi takiej spontaniczności. W  moim zawodzie prawnika nie mam na to przyzwolenia”. Słyszę od nich przeróżne rzeczy: „Jestem beznadziejnym mężem, który się do niczego nie nadaje, bo nie umiem wyleczyć żony chorej na depresje, a przecież facet jest od działania”. „Nie daję sobie rady w  łóżku. Wstydzę się, że nie potrafię mieć wytrysku »do kobiety«, tylko poza. Co ze mną jest nie tak? I  nie, nie pójdę do żadnego lekarza, bo to tylko potwierdzi”. „Nie przyznam się przed narzeczoną, że mój przyszły teść mnie przeraża, bo przecież facet ma być silny”. „Nie przyznam się przed żoną, że straciłem pracę, bo co ze mnie za facet – mam być zaradny”. „Proszenie o pomoc, w  ogóle nie wchodzi w grę, bo sam muszę wszystko ogarnąć, to ja mam być filarem, inni nie mogą wiedzieć, że ja też się boję”. „Nie pójdę do  psychologa, bo to wstyd, jak to o mnie będzie świadczyć”.

Faceci są bardziej powściągliwi. Można powiedzieć, że działają, jakby emocje były u  nich przytępione. A żeby żyć zdrowo, trzeba robić emocjom przestrzeń.

To smutne.

Bardzo. Ostatnio prowadziłam warsztat w ramach programu rozwoju talentów. I jak to warsztaty rozwoju kompetencji, czasami wywołują entuzjazm, śmiech, czasem zdziwienie, niepewność, a nawet złość – dają przestrzeń na różne emocje. Kobiety wchodzą w to łatwiej. Faceci są bardziej powściągliwi. Można powiedzieć, że działają, jakby emocje były u  nich przytępione. A żeby żyć zdrowo, trzeba robić emocjom przestrzeń. Oni bardzo często zamiast po prostu pobyć ze swoim smutkiem, radością, wściekłością czy miłością, próbują je za wszelką cenę stłumić. Piją, uprawiają sporty ekstremalne, wpadają w pracoholizm czy seksoholizm. Jedzenie, seks, Facebook, alkohol stają się dla nich znieczulaczem pozwalającym przetrwać niewygodne emocje.

Kto im zabrania eksplodować radością?

My. My – kobiety. My – społeczeństwo. Jeden z moich klientów to zawodnik MMA. Powiedział mi kiedyś: „Tuż przed wejściem na matę to jest jedyny moment w życiu, kiedy czuję, że mogę przyznać się do strachu. Kiedy jestem o krok od tego, żeby dostać po mordzie, nie będę udawał, że się nie boję”. Okazywanie emocji poza ringiem jest ilustracją hasła: „Stary, co z tobą nie tak? Nie radzisz sobie z emocjami, to jak masz radzić sobie z życiem?”.

To TWOJA wina?! On odchodzi do młodszej przez... żonę i dzieci. Ten wywiad może cię wyprowadzić ze strefy komfortu

Czyli używa ciężkiego sportu, żeby pokazać i poczuć prawdziwą słabość?

Tak. Tam paradoksalnie jest na to przyzwolenie. Jak dostaniesz w twarz, to ci się leje krew, więc nikt się nie dziwi, że się boisz oberwać. Jest przyzwolenie na ból. Upadasz, bo ci ktoś przywalił. Tam można upadać, można cierpieć, można zapłakać.

Można się bać. A w realnym życiu nie?

Nie. Dlatego tak niewielu mężczyzn decyduje się na te warsztaty. Myślą sobie: jeżeli przyjdę na warsztat o odwadze, o  wstydzie, to przyznam się, że coś ze mną nie tak, więc co ze mnie za facet?

Do czego jeszcze się nie przyznają?

Do poczucia braku wpływu, sprawczości. Kiedy wkładają w coś wysiłek, a to nie przynosi rezultatu. Uważają, że są coś warci, jeżeli ich działania przynoszą efekty. Jeżeli tak się nie dzieje, myślą, że coś z nimi nie tak. Np. w relacji: on próbuje pomóc, a druga strona milczy. Albo druga strona jest chora i potrzebuje specjalisty, którym on nie jest, więc trudno mu to znieść. Na warsztatach w Londynie mężczyźni mówili, że czują, jakby społecznie ciążyła na nich powinność, konieczność, przymus, żeby ciągle się sprawdzać w życiu prywatnym, w seksie, pieniądzach, pracy. Muszą wszystko wiedzieć i nie można wytknąć im niewiedzy. Tego się bardzo boją: wytknięcia braku kompetencji. A to wszystko buduje cholernie ciężkie ramy do zmieszczenia się.

Nierealne wymagania i znikąd wsparcia?

Tak. Było dla mnie dużym zaskoczeniem, kiedy podczas warsztatów usłyszałam, że zazdroszczą kobietom spotykania się w grupach i wzajemnego wspierania. U  nich spotkania mają zadaniowy charakter: zróbmy coś albo napijmy się. Ciężko znoszą także wzajemne porównywanie się. Kobiety – wiadomo – porównują się wyglądem, oni – osiągnięciami, dokonaniami, zainteresowaniami: kto dalej, szybciej, bardziej. Myślę, że dla nich ekstremalnym wyzwaniem w dzisiejszych czasach jest pozwolenie sobie na bycie wrażliwym, wyrozumiałym i łagodnym dla siebie samego. W kontekście biznesowym jest to rzadkie, aby ktoś mi uwierzył, że bycie łagodnym dla siebie doprowadzi dalej i wyżej niż dowalanie sobie i biczowanie się. Oni się łatwiej i  częściej zajeżdżają niż kobiety.

Zmęczony równa się słaby?

Tak. Jest mi słabo, więc jestem słaby. A  mam być silny. Zawsze i wszędzie. Dlatego dopuszczenie pomysłu o łagodności wobec siebie jest wyzwaniem ekstremalnym. Uczulam ich jednocześnie, że ta łagodność nie jest równoznaczna z pobłażaniem sobie i myśleniem: siądę na kanapie, bo nic mi się nie chce. Czwarty miesiąc z rzędu. Tutaj chodzi o takie uczciwe popatrzenie na siebie i  zadecydowanie, kiedy mogę docisnąć, a kiedy odpuścić.

Brak wyrozumiałości dla siebie widać po 40-latkach, którym zaczyna szwankować zdrowie.

Przecież jest mnóstwo mężczyzn, którzy siedzą na kanapie i nic im się nie chce.

Nie o nich mówimy. Łagodność wobec siebie to dawanie sobie prawa do odpoczynku. Bo facet ma prawo się zmęczyć. Bycie dla siebie łagodnym nie grozi przyrośnięciem do kanapy. Jeśli dla kogoś wartością jest rozwój, awans, sukces, także finansowy, to im bardziej będzie dla siebie wyrozumiały, tym większa szansa, że będzie wchodził w nowe projekty, podejmował nowe wyzwania, walczył o  nowych klientów, bo wie, że ma w sobie przyjaciela, który pomoże mu realizować cele, a nie kata wytykającego błędy. Brak wyrozumiałości dla siebie widać po 40-latkach, którym zaczyna szwankować zdrowie.

My, kobiety, ich ograniczamy? Nasza wina? Znowu?

I tak, i nie. Bardzo często słyszę od nich, że nie chcą zawieść partnerek czy rodzin, bo jest takie niewypowiedziane oczekiwanie, że one mogą być słabsze i  potrzebują wsparcia. Mężczyzna wstydzi się na przykład, że nie osiągnął sukcesu, bo koledzy mają już trzy domy, a on nie, więc pracuje po 60 godzin tygodniowo.

Brak spełnienia?

Tak, u źródła. „Niby wszystko jest okej, mam dwójkę dzieci, na narty zimą, na plażę latem, ale czuję, jakby to życie było papierowe, nie ma w nim smaku” –  mówią. Z domów wynieśli traktowanie emocji po macoszemu. Dzisiejszych 40-, 50-latków nikt nie pytał: jak się czujesz, czego potrzebujesz? Nie potrafili, często nadal nie potrafią, odczuwać i  nazwać swoich emocji.

Są odcięci od swojego ciała?

Jedyne sygnały, które najczęściej odczytują, to te fizjologiczne: głodny, śpiący, podniecony. Nie traktują emocji jako czegoś istotnego, jako pakietu informacji, które po prostu warto uwzględnić, bo poszerzają rozumienie siebie, sytuacji, a nawet świata. Co ciekawe, swojego ciała też się wstydzą, choć znacząco mniej niż kobiety, u których to jest wstyd numer jeden.

Jest dla nich ważne to, jak wyglądają?

Tak. Zwłaszcza dla 30-latków. Jak jesteś wysportowany, to oznacza, że dobrze zarządzasz sobą. Jeden do jednego. A ponieważ oni nie rozmawiają, tylko działają – muszą się szybko orientować, z kim mają do czynienia, więc robią to, sugerując się wyglądem. I uzależniają się od sportu. Mówią: „Nie mam problemu z  alkoholem”, ale przebiegają 10 maratonów w ciągu roku i w ten sposób starają się przytępić jakieś uczucia. Zapominamy, że równolegle z dbaniem o ciało trzeba dbać o psychikę.

„Za niepolubioną cipką prawie zawsze stoi jakiś buc”. Ten wywiad powinna przeczytać każda kobieta!

Co byś powiedziała mężczyznom, którzy nie trafią na twój warsztat? Jak mają zarządzać swoją wrażliwością?

Rozmawiałam kiedyś z jednym z  najlepszych zawodowych crossfitowców w Polsce o tym, czego uczy cross-fit. Powiedział mi, że w tej dyscyplinie nie ma szans na ukrycie porażki, bo wszystkie wyniki wypisywane są na tablicy, czyli widoczne dla wszystkich. To uczy umiejętności radzenia sobie z  porażkami, gorszymi wynikami i tego, co sport najlepiej ilustruje – nie udało ci się, ćwiczysz i wracasz. Ale do tego potrzebne jest wsparcie. Dla niego osobą, do której może wrócić i powiedzieć: „Zawaliłem, jestem beznadziejny”, jest jego żona. Ta potrzeba poszukania wsparcia jest w ludziach ogromna. Dlatego moja pierwsza rada dla mężczyzn: nie starajcie się być nadludzcy. Macie prawo do dzielenia się z innymi tym, co jest w waszych duszach, co was cieszy i co was boli, co was przestrasza i co was uspokaja. Jeśli nie macie takich przyjaciół, zwróćcie się do psychologa, coacha, terapeuty i  budujcie rozumienie tego, co jest w  środku. Drugi ważny krok: nikomu nie służy, że udajecie przed całym światem, jak jesteście we wszystkim świetni, bo to statystycznie po prostu niemożliwe. Trzeci: jeśli zależy wam na budowaniu relacji z  kobietami, to nie ma nic bardziej pociągającego niż wrażliwy, otwarty na siebie i innych facet.

Wrażliwość nie jest wstydem, wrażliwość jest siłą.

Trudno w to uwierzyć, ale tak. Odsłanianie siebie jest oznaką ogromnej siły. A nie ma nic bardziej seksownego niż świadomy tej siły facet.

Więcej tekstów z Urody Życia - polecamy!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)