POLECAMY

Przeterminowane mięso i połowy porcji – kontrola sanepidu nie pozostawia złudzeń: w polskich szpitalach pacjenci są skazani na głodówkę

Na talerzu sucha bułka, kawałek masła i bliżej nieokreślona maź. Albo parówka i kromka chleba. To nie racja żywieniowa w więzieniu tylko szpitalna rzeczywistość.

Marta Nowak / 6 miesięcy temu
Przeterminowane mięso i połowy porcji – kontrola sanepidu nie pozostawia złudzeń: w polskich szpitalach pacjenci są skazani na głodówkę fot. fan page Szpitalny posiłek (https://www.facebook.com/szpitalnyposilek/?fref=ts)

Lato, jeden z dużych warszawskich szpitali. Oddział rehabilitacyjny. Pacjentki leżą w łóżkach – większość jest po wypadkach, ma problemy z poruszaniem się. O siedemnastej salowa dostarcza kolację: najpierw pyta, kto chce herbatę, po czym przy każdej chorej stawia talerzyk z jedzeniem. Na nim leżą dwie kromki niezbyt świeżego chleba, plaster wędliny (mortadela?) i odrobina masła. „To wszystko?” – pytam zaskoczona. „Dziecko, gdybym miała żywić się tylko tym, co tu podają, umarłabym z głodu” – mówi mama i tak jak inne pacjentki sięga do stojącej przy swoim łóżku szafki. Po chwili na talerzach lądują przyniesione przez innych członków rodziny bułki, pomidory, ogórki i wędliny. Jest szansa, że każdy się naje.

Ta sytuacja to nie wyjątek – szpitalne jedzenie od lat jest kojarzone z głodowymi racjami, nieświeżymi produktami i brakiem podstawowych składników odżywczych w porcjach (tak przecież potrzebnych chorym). W sieci pełno jest memów porównujących posiłki w szpitalach i więzieniach (te drugie wyglądają zazwyczaj dużo lepiej i są większe!), powstają też fanpage i filmy pokazujące, co muszą jeść pacjenci oddziałów w całej Polsce. Mimo to nie robimy nic, by coś zmienić. A sytuacja jest dramatyczna, co pokazały niedawne badania sanepidu i Inspekcji Handlowej.

Przeterminowane jedzenie i brak warzyw

W pierwszej połowie 2016 roku Państwowa Inspekcja Sanitarna skontrolowała posiłki w 284 szpitalach, które samodzielnie przygotowują jedzenie dla pacjentów. Badanie wykazało wiele nieprawidłowości, z których niewłaściwy stan sanitarno-techniczny urządzeń i pomieszczeń, za pomocą których i w których odbywa się gotowanie i przygotowywanie porcji, to chyba najlżejsze przewinienia…

Dużo większym problemem okazało się nie segregowanie żywności w lodówkach i… przechowywanie produktów, których termin przydatności do spożycia już dawno minął. Mogło się więc okazać, że pacjenci byli karmieni przeterminowanym jedzeniem.

Nieprawidłowości wiązały się też z samymi porcjami: okazało się, że są za mało urozmaicone, a na talerzach brakuje owoców i warzyw. Trudno temu zaprzeczyć, gdy przegląda się chociażby fan page „Posiłki w szpitalach” – na co drugim zdjęciu widnieje tam kromka chleba z mortadelą lub parówka w otoczeniu masła i bułki. Zamiast pełnowartościowego białka – produkty o niskiej wartości odżywczej, za to z dużą ilością tłuszczu, a także mięso oddzielone mechanicznie (tak zwany MOM). Pacjenci skarżą się nie tylko na to, że jedzenie wygląda często jak karma dla psa, ale też nieładnie pachnie i jest zwyczajnie niesmaczne. Według Państwowej Inspekcji Sanitarnej posiłki w skontrolowanych szpitalach mają ponadto zbyt niską wartość energetyczną i zbyt dużą zawartość soli.

Co gorsza, chorzy nie są informowani o składzie produktów, które są im podawane do jedzenia – nietolerancje pokarmowe lub reakcje alergiczne na oddziałach nie są więc rzadkością. W laboratoriach UOKiK sprawdzono na przykład, co znajduje się w podawanym w szpitalu sosie bezglutenowym i wykryto w nim 30 mg/kg glutenu – ilość szkodliwa dla chorych na celiakię i uczulonych na ten składnik (według przepisów produkt bezglutenowy może zawierać tylko do 20 mg/kg glutenu).

Do nie lepszych wniosków można dojść, zapoznając się z kontrolą Inspekcji Handlowej przeprowadzonej na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Inspekcja sprawdziła 99 firm cateringowych, które przygotowują posiłki łącznie dla 234 szpitali. Wnioski? Nieprawidłowości wykryto aż u 60% firm. Najczęstsze problemy wiązały się z nieprzestrzeganiem terminów przydatności produktów do spożycia, a także zaniżanie wielkości porcji w stosunku do deklaracji w jadłospisie – podawane pacjentom porcje były lżejsze nawet o ponad połowę!

Przykładowo firma miała podać porcje bitek schabowych, każda o wadze 80 gramów. W rzeczywistości jednak na talerze lądowały posiłki lżejsze o nawet… 50 gramów.

Mniejsze porcje to nie wszystko. Firmy cateringowe często nie przestrzegają też innych postanowień umów, które zawierają ze szpitalami – na przykład nie serwują całego, zapisanego w jadłospisie posiłku (pacjenci nie dostają kompotu do obiadu czy ogórka do kolacji…).

Czy coś się zmieni?

W efekcie po inspekcjach mandatami ukarano 27 osób. Ich łączna kwota do zapłacenia to 5,7 tysiąca złotych. Brzmi poważnie? Wystarczy proste działanie matematycznie, żeby dowiedzieć się, że to oznacza niecałe 212 zł na osobę… I nie jest to sytuacja odosobniona. Dwa dni temu na toruńskim portalu internetowym pojawiła się informacja, że jedna z firm dostarczająca posiłki do tamtejszego szpitala została po inspekcji ukarana grzywną wysokości 500 zł.

Wydana została decyzja o karze w kwocie 500 zł dla firmy cateringowej dostarczającej posiłki do jednego z toruńskich szpitali. Na razie nie możemy informować, o który szpital chodzi. Jeśli chodzi o zastrzeżenia do firmy, to nie było szczegółowych informacji o wykazie składników, a także alergenach w potrawach, co jest bardzo ważne dla konsumentów. Nie wszystkie składniki były wypisane. Akurat jeśli chodzi o Toruń, nie było tu oszustwa w gramaturze. Taką kontrolę zleconą przez UOKiK mieliśmy pierwszy raz 

– powiedziała Wiesława Szatkowska, dyrektorka delegatury toruńskiej Inspekcji Handlowej.

W internecie zawrzało – na forach i fanpage’ach pojawiły się wpisy oburzonych osób, które zauważyły, że tak niskie mandaty nie są żadną karą dla firm cateringowych i na pewno nie pomogą zwalczać oszukańczych procederów. Czy zatem polscy pacjenci będą już zawsze skazani na głodowe szpitalne porcje?

Niewiele wskazuje na to, że sytuacja szpitalnych cateringów wkrótce się zmieni. Tym bardziej, że rok temu apelowało o to do Ministerstwa Zdrowia sześcioro posłów PO.

Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej mówi jedynie, że szpital powinien zapewnić zakwaterowanie oraz adekwatne do stanu zdrowia wyżywienie. Z tego powodu placówki zdrowia nie są zobowiązane do przestrzegania jakichkolwiek ustaleń w tym zakresie. Jakość posiłków oraz ich wielkość zależy od decyzji dyrekcji
– napisali posłowie w interpelacji.

Posłowi chcieli wprowadzenia w szpitalach wysokości dziennej stawki żywieniowej, która pokryłaby zapotrzebowania pacjentów na substancje odżywcze. Niestety, spotkali się z odmową ówczesnego wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna.

Decyzja o wypracowaniu standardów w zakresie żywienia pacjentów spowodowałaby konieczność opracowania ogromnej ich liczby. Każda choroba, a także każde jej stadium, wymaga innego rodzaju żywienia. Nauka o żywieniu chorych wskazuje na konieczność opracowania indywidualnego żywienia, zmienianego nawet z dnia na dzień
– odpisał wiceminister.

Wiceminister zaapelował jedynie do rozsądku dyrektorów szpitali:

Szpitale, w kalkulacji kosztów leczenia, powinny wziąć pod uwagę, że nierozpoznane niedożywienie oraz niewłaściwe odżywianie w czasie leczenia jest czynnikiem przedłużającym zdrowienie i podnoszącym koszty leczenia. Prawidłowe odżywienie jest ważną częścią leczenia, liczba chorych zaś, u których w trakcie hospitalizacji stan odżywienia nie ulega pogorszeniu, jest istotnym wskaźnikiem jakości opieki w szpitalach
– napisał Sławomir Neumann.

Jak sprawdziliśmy, dzienne żywienie w szpitalu kosztuje czasem 14-16, a czasem zaledwie 10 zł. Ta kwota nie jest jednak w całości przeznaczana na jedzenie – zawiera też koszty przygotowania i dystrybucji posiłków. Kolacja za 2 złote nie jest zatem rzadkością. Chorym żywność przywozi więc zazwyczaj rodzina, która nie zawsze ma świadomość, co powinien jeść pacjent – szczególnie ciężko chory i po operacji. W innym przypadku pacjenci mogą opuścić szpital z niedożywieniem. Znane są też przypadki zatruć, które są szczególnie niebezpieczne chociażby wśród pacjentów onkologicznych.

Najgorsze w tej sprawie jest to, że my sami, jako pacjenci, niewiele możemy zmienić – prawo bowiem nie reguluje tej dziedziny szpitalnej rzeczywistości. Dyrektorzy placówek mogą jedynie przestrzegać zaleceń Instytutu Żywności i Żywienia. Wszystko rozbija się więc o finanse i dobrą wolę dyrektorów placówek.

Kogo i dlaczego nie obowiązuje kolejka w przychodni lub szpitalu?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)