POLECAMY

„Klientka rozebrała się, a wtedy…”, czyli obleśne historie z gabinetów kosmetycznych, które zdarzyły się naprawdę

Śmieszne, wstydliwe, a czasem straszne – takie są dla nas. Dla wielu kosmetyczek te historie to po prostu codzienność!

Marta Nowak / 3 miesiące temu
„Klientka rozebrała się, a wtedy…”, czyli obleśne historie z gabinetów kosmetycznych, które zdarzyły się naprawdę fot. Fotolia

Zapytałyśmy kosmetyczki o to, co okropnego przydarzyło się im kiedyś w pracy. Odpowiedzi były zaskakujące.

Te komentarze są tak obleśne, że aż wstyd je cytować… Przedstawiamy najbardziej żenujące teksty ginekologów

Za drzwiami gabinetu kosmetycznego

Zawód kosmetyczki przez wielu traktowany jest lekceważąco – wielu z nas błędnie myśli, że jest to zajęcie mało wymagające, które wykonywać mógłby w zasadzie każdy. W rzeczywistości jednak kosmetyczki i kosmetolodzy muszą dysponować sporą wiedzą, ponieważ obecnie często świadczą usługi będące na pograniczu kosmetyki i medycyny. Co więcej, ich zawód wiąże się także z posiadaniem umiejętności interpersonalnych, wyczuciem i znajomością zawiłych aspektów dotyczących funkcjonowania ludzkiego ciała. „Kobiety (czasem mężczyźni) przychodzą się zrelaksować, zapomnieć o świecie, ale czasem chcą się wygadać przy tym, wyżalić – więc trzeba mieć również cierpliwość, zrozumienie i oczywiście złota zasada: dyskrecja. Jesteśmy tak jakby terapeutami, a zarazem w naszych rękach jest siła czynienia drugiej osobie piękna” – pisze na jednym z forów internetowych kosmetyczka używająca pseudonimu „maaadziuuulka21”.

Kosmetyczki na co dzień stykają się z wieloma klientami – każdy z nich jest inny, ma inne przyzwyczajenia, sposób komunikacji i… inaczej dba o higienę. A czasem nie dba o nią tak, jak powinien. Czasem kosmetyczka jest więc świadkiem sytuacji krępujących i wstydliwych, nieraz niepokojących lub wręcz strasznych. Pole do ich zaistnienia jest szerokie zważywszy na to, że w gabinecie salonu kosmetycznego – w zależności od zabiegu, jakiemu się poddajemy – rozbieramy się nie tylko z butów, ale nieraz także i z bielizny, a więc praktycznie do naga.

Najbardziej obleśne komentarze ginekologów – historie naszych czytelniczek

Zebrałyśmy dla was historie kosmetyczek – z forów internetowych, zasłyszane w gabinetach, a także spisane od koleżanek w naszej redakcji, których znajome pracują w salonach kosmetycznych. Część z nich nas rozbawiła, inne wydały się nam okropne, wszystkie pokazują jednak, że praca kosmetyczki jest nieprzewidywalna, a za drzwiami gabinetu może zdarzyć się naprawdę wszystko!

Kosmetyczką jestem od lat, ale ze wszystkich paskudnych historii, które mnie spotkały w mojej pracy, najgorzej wspominam tę, która wydarzyła się, gdy zaczynałam pracować w małym osiedlowym salonie w Warszawie. Najgorsze jest to, że sama jestem sobie winna. Tego dnia przyszła do nas starsza pani, która poprosiła o obcięcie paznokci u stóp. Miała problemy ze schylaniem się, więc nie mogła zrobić tego sama. Poprosiłam, aby usiadła i zdjęłam jej buty. Niestety, jej paznokcie wyglądały okropnie – jakby nie obcinała ich od wielu miesięcy. Zaczynały się już podwijać. Nie wiem, jak dawała radę z nimi chodzić! Zaczęłam je obcinać i w pewnym momencie… jeden z paznokci wpadł mi do ust! To było obrzydliwe. Oczywiście była to moja wina, a nie klientki – byłam wtedy jeszcze niedoświadczona i nie zabezpieczyłam twarzy…

Ja byłam w okropnej sytuacji w gabinecie kosmetycznym, ale jako klientka. Otóż umówiłam się na zrobienie rzęs w salonie obok domu, cały zabieg był jednak dla mnie nieprzyjemny, ponieważ… pochylająca się nade mną kosmetyczka miała bardzo przykry zapach z ust. Naprawdę, trudno było go wytrzymać… Nie powiedziałam nic jednak, bo było mi głupio, chciałam to szybko załatwić, no i pani była bardzo miła, więc nie chciałam jej robić przykrości…  

Nie uważam, aby była to obleśna historia, ale za każdym razem, gdy ją komuś opowiadam, słyszę, że to „obrzydliwe”, więc może coś w tym jest. Otóż w zeszłym roku miałam klientkę, która zażyczyła sobie depilację bikini. Chciała usunąć wszystkie włoski, położyła się więc na kozetce od pasa w dół nago, a ja przystąpiłam do pracy. W pewnym momencie jednak stało się coś, czego żadna z nas nie przewidziała: klientka dostała okres. Najpierw byłyśmy zawstydzone, ale potem zaczęłyśmy się z tego śmiać. Cóż, miesiączka to ludzka, a w zasadzie kobieca rzecz!

Pewnego dnia akurat fryzjerki i stylistki od paznokci nie było, byłam z kosmetyczką, która właśnie szykowała się do wyjścia "na chwilę", miałam przypilnować interesu i ewentualnie odbierać tel. i obsługiwać solarium. Pech chciał, że zanim wyszła kosmetyczka, przyszedł mężczyzna na solarium, bo niby wrócił z Grecji i chciał podtrzymać opaleniznę. Spoko. Pokazałam pomieszczenie z łóżkiem lub ze stojącym, na to mężczyzna, że ma klaustrofobię i woli leżące. Okej. Jeszcze tamta kosmetyczka była, kiedy pan wchodził do pomieszczenia. Ja w tym czasie nastawiłam czas i kosmetyczka wyszła. Wtem szanowny pan wyłania się z pomieszczenia, chyba nie muszę pisać, że nago i mówi, że chciałby zostawić otwarte drzwi, bo ma klaustrofobię.. zmieszana odwróciłam się i odpowiedziałam, że okej, a sama stanęłam "za rogiem". Na to mężczyzna znów się wychyla z interesem na widoku i pyta o balsamy przyspieszające opalanie, dopytując szczegółowo który lepszy, a jaki skład a to, a tamto... Oczywiście ze strachu powiedziałam, że to wszystko jedno, nie znam się i proszę wejść do gabinetu... Uff... wszedł, chwila spokoju... Nagle pan krzyczy, że jak mam ochotę, to mogę wziąć krzesełko i usiąść obok niego i porozmawiać, bo jak chodzi do innych salonów to nikt się nie krępuje i fryzjerki i kosmetyczki z nim rozmawiają.... (…)Dla wszystkich po wszystkim było to zabawne, ale ja dalej wspominam to z ciarami na plecach.

Kiedyś koleżanka, która jest kosmetologiem, opowiadała mi, że wykonywała jakiejś klientce zabieg w okolicach intymnych, nie pamiętam już jaki, i w pewnym momencie ta klientka puściła głośnego bąka. Dodam: w twarz koleżanki. Nie wyobrażam sobie bardziej żenującej sytuacji – dla obu stron! Słyszałam też o klientkach, które przychodziły do salonu spocone, śmierdzące, nie dbające o higienę. Raz koleżanka-kosmetolog wspominała, że do jej gabinetu przyszła pani tuż po siłowni, nie wzięła nawet wcześniej prysznica!

Ja miałam w gabinecie taką zabawną sytuację: regulowałam brwi pewnej pani, hennowanie, przycinanie – generalnie trochę to trwało. Klientka zamknęła oczy, a ja działałam. W pewnym momencie słyszę „hrrrr… hrrrr” – okazało się, że pani, zmęczona po całym dniu, zasnęła mi na fotelu i zaczęła chrapać! Szkoda mi było ją budzić, więc zrobiłam to dopiero po zakończeniu pracy. Uśmiałyśmy się z tego obie!

Jeśli mam wytypować najgorszą sytuację, która mi się przytrafiła w trakcie pracy w zawodzie, to muszę chyba wspomnieć o tej, która wydarzyła się jakieś 3-4 lata temu. Do mojego gabinetu przyszła pani na pedicure. Wyglądała normalnie, schludnie ubrana, sympatyczna… Wszystko było dobrze do momentu aż zdjęła buty i moim oczom ukazały się jej stopy, a dokładniej paznokcie na stopach: miały żółto-brązowy kolor, były zgrubiałe, a same stopy – mówiąc delikatnie – wydzielały przykry zapach. Powiedziałam jej, że nie mogę wykonać usługi, ponieważ ewidentnie rozwinęła się u niej grzybica paznokci, z którą powinna jak najszybciej udać się do lekarza. Klientka nic sobie z tego jednak nie robiła, wciąż domagając się wykonania pedicuru. Byłam jednak twarda i odmówiłam.  Nie wiem, jak można być tak krótkowzrocznym… Ciekawe, czy pani faktycznie poszła do dermatologa, czy może znalazła inną kosmetyczkę, która zgodziła się spełnić jej prośbę…

Szczerze mówiąc jestem kosmetyczką od niedawna i miałam chyba tylko jedną naprawdę dziwaczną sytuację w swojej pracy – przynajmniej tylko ona przychodzi mi teraz do głowy. Wykonywałam depilację intymną klientce, dość młodej dziewczynie. Chciała usunąć włoski nie tylko z okolic bikini, ale też z okolic odbytu. Położyła się półnago na leżance, a ja usiadłam z przodu i chciałam zabrać się do pracy, gdy nagle zauważyłam, że ma coś przyklejone do „tego” miejsca z tyłu… Okazało się, że był to kleszcz! Klientka nigdy by go sama nie zauważyła. Poleciłam, aby udała się z nim do lekarza. Gdy się ubierała, jeszcze chwilę rozmawiałyśmy i powiedziała mi, że dzień wcześniej była ze znajomymi w parku, zachciało jej się siusiu, a że nigdzie nie było żadnej toalety, zdecydowała się więc załatwić potrzebę na trawę, za drzewami. To na pewno wtedy wbił jej się ten kleszcz. Swoją drogą miała dużo szczęścia, że akurat dzień później była umówiona do mnie na tę depilację!

A może znacie inne, podobne historie, które rozegrały się w gabinetach kosmetycznych? Czekamy na wasze opowieści!

Tego nie rób podczas wizyty, czyli co najbardziej denerwuje ginekologów?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)