POLECAMY

7-letniej Nikoli nie przyjęto do szpitala. Dziewczynka zmarła. Prokuratura prowadzi śledztwo

Nikola niedawno przeszła ospę wietrzną. Miała bardzo wysoką gorączkę, wymioty i silną biegunkę. Mimo bardzo poważnego stanu dziewczynki nie przyjęto natychmiast do szpitala. Czekała na izbie przyjęć aż w końcu zmarła.

/ 4 miesiące temu
7-letniej Nikoli nie przyjęto do szpitala. Dziewczynka zmarła. Prokuratura prowadzi śledztwo fot. Fotolia.com

Przyczyna śmierci 7-latki z Pluskowęs niedaleko Chełmży będzie znana po czwartkowej sekcji zwłok. Jednak już wiadomo, że dziewczynka pomimo poważnego stanu nie została przyjęta do szpitala. Na ostrym dyżurze czekała blisko cztery godziny.

Rodzice Gabrysia błagali o pomoc, dziecko zmarło! Lekarze mówili, że nic się nie dzieje!

Z ustaleń radia RMF FM wynika, że lekarz pierwszego kontaktu po zbadaniu Nikoli polecił zawieźć ją natychmiast do szpitala. Dziewczynka była tak osłabiona, że nie miała już siły chodzić. Jednak w szpitalu powiatowym w Chełmży mimo alarmów rodziców, Nikola czekała na przyjęcie kilka godzin. W końcu zmarła. Sprawę prowadzi już Prokuratura Rejonowa Toruń-Wschód. Jak poinformował Polską Agencję Prasową Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu, obecnie wiele zależy od materiałów z policji. Do tego czasu podjęte zostały czynności w niezbędnym zakresie m.in. zarządzono sekcję zwłok dziewczynki oraz zabezpieczenie dokumentacji medycznej przez policję. Niewykluczone, że sprawę przejmie Prokuratura Regionalna w Gdańsku, gdzie znajduje się wydział zajmujący się błędami medycznymi prowadzącymi do śmierci.

Polecamy: O TYM SIĘ MÓWI - najowsze newsy zawsze na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (19)
/3 miesiące temu
tak bardzo przykro jak się czyta o takich tragediach ..... moja coreczka miała 1,5 roku byl wieczor dostala goraczke 38 podalam leki przeciwgorączkowe troche spadla nie miała zadnych innych objawow w nocy niestety miała już 40 stopni podalam przeciwgorączkowe i pojechałam na pogotowie dowiedziałam się za panikuje i robie cyrk ze to na pewno tzw "1-dniówka" kolejna noc to samo a nawet gorzej bo leki przeciwgorączkowe podawalm już co 4 godziny (na przemian) żeby chociaż zbic do 39,5 oczywiście okłady, czopki itp. nic nie pomagalo mała miała na 2 termometrach ponad 40 stopni wezwalam pogotowie, przyjechala karetka Pan nie mial termometr uszkodzony nie zmierzyl goraczki, nie bral powaznie tego co mowie patrzyl na mnie jek na wariatke stwierdził ze dziecko które ma ponad 40 stopni mdleje a corka siedziała oparta o mnie nawet chyba raczke podniosla (jak na taki stan wygladala dobrze), wyłącznie na moja odpowiedzilnosc podal jakiś lek chyba przeciw drgawkom i kazal isc spac, kolejna noc pilnowałam malutka mierzac temperature co 15 min z okładami czopkami itp. kolejny dzień i goraczka 39-39,5 w dzień 40 w nocy i kolejna wizyta na pogotowiu okazało się ze nie maja termometru ani lekow przeciwgorączkowych wyslali nas do apteki po silniejsze czopki nie dojechaliśmy mala miała już 40,6 nie wytrzymałam cala ubeczana wrocilismy na pogotowie razem z inna mama (mama jakiegoś dziecka z poczekalni) ochladzalysmy dziecko naszymi ubraniami żeby zbic goraczke lekarka była zszokowana, zamarla, nie zareagowala, wyslala nas pod szpital pediatryczny (50m dalej) na izbie przyjęć dowiedzialam się ze jestem niepowazna i ze dziecko ma "grype 3 dniowa" pokuli ja i dali antybiotyk i do domu!!!! nie zadzialal kolejny dzień i noc 40 stopni kolejna wizyta w szpitalu naraszcie przyjęci nas na oddzial choc niechętnie, porobili badania wlaczyli antybiotyk dożylnie, pielęgniarki cala noc były obok przychodzily jak tylko prosiłam nie wierzyly oczom ze po podaniu zawyżonych dawek lekow dziecko do 1h miało spowrotem ponad 40 stopni, na korytarzu uslyszlam zeboja się czy dziecko do rana przezyje bo nie wiadomo co mu jest a jest w takim ostrym stanie ze nie ma czasu na badania, pilnowałam, chlodzilam i się modliłam naszczescie po kilki dniach goraczka przeszla (crp po zbadaniu było prawie 90) diagnoza zapalenie układu moczowego (corka normalnie robila siku), powikłania ogolne leczylysmy jeszcze pol roku dopiero po ponad roku przez przypadek Pani alergolog kazala nam zrobić badania na rozne mało spotykane choroby okazało się ze corka przeszla mononukleozę zakazna! (nie powinna była dostać zadnych lekow a tym bardziej antybiotykow moglo to doprowadzić do uszkodzenia a nawet pekniecia śledziony tak nam powiedziano :( badania kontrolne wykazaly ze wszystkonaszczescie jest wporzadku a leczenie nie zaszkodzilo dziecku PRZESTRZEGAM WSZYSTKIE MAMY TO MY ZNAMY NASZE DZIECI JESLI WIEMY ZE COS JEST NIE TAK NIE DAJMY SIE ZBYC ja zaluje ze tak długo polegałam na lekarzachmglo się to skonczyc tragedia :/ dziecko powinno być przyjęte 1 dnia a nie po ponad 4 dniach goraczki 40 stopni
/3 miesiące temu
XXI wiek gdzie zwierzętami lepiej się zajmują niż ludźmi. Ja też byłam na SORze w Lublinie jako osoba odwiedzajaca ale to jest masakra czy ludzi dużo czy mało to bez znaczenia i tak czeka się tyle samo. Tyle że lekarze mają więcej czasu na pogawędki i żarty. Pielęgniarka szukała lekarza od 30 min bo był pilnie potrzebny a on sobie stał ze znajomą i rozmawiał po czym powiedział pielegniarce że zaraz przyjdzie i poszedł jeszcze na papierosa. To jest kpina co się dzieje na SORze. A najlepsze jest to że w tv na poczekalni leciało na dobre i na złe i wielu ludzi w tamtym momecie zazdrociło tej opieki w filmie.
/3 miesiące temu
Ja ostatnio trafiłam na SOR po porannym upadku na lodzie. Miałam złamaną kość ogonową. O godzinie 9 poinformowano mnie ze lekarz przyjdzie o 15, bo ma zabiegi, a ja mogę posiedzieć. Ledwo stałam, a o siadaniu nie było mowy. Miałam ochotę położyć się pod szpitalem i zadzwonić po karetkę. Polska służba zdrowia to jakiś dramat!!!!! W innym mieście przyjęli mnie bez kolejki.
POKAŻ KOMENTARZE (16)