POLECAMY

„Pękł mi szew w macicy i jestem teraz w szpitalu” – bulwersujące zachowanie kierowcy autobusu doprowadziło do dramatu

Nie trzeba być matką, by poczuć w tej sytuacji złość i bezsilność, a także współczucie dla kobiety, którą spotkała taka historia.

Marta Nowak / 4 miesiące temu
„Pękł mi szew w macicy i jestem teraz w szpitalu” – bulwersujące zachowanie kierowcy autobusu doprowadziło do dramatu fot. Fotolia

Pani Sylwia, mama 11-tygodniowego chłopca, napisała niedawno wstrząsający list do portalu warszawawpigulce.pl. Jego treść, a dokładniej zdarzenie, które opisuje kobieta, bulwersuje i sprawia, że zastanawiamy się, co kieruje niektórymi ludźmi, że dopuszczają się takiego braku współczucia i zwyczajnej złośliwości. Jak bowiem można inaczej ocenić to, co zrobił pewien warszawski kierowca autobusu?

„Podniosłam wózek i wystawiłam go z autobusu”

Cała sytuacja wydarzyła się pod koniec marca w Warszawie. Pani Sylwia wybierała się do przychodni, więc wraz z synkiem w wózku podeszła na przystanek. Gdy zatrzymał się na nim autobus linii 188, ledwo udało jej się wejść do środka, ponieważ kierowca nie obniżył podwozia.

Piszę, ponieważ chciałam się podzielić pewną historią z dnia dzisiejszego. Mam małe dziecko, dokładniej synka, 11 tygodni. Dzisiaj zmuszona byłam pojechać do przychodni autobusem, a ponieważ nie mam daleko bo to tylko dwa przystanki udałam się na najbliższy i… zaskoczenie. Ledwo udało mi się wsiąść na przystanku, ponieważ kierowca nie obniżył podwozia i z wielkim trudem wepchnęłam wózek do środka po czym ruszył natychmiast po zamknięciu drzwi zanim zdążyłam dojść do przeznaczonego na wózki miejsca  
– napisała w liście do portalu warszawawpigulce.pl pani Sylwia.

Potem było już tylko gorzej: gdy pani Sylwia chciała wysiąść, zauważyła, że kierowca zatrzymał autobus daleko od chodnika i mimo próśb ponownie nie chciał obniżyć podwozia. Zdesperowana kobieta, która nota bene niedawno urodziła przez cesarskie cięcie, musiała samodzielnie podnieść wózek i wystawić go z autobusu. W efekcie trafiła do szpitala z pękniętym szwem w macicy.

Później wysiadając dwa przystanki dalej nacisnęłam przycisk służący do otwierania drzwi wózkom dziecięcym i kierowca (wydaje mi się ze specjalnie) podjechał do przystanku w taki sposób ze od autobusu do chodnika miałam około pól metra i po raz kolejny nie obniżył mi podłogi przez co nie mogłam wysiąść, próbowałam na wiele sposobów, prosiłam Go żeby mi opuścił podłogę, ale niestety bezowocnie. Nie było nikogo na przystanku ani w autobusie kto mógłby mi pomoc a ja nie miałam jak wyjść z wózkiem, bardzo się bałam żeby mi się nie przewrócił więc po wielu rożnych próbach podniosłam wózek i wystawiłam go z autobusu. Jestem po cesarce i w związku z zaistniałą sytuacją pękł mi szew w macicy i jestem teraz w szpitalu
– kontynuuje pani Sylwia w liście.

Pod publikacją listu pojawiło się ponad 100 komentarzy zbulwersowanych całą sytuacją kobiet i mężczyzn. Wypowiedziało się na jej temat także wiele matek, z których większość potwierdziła, że spotykały je podobne sytuacje w warszawskich autobusach. Zdarzyły się także opinie kwestionujące prawdziwość relacji pani Sylwii, a także takie, które broniły kierowców autobusów.

Redakcja warszawawpigulce.pl odezwała się w tej sprawie do Inspektora ZTM. Będziemy ją monitorować i mamy nadzieję, że bezduszny kierowca zostanie ukarany.

Poznaj inne historie na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/4 miesiące temu
Ja spotkałam się z wyjątkowym chamstwem młodej mamusi . Wsiadła do tramwaju nie sama w godzinach szczytu i wjechała wózkiem drzwiami gdzie nie ma miejsca na wózek po zwróceniu uwagi,że zatarasowała wyjście i to nie miejsce na wózek odpowiedziała :,,Trudno niech ludzie przeskakują" . A w autobusie miałam podobną sytuację były dwa odpowiednio oznaczone miejsca na wózek , młoda mamuśka nie mogła się zdecydować gdzie się ustawić i wjeżdżała w wysiadających pasażerów tą swoją karetą - bo dziecko było na tyle duże ,że mogłoby stać o własnych siłach. Mam wrażenie, że większość młodych wypicowanych mamusiek to zwykłe analfabetki ,które w nosie mają oznaczenia w pojazdach miejskiej komunikacji.No cóż jedne są do rodzenia a inne do wyższych celów
/4 miesiące temu
nikogo nie było w autobusie?? ani jednego pasażera?? to pani chyba jechała do przychodni nocnym i to końcowe dwa przystanki....
/4 miesiące temu
Proponuje napisać drugi artykuł dotyczący sprawności autobusów , wytycznych szefów , limitów czasowych itp. Często kierowcy działają zgodnie z regulaminem a przestrzegają go bo to dla nich być albo nie być. Pasażerowie owego regulaminu zazwyczaj nie znają. Nie mowie że tak było w tym przypadku ale każdy medal ma dwie strony wiec może nie ma co zaogniac sytuacji i wprowadzać nienawiści do "bezdusznych kierowców autobusów " jeżeli nie ma się elementarnej wiedzy na temat ich pracy. Dodam że często autobusy są niesprawne i nie zależy to od kierowców.
POKAŻ KOMENTARZE (1)