POLECAMY

System kontra człowiek, czyli perypetie przyszłej mamy u lekarza

Wczoraj byłam na umówionej wizycie w szpitalu. Powiedzieli, że wystarczy przyjechać kwadrans przed wizytą. Niestety czas oczekiwania w rejestracji wynosił godzinę. Dla odmiany w pustym gabinecie siedziała bardzo utytułowana, bardzo rozchwytywana pani doktor, czekając na swych pospóźnianych pacjentów. A to dopiero początek moich przygód ze służbą zdrowia.

System kontra człowiek, czyli perypetie przyszłej mamy u lekarza fot. Fotolia

Kochana A.!
„Ciężarna powinna odpoczywać” – powtarza mój stary dobrotliwy doktor Ezzat. Do całkowicie beztroskiego odpoczywania nie bardzo mam warunki, za to staram się żyć nienerwowo.
Jak by to jednak skomentować przysłowiem, w nawiązaniu do Twojego ostatniego wpisu na naszym blogu, tego o przysłowiach? „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny”. Lub też: „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Otóż bowiem może i byłabym całkiem zdrowa i spokojna gdyby nie… służba, o ironio, zdrowia. Która od paru dni na rozmaite sposoby doprowadza mnie do apopleksji.

Ratunku, ktoś podmienił mi dziecko! Jak przeżyć bunt dorastającego syna lub córki?

Oto garść przykładów. Wczoraj byłam na umówionej wizycie w szpitalu. Powiedzieli, że wystarczy przyjechać kwadrans przed wizytą. Niestety czas oczekiwania w rejestracji wynosił godzinę. Dla odmiany w pustym gabinecie siedziała bardzo utytułowana, bardzo rozchwytywana pani doktor,czekając na swych pospóźnianych pacjentów.

Scenka druga, w dwóch aktach: rzeczona pani doktor daje mi receptę i plik skierowań na badania.
Z receptą idę do apteki. Okazuje się, że mój lek po refundacji kosztuje 150 zł. Zrezygnowana pytam o zamienniki. „Oczywiście że są” – mówi aptekarka. „3,2 zł za opakowanie”.
Dziś rano dla odmiany udaję się ze skierowaniami do przychodni – i dowiaduję się, że nie mogę zrobić tu badań, bo będę musiała zapłacić pełną, bardzo dużo kwotę. Bezpłatnie – tylko w tamtym oddalonym parędziesiąt kilometrów szpitalu.
A pokażecie mi panie, jak się robi te zastrzyki w brzuch? – pytam jeszcze najgrzeczniej w zabiegowym. Jest późny ranek, oprócz mnie nie ma ani jednego pacjenta. „Nie, bo nie mamy zlecenia” – odpowiada jednak z niezmąconym spokojem pielęgniarka.

„Anny Lewandowskie są mi potrzebne, by sobie snuć fantazje, jak to tym razem wrócę do formy po ciąży”

Scenka trzecia. Muszę załatwić sprawę w warszawskim NFZ-cie.
Wyznam Ci, że na żadnym dworcu, lotnisku, stacji kolejowej nie widziałam ostatnio takiego tłoku jak tam. Matki karmiące, staruszki o laskach, ogromna duszność i jedna toaleta z jednym literalnie sedesem. Do mojej kategorii sprawy tego dnia od otwarcia (jakieś 3 godziny temu) wydano ponad sześćset numerków. Gdy w końcu docieram do okienka, okazuje się, że sprawa jest skomplikowana, a moje młodsze dziecko, cokolwiek to znaczy, jest „przypisane do ojca”, więc nie figuruje przy mnie i żadnych jej danych tu nie ma.

A teraz jasne strony.
Kochany doktor Ezzat przepisał mi skierowania na stosowne druczki i mogę je wykonać bezpłatnie w przychodni.
Zastrzyki będzie mi robić sąsiadka.
Farmaceutka orzekła, że przecież na recepcie nie ma zastrzeżenia „nie stosować zamienników” i zamieniła mi leki na te tańsze.
Pani w okienku NFZ-u na moją zmartwiałą minę odezwała się: „ale czy ja mówię, że nic się nie da zrobić…?”.
I dało się. Załatwiłam wszystko, co było mi potrzebne.
Tak, Jeżu. W potyczce „system kontra człowiek” na szczęście znowu wygrali ludzie. A dzięki nim ponure instytucje zyskały ludzką twarz.

Zdrowia życzę!
Twoja P.

Czy wakacje, gdy ma się dzieci, to rzeczywiście wypoczynek?

Moja P.,
nadzieja, że system, w którym funkcjonujemy, ma ludzką twarz, to warunek konieczny do tego, żeby nie oszaleć, nie stać się agresywnym, nie chcieć wyjechać na pustynię, no i – co chyba najistotniejsze – załatwić to, na przeprowadzeniu czego nam zależy.

Kiedy byłam młodsza, wszystkie instytucje państwowe wywoływały u mnie onieśmielenie i lęk. Wizyta w biurowcach, za drzwiami oznaczonymi funkcjami i nazwiskami pracujących tam urzędników oraz wieloma informacjami, co, gdzie, kiedy i dlaczego nie, osłabiały mnie skutecznie. Chodziłam w te miejsca jak na ścięcie, z założeniem, że się nie uda. Byłam małomówna i wycofana.

Ośmielenie i inny ogląd przyszły z wiekiem. I z dziećmi. Mam tak napięty kalendarz, że wszystko musi iść zgodnie z planem, bo jeśli nie, to się wali jak domino.

Przemogłam się zatem. Zrobiłam otwarta. Widać po mnie determinację, ale zarazem dbam, żeby było także widać dobre wychowanie.

No i – tu jest chyba klucz – patrzę na tę osobę po drugiej stronie biurka jak na siebie. Wyobrażam sobie, że pewnie też ma dzieci, może dziś się spóźniła na autobus i do pracy, może ma chorą mamę lub pokłóciła się z partnerem. Staram się o wyrozumiałość, bo chciałabym, żeby i do mnie ten ktoś miał takie podejście.

Generalnie to naprawdę działa.

Wypis z sądu wysłany tego samego dnia, kiedy zadzwoniłam z prośbą.

Reklamacja rozpatrzona od ręki, nie „w terminie do dwóch tygodni”.

Recepta wystawiona po rozmowie telefonicznej.

Wiara w człowieka czyni cuda. Nawet system z nią nie wygra.

Ale zdrowie zawsze się przyda, wiec serdecznie dziękuję za życzenia.

Całuję,
A.

 

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Dwie autorki poczytnych książek - Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż - wymieniają ze sobą listy - o życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne. A my je publikujemy na Polki.pl.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.”  już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na funpage pisarek!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/3 miesiące temu
Nie, to nie wina systemu. To wina ludzi. Systemy tworza ludzie, ktorzy pozniej zaslaniaja sie wymaganiami stworzonych przez siebie systemow. To typowe tlumaczenie pracownikow polskiej sluzby zdrowia - 'to nie my, to system'. A 'system' to wlasnie ludzie! Niechetni, zlosliwi, leniwi, bezmyslni, nie wiedzacy co oznacza empatia i tlumaczacy sie, ze oni wykonuja zawod lekarza, pielegniarki/pilegniarza nie z powolania a dla pieniedzy! Tak, pracuja dla pieniedzy, ale ze wzgledu na specyfike zawodu wlasnie ich obowiazuja okresleone standardy, ktorych nie potrafia i ani nie mysla spelniac. Wystarczy natomiast, ze taki lekarz czy pielegniarka pracuja w prywatnym szpitalu i wtedy wszystko sie zmienia, bo na wlasnej skorze czuja, ze od ich zachowania i tego jak traktuja pacjenta zalezy ich przyszlosc. Pacjenci sa coraz bardziej swiadomi swoich praw, ale jeszcze za malo. Nalezy wymagac, egzekwowac i nie zgadzac sie na zle traktowanie i brak profesjonalizmu. Przerazajace jest jak sluzba medyczna traktuje ludzi starszych - wiedza, ze starszy czlowiek nie zwroci uwagi, nie zaprotestuje, bedzie cierpliwie czekal, stlamsi bol i nie odpsyknie. Predzej umrze w kolejce do lekarza niz zaprotestuje. Nalezy zwracac uwage, protestowac, prostowac, wymagac! I nie sluchac narzekan medykow, ze malo zarabiaja, wiec nie czuja sie w obowiazku lepiej wykonywac swoich obowiazkow - najpierw podnosi sie standardy a dopiero pozniej za tym idzie podwyzka zarobkow.