POLECAMY

Radny PiS znęcający się nad żoną to niestety nie wyjątek. W Polsce można wszystko, byle w domu?

Zdawać by się mogło, że gdy cała Polska usłyszała na własne uszy, jak bydgoski radny PiS Rafał Piasecki bije, zastrasza i wyzywa swoją żonie od „cweli, gównojadów i pedałów” za to, że nie zabrała z przyjęcia kwiatka za 3 zł oraz jak każe jej "recytować śpiewająco" litanię własnych „win” w rodzaju: „nie podziękowałam ci, że wymieniłeś drzwi”, żeby on jej serdecznie "nie wyjebał tak, że złamie jej nos”, po raz pierwszy od dawna połączymy się wszyscy w słusznym potępieniu wyjątkowo odrażającego bandyty. Nic bardziej mylnego.

Anna Kowalczyk / 2 miesiące temu
Radny PiS znęcający się nad żoną to niestety nie wyjątek. W Polsce można wszystko, byle w domu? fot. Fotolia

To, że mowa akurat o prominentnym polityku ugrupowania mającego na sztandarach „wartości rodzinne” oraz popierającego wypowiedzenie Konwencji antyprzemocowej (tego samego, które odebrało dotacje wielu fundacjom niosącym pomoc dokładnie takim kobietom, jak pani Piasecka), jest dodatkowo bulwersujące, ale w sumie jednak drugorzędne.
To, że zrobiło się o tym głośno na całą Polskę, może się za to okazać jakimś pożytkiem z tej przerażającej historii – być może dzięki odwadze i determinacji Karoliny Piaseckiej, któraś z ponad 800 tysięcy Polek doświadczających przez lata bicia, gwałtów i upokorzeń (a takie szacunki podaje Centrum Praw Kobiet) przełamie własny wstyd i strach ZANIM znajdzie się w pośród tych 500, które w wyniku agresji mężów i partnerów co roku tracą w Polsce życie.

Jak byś wyglądała, gdybyś była ofiarą przemocy? Automat do... siniaków ci to pokaże.

Ale nawet te, które się odważą, muszą się dobrze uzbroić i przygotować, bo idą na brutalną, bezwzględną wojnę. Bo tak jak Karolina Piasecka, będą musiały, po pierwsze, uciec z domu i same znaleźć (dla siebie i dzieci) nowe bezpieczne lokum oraz za nie zapłacić. W Polsce to nie sprawcy przemocy muszą opuszczać wspólne mieszkania, ale ich ofiary - takie są fakty. Po drugie, są duże szanse, że policja ich pierwsze zgłoszenia i zawiadomienia zlekceważy oraz uzna za „rodzinne sprzeczki”, w które służby mundurowe nie muszą się mieszać. Po trzecie, mają jak w banku, że odtąd wszyscy będą kwestionować głównie ich kwalifikacje moralne, ich prowadzenie się, spekulować, czego to jemu i dzieciom nie dały i nie zapewniły, insynuować romanse na boku, przypominać wszystkie najmniejsze potknięcia od czasów podstawówki oraz, last but not least, głośno się zastanawiać, jaki ona ma w tym interes. Jakby uwolnienie się od męża-kata nie mogło być wystarczającym powodem.

Po czwarte, nawet jeśli „życzliwi” znajomi, sąsiedzi, koledzy i koleżanki z pracy łaskawie przyznają, że takie traktowanie jednak nie jest ok, na pewno coś napomkną o „praniu brudów we własnym domu” oraz „załatwieniu sprawy po cichu”, oczywiście w trosce o dzieci i dobro dalszych krewnych. I zaczną omijać je z daleka. Bo niby, wiadomo kto bił, a kto był bity, ale „wina przecież zawsze leży pośrodku”, czyż nie?

Stacja telewizyjna wyemitowała poradnik, jak zatuszować ślady przemocy domowej.

Dodajcie do tego kondycję psycho-fizyczną ofiar wieloletniego znęcania się (porównywaną do Zespołu Stresu Pourazowego, na który cierpią weterani wojenni i ocalali z klęsk żywiołowych) i orzecznictwo polskich sądów, które przeważnie (80-90 proc. spraw) skazują domowych katów na wyroki w zawiasach, i macie, choć tylko z grubsza, odpowiedź, dlaczego tak wiele kobiet maltretowanych przez swoich mężów i partnerów latami od nich nie odchodzi.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy rzecz dzieje się w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają, a rozwód jest cięższym grzechem niż katowanie najbliższych albo, gdy on dba o pozory, bije bez śladów, "tylko" zastrasza i zmusza do seksu, jest kimś ważnym, w domu jest ładnie i dostatnio, a dzieci mimo wszystko mają w szkole piątki. W ogóle, gdy są dzieci. Albo gdy ona jest tak rozstrojona psychicznie, że nie umie nawet składnie zdać sprawy z tego, co się w domu wyrabia, co po mistrzowsku oddał Zygmunt Miłoszewski w swoim bestsellerowym „Gniewie”. Jeszcze bardziej, gdy "tylko" zajmuje się domem albo zarabia za mało, żeby starczyło na życie z dala od przemocowego partnera. Mnóstwo takich sytuacji opisała świetnie w swojej książce „Matka Polka na odległość” socjolożka z UW dr Sylwia Urbańska. Ponad połowa jej bohaterek musiała uciekać przed domowym katem za granicę, bo w Polsce były lekceważone przez państwo, wyklęte przez społeczność, a do tego nie miały za co żyć.

Znęcał się nad żoną, bo "był prowokowany poprzez środkowe palce" - tak Rafał Piasecki tłumaczy się z przemocy

Jednym z ważnych aspektów przemocy domowej jest próba uciszania ofiary, izolowania jej od rodziny i znajomych, metodyczne zabiegi, by stopniowo pozbawiać ją wiarygodności, przedstawiać jako histeryczkę i wariatkę, osobę tak niezrównoważoną, że właściwie, czemu nie miała by konfabulować i się samookaleczać? Albo po prostu jako mściwą sukę, żądną zemsty i łasą na kasę. Stara śpiewka wszystkich przemocowców świata, którzy, tak jak i radny Piasecki, "musieli je bić dla ich własnego dobra". Zachęcam wszystkich doszukujących się drugiego dna w tej sprawie, by o tym pamiętali.

Rozłóż nogi i myśl o Polsce!

Pan radny Piasecki swego czasu grzmiał do Roberta Biedronia i wszystkich polskich gejów, by mu swoją obecnością w przestrzeni publicznej „nie demoralizowali dzieci”, a „swoje poglądy i zboczenia seksualne zostawiali w domu”. Bo w Polsce ujdzie wszystko, byle w domu, po kryjomu. Jak długo jeszcze?

Wszystkie felietony Anny Kowalczyk na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)