POLECAMY

„Nowy rok. Miałam konkretny cel - poprawić swoje życie. Życie jest fajne, niech trwa dłużej - dam radę. Dałam”

Mnie każdy nowy rok dopinguje do składania sobie obietnic. Rokrocznie jest w nich dużo o byciu fit (oczywiście bieganie, zdrowe odżywianie itd.) oraz o byciu lepszą matką i macochą. Także trochę o efektywniejszym oszczędzaniu, zrobieniu porządku w każdej mysiej dziurze w domu oraz że we wszystkim będę mądrzejsza: w kupowaniu ciuchów, doborze lektur, spędzaniu czasu, trzymaniu nerwów na wodzy. I co? Tere fere. Dlatego ten rok zaczęłam inaczej.

„Nowy rok. Miałam konkretny cel - poprawić swoje życie. Życie jest fajne, niech trwa dłużej - dam radę. Dałam” fot. Fotolia

Kochana, o rok starsza P.!
Przeskoczyły daty, mamy już 2018 rok. Między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, w tym dziwnym czasie zawieszenia, rozstawania się ze starym i czekania na nowe, zrobiłam gruntowne porządki w biurku. Wyrzuciłam niewiele, bo jestem zbieraczem i po prostu lubię gromadzić okruchy przeszłości, ale przynajmniej poukładałam i posprzątałam w szufladach.

„Opłaciłam swój sukces sporymi kosztami, jak na przykład rozpad dwóch związków”. Czy warto było? Rozmowa z Katarzyną Niezgodą

Mam bogatą kolekcję kalendarzyków kieszonkowych z ubiegłych lat. Przeglądałam je z rozrzewnieniem. Przez wiele lat na pierwszych stronach robiłam noworoczne listy postanowień. Gdy zaczynał się kolejny styczeń, czułam jakiś przymus, żeby coś w sobie udoskonalić. Nie byłam oryginalna. Nie byłam też skuteczna, bo co roku moja lista wyglądała podobnie:
Biegać trzy razy w tygodniu.
Nie obgryzać paznokci.
Kłaść się wcześniej spać.
Jeść mniej słodyczy.

Zaczynałam z energią. Byłam konsekwentna i wytrwała – mniej więcej do lutego. Potem wszystko wracało w stare koleiny. Nie biegałam. Obgryzałam, skórki także. Zasypiałam grubo po północy. Słodycze miałam i w torebce, i w biurku, i w kuchni. No po prostu klęska.
Wtedy nie rozumiałam, dlaczego nic z tych postanowień nie wychodzi. Zarzuciłam je po prostu, z poczuciem, że jestem niezmotywowanym nieudacznikiem bez silnej woli.

Przed kilkoma dniami oglądałam „Whiplash” – film o dziewiętnastolatku, który chce zostać znanym perkusistą jazzowym. Andrew mieszka z ojcem, niespełnionym pisarzem. Matka odeszła wiele lat temu. Chłopak ma talent. Uczy się w konserwatorium. Bardzo lubi muzykę. Ćwiczy, nie opuszcza zajęć. Marzy o karierze, ale tak trochę nieśmiało. Aż trafia pod opiekę dyrygenta, który jest wielką sławą i ma trudny charakter. A właściwie to jest psychopatą. Zaczyna zajęcia bladym świtem, kończy nocą. Wydziera się na uczniów, obraża ich, policzkuje, wyrzuca z zespołu, podpuszcza i szczuje na siebie. Ze zmęczonych palców leje się krew, faceci płaczą. Gdy Fletcher wchodzi do sali, atmosfera tężeje. Nerwy napięte jak postronki, strach wręcz namacalny. Patrzyłam i nie rozumiałam. Nie rozumiał też Andrew – w końcu rzucił konserwatorium w cholerę. Robił inne rzeczy, ale bez przekonania. Muzyka okazała się jednak najważniejsza. W finałowej scenie wreszcie osiąga ten wymarzony sukces – kiedy już wie, że żeby zrealizować marzenie, trzeba tego naprawdę chcieć. Bardziej niż czegokolwiek innego. Nie poddawać się. Nie dać się zniechęcić. Podnieść się po upadku i iść dalej. Każdą komórką ciała czuć, że właśnie o to w życiu chodzi. Bez takiej pewności i działania napędzanego pragnieniem, z osiągania celu nici.

Co z tego, że wszyscy biegają, że bieganie jest zdrowe i modne? Ja nie lubię biegać. Nigdy nie rozumiałam, po co mam dyszeć i się pocić, a rozmazany krajobraz ma mi szybko mijać obok. Bardzo natomiast lubię spacerować – bez żadnych wyrzeczeń, bez względu na pogodę, każdego dnia z ogromną przyjemnością spaceruję. Bo lubię i chcę. Też zdrowo.
Zaczęłam wcześniej chodzić spać, kiedy organizm dał mi znać, że potrzebuje czasu na regenerację, a niewyspana wyglądam i czuję się jak zombi. Akceptuję jednak fakt, że jestem sową, nie skowronkiem.
Przestałam obgryzać paznokcie, kiedy poukładałam sobie ważne sprawy w życiu. Co więcej - zaczęłam je malować i bardzo to lubię.
Słodycze odstawiłam, kiedy odebrane wyniki badań były dalekie od dobrych. Miałam konkretny cel – poprawić je. Życie jest fajne, niech trwa dłużej – dam radę. Dałam.
Z każdym postanowieniem, nie tylko noworocznym, jest właśnie tak: udaje się tylko to, czego naprawdę, dla siebie, nie dla innych, się chce. Do czego ma się całkowite przekonanie. Z niewolnika nie ma pracownika – zwłaszcza jeśli chodzi o realizowanie marzeń.
Wsłuchanie się w siebie i pewnego podążania za marzeniami Ci życzę na ten nowy 2018
Twoja A.

Pokażcie nam swoją moc! Czekamy na Wasze historie - chcemy je pokazać, opisać!

Kochana A.!
Mnie też każdy nowy rok dopinguje do składania sobie obietnic. Rokrocznie jest w nich dużo o byciu fit (oczywiście bieganie, zdrowe odżywianie itd.) oraz o byciu lepszą matką i macochą. Także trochę o efektywniejszym oszczędzaniu, zrobieniu porządku w każdej mysiej dziurze w domu oraz że we wszystkim będę mądrzejsza: w kupowaniu ciuchów, doborze lektur, spędzaniu czasu, trzymaniu nerwów na wodzy.
Tere fere.
W tym roku zamiast kija postanowiłam spróbować metody z marchewką – i spróbowałam się najpierw trochę podopieszczać – i zamiast spisania listy celów na 2018 zaczęłam od podsumowania 2017. Co dobrego się w nim wydarzyło, co mi się udało, z czego jestem dumna. Lista wyszła zaskakująco długa i wprawiła mnie w świetny nastrój – bo przy okazji przypomniałam sobie wiele cudownych chwil: premiery naszych nowych książek, nasze fantastyczne wspólne wakacje, narodziny mojej najmłodszej córeczki, różne zgrywy, wzruszenia, małe zwycięstwa nad sobą i akty odwagi, i łuty szczęścia... Poczułam się jak pochwalone dziecko – dumna i szczęśliwa. A także spokojna – że się udało, że przeżyłam rok w zgodzie ze sobą i z bliskimi, że nikt drogi memu sercu nas w tym roku nie opuścił, że znów trochę więcej wiem, umiem, mam, daję z siebie.

Więcej ciekawych wywiadów z inspirującymi osobami - polecamy!

Co do Nowego Roku – nie myśl, że jestem nieambitna, ale oby tylko nie był gorszy od 2017. Oby utrzymać ten kurs spokoju, radości, doceniania tego, co się ma, życia pełną piersią. Oczywiście pewne cele, (których się domyślasz!) także sobie postawiłam – ale dążę do nich jak doświadczony żeglarz – spokojnie, z wiarą, że się uda oraz z przyjemnością z drogi – z samego tego zbliżania się do celu. Bo każda chwila jest ważna.
Aha – będę jeszcze okazywać bliskim, jak bardzo ich lubię i kocham.
Z miłością i przyjaźnią,
Twoja P.

Polecamy!
Była wyśmiewana, więc stworzyła szokującą sesję zdjęciową, by walczyć z hejtem. Daje do myślenia? 10 najchętniej czytanych artykułów przez nasze użytkowniczki w 2017 roku!

 

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich funpage na Facebooku.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/tydzień temu
I słusznie! Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio coraz bardziej zaczynam dostrzegać, iż ludziom często brakuje sensu w życiu. Ponadto, coraz więcej osób ślepo podąża za blogerami i vlogerami. Często bez żadnej refleksji przyjmują opinie swoich internetowych idoli i wdrażają je w swoje życie. Polecam chwilkę refleksji :) Nawet zamieściłem o tym ostatnio wpis na swoim blogu Piaskownica Meksa. Gdyby ktoś był zainteresowany to zapraszam.
/2 tygodnie temu
Zawsze się śmiejemy ze znajomymi, że nowy rok, starzy my. W tym roku postanowiliśmy się jednak wspierać, a nie jedynie śmiać. Moje koleżanki stawiają na siłownie, kumple też rzeźba, ja postanowiłam zadbać trochę o urodę, czytałam sporo o tych olejkach eterycznych, więc zamówiłam parę z damai i będę testować, a potem i tak pewnie dołączę do siłowni, a nienawidzę :(
/2 tygodnie temu
Stawiam na rozwój osobisty! To jest moje hasło w 2018 roku! Dlatego zapisałam się na lekcje angielskiego w Artcom u mnie w mieście i nareszcie nauczę się tego języka.
POKAŻ KOMENTARZE (1)