POLECAMY

Wiosenne porządki. Jak nie zaprosić do domu tablicy Mendelejewa? Pisze Krystyna Mirek

Uważam, że piękno, które nas otacza przekłada się na spokój wewnętrzny, poczucie szczęścia, a nawet zdrowie. A bierze się ono także z porządku. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jaką cenę płacimy za wyszorowane do białości wanny, zapach konwalii unoszący się nad świeżo zmytą podłogą, czy morską bryzę w toalecie...

Krystyna Mirek / 6 miesięcy temu
Wiosenne porządki. Jak nie zaprosić do domu tablicy Mendelejewa? Pisze Krystyna Mirek fot. Fotolia

Wiosna to naturalny czas porządków. Przyroda budzi się do nowego życia, zbliżają się święta, zmieniamy garderobę, uczesanie i sadzimy drzewa. Zbliżają się święta, a co za tym idzie szał pucowania, czyszczenia i szorowania.

Lubię ład wokół. Uważam, że piękno, które nas otacza przekłada się na spokój wewnętrzny, poczucie szczęścia, a nawet zdrowie. A bierze się ono także z porządku. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jaką cenę płacimy za wyszorowane do białości wanny, zapach konwalii unoszący się nad świeżo zmytą podłogą, czy morską bryzę w toalecie. Błyszczące meble, upojne wonie, moc odkamieniaczy i wybielaczy, to tak naprawdę silna chemia, którą nasączamy codzienne swój dom, by potem wśród niej spać, jeść, kąpać się i oddychać.

Prosty przykład. Mycie wanny. Wymaga pewnego wysiłku, bo trzeba się pochylić i trochę przyłożyć, by efekt był odpowiedni. Oddychamy szybciej, głębiej. Nasączamy gąbkę mleczkiem do czyszczenia i wdychamy opary chemicznego środka. Potem spłukujemy wannę, ale bardzo rzadko na tyle dokładnie, by się pozbyć resztek środków czyszczących. Wieczorem nalewamy gorącej wody i leżymy sobie zmęczeni po ciężkim dniu, a skóra rozszerzonymi od ciepła porami wchłania kolejną porcję chemii.

Pracujemy często bez rękawiczek. Moczymy ręce w roztworze płynu do naczyń, środków czyszczących. Wkładamy chemiczne kostki do zmywarki i odświeżamy powietrze aerozolami, które obok konwalii nawet nie stały. O skutkach nie będę pisać, bo je znamy.

Skąd brać czas, skoro go nie ma? Zdradza pisarka Krystyna Mirek, pracująca mama czwórki dzieci

Chciałam się tylko podzielić własnymi patentami na proste, naturalne sprzątanie, dzięki któremu dziecko może bezpiecznie raczkować po podłodze, wanna staje się przyjaznym miejscem, a na kuchennym blacie nie strach położyć kromki chleba.

Płyn do mycia podłóg: ciepła woda, sok z połowy cytryny, trochę wody utlenionej, parę kropel oliwy, kilka kropel naturalnego olejku aromatycznego. Dezynfekuje, czyści i pozostawia błyszczącą powierzchnię.

Kostki do zmywarki: tu przetestowałam najwięcej różnych znalezionych w sieci przepisów. Niektóre nie domywały, inne były bardzo drogie lub trudne do wykonania. Ostatecznie najlepiej sprawdza się: dwie łyżeczki sody oczyszczonej i sok z cytryny do pojemnika na kostkę. Czasem coś pojedynczego trzeba domyć ręcznie, ale zasadniczo działa super i nie pozostawia osadu z chemii na każdym talerzu, kubku i widelcu.

Płyn do czyszczenia kuchennych blatów: woda, ocet lub woda i soda oczyszczona.

Płyn do naczyń: Woda, płatki mydlane, sok z cytryny.

Dużo wietrzenia i minimalizm w gromadzeniu przedmiotów pomagają.
Nie jestem fanatykiem. Jeśli trzeba użyć odkamieniacza, robię to. Jeśli splami się ulubiona bluza, spryskam czymś mocnym. Ale zasadniczo staram się unikać chemii, tam gdzie się da. A wiosna to czas, kiedy człowiek chce być piękny, zdrowy i pełny sił. Przyjazny dom może być wsparciem.

Wszystkie felietony Krystyny Mirek - polecamy!

Polecamy także fanpage pisarki na Facebooku

Najnowsza książka Krystyny Mirek „Saga rodu Cantendorfów. Tom 1. Tajemnica zamku” już w sprzedaży!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)