POLECAMY

„Wygląda, jakby ją pies wszamał, a potem wypluł”, „Nasza szkapa”, „Ale ty, brzydka jesteś!”. Co chcieli osiągnąć autorzy tych komentarzy?

Ostatnio trafiłam na artykuł o znanej pani polityk. W leadzie napisane, że przeszła prawdziwą metamorfozę. A pod tekstem komentarze – było ich 677 – cytuję: „wygląda, jakby ją pies wszamał, a potem wypluł”, „tragedia”, „ wygląda jak dzień przed zgonem”, „istna miska szamba”, „brzydkie to to takie, że tak powiem”, „wygląda jak niechlujna feministka lub nawiedzona aktywistka”. Teraz quiz: cóż takiego wydarzyło się w życiu tej osoby, że takie komentarze padły?

„Wygląda, jakby ją pies wszamał, a potem wypluł”, „Nasza szkapa”, „Ale ty, brzydka jesteś!”. Co chcieli osiągnąć autorzy tych komentarzy? fot. Fotolia

Droga P.!
Dziś mam dla Ciebie list-zagadkę.
Przeglądam sobie wczoraj wiadomości w internecie i natrafiam na artykuł o posłance Joannie Musze. W leadzie napisane, że przeszła prawdziwą metamorfozę, i dramatyczne pytanie, jak jej z tym przeobrażeniem. Potrzymam Cię jeszcze chwilę w niepewności i nie zdradzę, czego dotyczył tekst. Najpierw bowiem komentarze – było ich 677 – cytuję: „wygląda, jakby ją pies wszamał, a potem wypluł”, „nasza szkapa”, „ale ty, Mucha, brzydka jesteś!”, „tragedia! Wygląda jak dzień przed zgonem”, „istna miska szamba”, „brzydkie to to takie, że tak powiem”, „wygląda jak niechlujna feministka lub nawiedzona aktywistka”.

Obniżenie wieku emerytalnego - dla kobiet to błogosławieństwo czy przekleństwo?

Teraz quiz dla Ciebie. Cóż takiego wydarzyło się w życiu Joanny Muchy, że takie komentarze padły?
    •    Przez rok stroniła od szczotki i pasty, wskutek czego mocno przerzedziło się jej uzębienie.
    •    Wyciągnęła ze śmietnika brudne, podarte ciuchy męskie ciuchy z lat 80. i chodzi tylko w nich.
    •    Przestała się myć i jest obrośnięta brudem jak polana w cieniu mchem.

Głowisz się, bo to trudne? No to już Cię wypuszczam z mroków niepewności: Joanna Mucha przestała farbować włosy. Na skutek tej decyzji ma fryzurę w kolorze naturalnym, co więcej, jest to natura zgodna z upływem czasu, czyli pozbawiona barwnika, a zatem białoszara, srebrzystobiała  - siwa.
Zwykle taki gremialny odzew jest spowodowany czyimiś działaniami. A tutaj te silne emocje są wywołane brakiem działania – niefarbowaniem.
Można dyskutować o urodzie - ja uważam, że Joanna Mucha jest piękną kobietą, choć przyjmuję, że ktoś może mieć inny kanon piękna. Jest także szczupła, zadbana, ładnie ubrana.
Więc skąd te komentarze - pełne zacietrzewienia, jadu i nienawiści?

System kontra człowiek, czyli perypetie przyszłej mamy u lekarza

Zastanawiam się, co powoduje kobietami, które wylewają taką złość publicznie. Piszę: kobietami, ponieważ gros tych tekstów jest autorstwa kobiet. Mężczyźni gromadnie ograniczali się do stwierdzenia, że Joanna Mucha im się podoba: z takim czy innymi włosami.
A zatem czy to jest może tak, że te ziejące  jadem internautki mają sztywne wzorce kulturowe, które nakazują kobiecie być wiecznie młodą dwudziestolatką z blond włosami? Przy okazji: ten wzorzec – jak pokazały komentarze mężczyzn – jest forsowany przez kobiety.
A może same już mają dosyć traktowania się chemią i chętnie by sobie odpuściły comiesięczne farbowanie, ale brak im odwagi? Może ich poczucie własnej wartości nie jest dostatecznie wysokie?  Powiedzmy przy okazji wprost: nieczęsto spotyka się kobiety z ładnie ufarbowanymi włosami, pasującymi do karnacji i urody, niezniszczonymi. Zwykle - po domowym farbowaniu – kolor jest nienaturalny, tworzy wrażenie maski lub hełmu na głowie.
Czy wyobrażasz sobie podobne komentarze, gdyby miały dotyczyć szpakowatego (mężczyźni są przecież interesująco szpakowaci, kobiety nieestetycznie siwe) mężczyzny? Na przykład: „ej, stary zamaluj te siwaki, bo cię żadna laska nie zechce”, „wyglądasz jak zramolały dziad”, „obleśne, tak się zapuścić”. Zapewne nie. I słusznie, bo się nie zdarzają.
Smutne, że to piekło zgotowały kobiecie inne kobiety.
Całuję,
Twoja A. z włosami w kolorze księżycowym (jak chce syn) lub siwym (jak wyżej).

Kinga Rusin nie farbuje włosów i chwali się siwizną, ale ma inne kompleksy

Kochana A.!
Ironia sprawiła, że Twój list dotarł do mnie, kiedym właśnie wróciła od fryzjera… z ufarbowanymi włosami.
Chyba można powiedzieć, że to mój pierwszy raz. W liceum nakładałam czasem na włosy szampon koloryzujący w wersji absurdalny granatowoczarny heban, na szczęście potem z tego wyrosłam na 20 długich lat. Lubię swoje włosy. Ale ciąża, karmienie, druga ciąża (czyli wszystkie te hormonalne zmiany, które powodują, że loki raz się prostują, raz wiją, to znów garściami wypadają), dwa sezony letnie z mocnym płowieniem, w końcu dwa lata bez fryzjera – zrobiły swoje. Włosy były zaniedbane. Czułam, że mogłyby być ładniejsze, gdyby im tylko nieco pomóc.

W ogóle, wiesz – może to kwestia znalezienia się na ostatniej prostej przed czterdziestką – ale pod wieloma urodowymi względami wyznaję teraz liberalną zasadę, że jeśli mogę sobie „trochę pomóc” – to czemu nie? Ja, która latami prawie się nie malowałam – teraz, kiedy pracuję w domu, maluję się i stroję. Ubrania jednolite i stonowane zmieniam na barwne fatałaszki. Mam też wielki apetyt na zadbanie o kondycję fizyczną, oczywiście kiedy już urodzę. Taki to widocznie etap w życiu.

Będą kary za brak oznaczenia na zdjęciach retuszowanych w Photoshopie! Jesteście za?

Generalnie zaś, co myślę o siwiźnie i jej farbowaniu? Otóż myślę, że z nimi jest trochę jak z takim modnym od paru sezonów wełnianym płaszczem. Można go nosić bardzo pięknie, szlachetnie. A może też być rozciągliwą wywłoką, nałożoną i przewiązaną paskiem byle jak, zmechaconą pod pachami, z wypchanymi kieszeniami i ekspozycją wszystkich najgorszych cech sylwetki. Jeśli kobieta ma w sobie spokojną ufność w swą urodę i wartość, a przy tym jest estetyczna, czysta i zadbana, to żadna siwizna nie zrobi z niej Baby Jagi. Jeśli jednak ta siwizna to jeden z wielu elementów ogólnego niechlujstwa – złej cery, przypadkowego ubrania w złym rozmiarze, brzydkiego zapachu z ust, resztek lakieru na paznokciach – no to nie ma przebacz: jest się straszydłem i basta.

Niebezpieczeństwo, niczym lecące w pończosze oczko, tkwi w odpuszczaniu sobie. Czym innym jest świadoma decyzja: odtąd nie będę farbować włosów, podobna do decyzji naszych przodkiń o zrzuceniu gorsetów. Czym innym stopniowe zapuszczanie się. Nie dalej jak wczoraj w kolejce do ginekologa siedziałam naprzeciw dwóch młodych kobiet, które najwyraźniej właśnie sobie odpuściły. Mężów już miały, dzieci też – o nic więc (jakże pozornie!) nie trzeba już walczyć. Ich włosy były tłustawe, figury także. Ich luźne, dresowate ubrania i rozklapane buty wyglądały na pociążowe, choć w ciążach już nie były. „Niedobrze – myślałam sobie, patrząc na nie. – Jeśli w takim stanie dzień w dzień oglądają je ich mężowie, dzieci, sąsiedzi, one same siebie w lustrach – to w końcu zwątpią, że można inaczej. Lub zapomną. Lub tak się rozsmakują w wygodzie sflaczałej bawełny z przecierką, że trudno im będzie wdziać coś efektownego. I oczko leci dalej…”.

A co do internetowego hejtu kobiet względem Joanny Muchy? Podsumuję to refleksją mojego fryzjera, który dziś właśnie był pierwszy dzień w pracy po urlopie w ciepłych krajach i na świeżo opowiadał mi rozmaite zaobserwowane scenki plażowe.
„Cóż – zakończył potem te anegdoty – wiadomo, że nikt tak nie nienawidzi młodych kobiet jak starsze kobiety”.

Rozciągnęłabym to jeszcze szerzej. Wspólnota jajników, Moja Droga, to śliski grunt. Niemal wszystkie damskie kontakty w jakimś stopniu są podszyte zazdrością, zawiścią, porównywaniem się – oczywiście w różnym natężeniu. Matka krytykuje córkę, bo nie chce, by ta powtarzała jej błędy. Przyjaciółka od przyjaciółki czerpie nieszkodliwą inspirację. Siostry między sobą dyskretnie rywalizują. Oto odwieczne zjawiska w naszych walkach o facetów… i o siebie same.

Całuję serdecznie
Kasztanowa P.

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)