POLECAMY

Jak przetrwać dwa tygodnie bez dezodorantu i nie wyskoczyć przez okno?

Do tego ciekawego eksperymentu zmusiło mnie życie. Potraktowałam to jak wyzwanie - 2 tygodnie bez antyperspirantów, pot-blokerów i innych kosmetyków pod pachami. Nie było łatwo, ale - jak się okazało - można przetrwać. I przy okazji odkryć parę prawd o sobie.

Redaktorki Polki.pl / 2 miesiące temu
Jak przetrwać dwa tygodnie bez dezodorantu i nie wyskoczyć przez okno? fot. Fotolia

Bez czego nie możecie żyć i funkcjonować? Bez smartfona, bez kawy, bez mycia zębów, bez majtek… Można wyliczać i wyliczać. Ja np. nie wyobrażam sobie życie bez dezodorantu. To znaczy - nie wyobrażałam sobie do niedawna.

Szczęśliwy związek szkodzi zdrowiu, czyli… dlaczego w dobrym małżeństwie się tyje?

Niestety sytuacja medyczna (a konkretnie stan zapalny gruczołów pod pachą objawiający się bolesnymi guzkami) zmusiła mnie do NIE UŻYWANIA ŻADNYCH dezodorantów pod pachami. Żadnych. Dosłownie. Nie tylko antyperspirantów. Nawet głupiego talku nie mogłam zastosować. Kuracja trwała dwa tygodnie, a ja nie mogłam zaszyć się w domu, musiałam chodzić do pracy, na treningi, jeździć na rowerze, robić zakupy.

Najgorsze były pierwsze dni. Zestresowana ciągle sprawdzałam, czy to nie ja śmierdzę w tramwaju. Na szczęście nie - to ci co zawsze. Zaopatrzona w mokre chusteczki antybakteryjne od razu po przyjściu do pracy, leciałam do łazienki dokonywać ablucji. I zmieniać bluzkę. Koledzy z pokoju patrzyli na mnie podejrzliwie. Jeden w końcu zapytał, co ja tak się przebieram ciągle. No to przestałam, żeby nie dociekali. A ukradkiem wąchałam pachę.

„Wcale nie poszło tak gładko... Przeżyłam koszmar po depilacji brazylijskiej”

Treningi i rower - najgorzej. Pocisz się i nie ma przebacz, żaden perfum tego nie zamaskuje, tylko solidny antyperspirant. A tu zabronione. Co robić? Co robić? Z tego stresu zaczęłam się tylko bardziej pocić. Po tygodniowej walce postanowiłam się poddać. Trudno, najwyżej pośmierdzę jeszcze tydzień. Nie mam już siły kombinować z tymi chusteczkami, bluzeczkami, wąchaniem się non stop.

I wiecie co, jak odpuściłam - okazało się, że wcale nie śmierdzę. Że wcale się nie pocę aż tak, żeby się przebierać 3 razy dziennie. Nie zdarzyła mi się sytuacja jak tej pani na zdjęciu ilustrującym tekst. A nawet jak się spocę, to też jakoś specjalnie dramatu nie ma.

Przeżyłam bez antypersirantu dwa tygodnie, w tym wyjazd towarzyski i dwa wieczorne wyjścia. A potem poszłam do mądrego dermatologa, który mi zalecił, żeby na treningi w ogóle nie używać żadnego dezodorantu, po ruszaniu się przecierać pachy spirytusem salicylowym i dwa razy w tygodniu aplikować taki specjalny antyperspirant na noc, a potem rano co najwyżej wklepać pod paszkę zapachowy balsam lub psiknąć deo perfumowane. Robię tak i jest w porządku. Działa. Czyli... można :)

PS Pytanie - to dlaczego inni (np. w tramwaju) tak śmierdzą? Bo - jak mawiała moja babcia - trzeba się myć, a nie psikać.

Wy też tak macie? To się podzielcie - na maile czekamy pod adresem: waszehistorie@polki.pl

Jakie rzeczy spotykają kobiety? Czytajcie - mamy też listy od Was :)

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/2 miesiące temu
Już jakiś czas temu spróbowałam tego samego eksperymentu - przypomniało mi się, że zawsze mówiono mi w dzieciństwie, aby nie używać nałogowo antyperspirantu. Pomyślałam: pracuję w domu, co mi tam, mogę spróbować. Po dwóch dniach moje pachy nabrzmiały i dostałam czerwonych guzków. Swędziało to niemiłosiernie, ale po tygodniu przestało. Teraz używam tylko ałunu i lekkich perfum, które aplikuję na nadgarstki lub włosy - i wszystko jest super, nawet po większym wysiłku fizycznym. Pocę się zdrowo, bo pot to naturalna rzecz, zdrowy sposób organizmu na chłodzenie się.