Ach, Japonia...
O erotyce, miłosnych zwyczajach Japończyków, plotkowaniu przy kawie oraz o modzie i kulturze onsenów opowiada pisarz, Marcin Bruczkowski.
Japończycy są ponoć bardzo skrytym narodem...
- Nie doświadczyłem tego. Są trochę jak Polacy – przy pierwszym kontakcie bywają mało otwarci, ale dziesięć spotkań i dziesięć litrów piwa później zaczynają się otwierać i pewnego dnia stają się naprawdę dobrymi przyjaciółmi.
Czy w takim razie chętnie rozmawiają ze swoimi dziećmi o emocjach, uczuciach, miłości?
- Rozmawiają raczej niedużo, ale jeszcze nie widziałem takiego narodu na świecie, gdzie rodzice często by mówili w domu o miłości. Zresztą my, Polacy, też mamy wielkie problemy z rozmawianiem o uczuciach. Głównie mówimy o tym, co będzie na kolację i co dziecko dostało z matematyki.
A jak zachowuje się zakochana Japonka?
- Jak każda zakochana kobieta wszędzie na świecie.
Widać to po niej?
- Pewnie że widać, chociaż wszystko zależy od tego, jak się toczą losy wyżej wymienionej miłości, i w zależności na jakim etapie jest owo uczucie... W każdej kulturze są pewne kody, dzięki którym wiadomo, że jedna osoba jest zainteresowana drugą; niemniej one są zazwyczaj bardzo subtelne i kluczem do zrozumienia ich jest po prostu w danej sytuacji słuchać sercem a nie dopatrywać się "typowych" objawów miłości.
Poza tym Japonia to nie jest jednolita kultura – to raczej sto różnych kultur. Japończycy do niedawna praktycznie nie podróżowali nawet po swojej wyspie. Ich lokalne kultury są bardzo mocne i dlatego zupełnie inaczej zachowa się w stosunku do przystojnego mężczyzny dziewczyna z Tokio a inaczej dziewczyna z Kioto.
Dużo jest sex hoteli w Japonii?
Od groma. Stoją przy każdej ulicy. Łatwo je poznać: między zwyczajnymi budynkami mieszkalnymi nagle wyrasta coś otynkowanego na różowo, ma greckie kolumienki wokół okien a na górze - basztę jak ze średniowiecznego europejskiego zamku. Potworny kicz. Na takich budynkach oczywiście nigdzie nie jest napisane, że to love hotel, za to jest napisana cena pokoju za godzinę, podczas gdy każdy inny hotel liczy sobie za dobę.
Jak się przechodzi koło sex hotelu widać, że drzwi całe są z luster weneckich - dzięki temu, jak ktoś wychodzi, nie wpadnie na swojego szefa albo ważnego znajomego, bo ma widok na ulicę. Natomiast z zewnątrz nie widać osób, które są w środku. Bardzo praktyczne. Coraz więcej jest też rabu hoteru typu drive-in. Wjeżdża się do garażu, a nad wjazdem wiszą frędzle, które chronią klientów przed wzrokiem ciekawskich. Facet wrzuca pieniądze do automatu i wystukuje, za ile godzin chce zapłacić. Rurą wypada dla niego klucz w wielką gruszką. Nie widzisz przy tym żadnego człowieka, wszystko jest możliwie najmniej ambarasujące.
Dodam, że love hotele są dość drogie, więc stać na nie raczej tylko pracujących. Ale jest ich w Japonii pełno, bo nie ma gdzie spędzić paru intymnych godzin. Trzeba mieć na względzie, że tamtejsze mieszkania często mają ściany grubości papieru, więc bywa mało prywatnie. Poza tym, sąsiedzi by zobaczyli, że się kogoś przyprowadza do domu, a Japończycy są plotkarskim narodem. W tradycyjnym modelu rodziny japońskiej kobieta nie pracuje - w związku z czym po wyjściu za mąż wiele pań zaczyna się nudzić i kiedy ich mężczyźni idą do pracy, spotyka się z sąsiadkami w kawiarni i rozmawia z nimi przez pół dnia. A gdy im się skończą tematy, to plotkują, kto kogo odwiedził wieczorem.
Ja
Forum
Facebook
Pinterest




























