POLECAMY

Pastele i duchy

Wśród mazowieckich pól stoi dworek Dominiki i Tomka. To ich autorska wersja tradycyjnych domów – angielskich i polskich.

Ich decyzja, by przenieść się na wieś, była zaskakująca. – Znajomi zadawali sobie pytanie: co my robimy? Mąż
– właściciel klubów nocnych, ja – miastowa babka, a siedzimy na wsi! – wspomina Dominika. Zgodziła się na wywiezienie w szczere pole z miłości i chęci spełnienia marzenia Tomka o własnym domu z ogródkiem. Wokół budowali się znajomi i partnerzy zawodowi, nie mieli więc poczucia osamotnienia w tym ryzykownym przedsięwzięciu.

Dom powstał szybko, w ciągu pół roku, według indywidualnego projektu. Bo taki pozwalał na zmiany, dobudówki, dzięki temu ostatnio przybyła oranżeria. Spełniał też wymagania rodziny z niezbyt dużym budżetem. Dopiero później okazało się, że koszt założenia ogrodu na ugorze przewyższył cenę domu. Metraż 210 metrów, „na ludzką miarę”, okazał się idealny dla rodziny z małym dzieckiem (i dla weekendowych gości). W małym domku przerobionym z garażu zamieszkiwały nianie.
Dom otacza sielski krajobraz starorzecza Wisły, dlatego chcieli, by w sposób naturalny wtopił się w pejzaż. Bryła domu nawiązuje do tradycji dworku polskiego. Zabrakło tu spodziewanych (po urodzonej w Kalkucie właścicielce) indyjskich akcentów, ale według niej w takim miejscu byłoby to nieporozumieniem. – I choć patrząc na mnie, powierzchownie wszyscy dostrzegają tylko hinduskie korzenie, jest we mnie i dom z „Nocy i dni”, i Serbinów, i Rusinów. To jest w moich genach.
W utrzymaniu nieskazitelnego stylu pomogło jej wrodzone wyczucie formy i dyscyplina.
Projektowaniem domu zajmował się Tomek, wnętrza to pomysł Dominiki. Powstały przy współpracy jej sklepu „Niebieskie Migdały”. Od 9 lat zajmuje się dekoracją pokoi dziecięcych, co miało też wpływ na urządzenie domu. Ten wpływ to nie meble malowane w misie, ale jasna, pastelowa gama barw. – Uważałam, że pasuje tu taki romantyczny, słodki charakter. Ja czułam się w tym dobrze, a mąż z tolerancją podchodził do kolejnych, obitych różami foteli – mówi Dominika. Styl mebli można określić jako „wiejski barok” – malowane meble, fałszywe ludwiki. Nie żal ich ciągle przemalowywać, jeśli tylko przyjdzie taka chęć.
O kolorycie domu zadecydował rozkład światła i przypadek. Żółty trudno uznać za ulubiony kolor Dominiki, a to właśnie żółta kanapa z Ikea (bo nie było wtedy białej) dała początek złotej tonacji wnętrz. A może była to tęsknota za światłem słonecznym w zimie? Nie ma w tym wiejskim domu ludyczności, za którą Dominika nie przepada, czy siermiężnych tkanin. Wybrała szlachetne jedwabie, taftowe rolety, żakardy. Z nowoczesnych rozwiązań technicznych zrezygnowano nie tylko z względów ekonomicznych. Nie bardzo pasowała tu wyrafinowana elektronika czy skomplikowany system oświetlenia.
Z górnego światła zrezygnowano (wyjątek to kryształowy żyrandol) na rzecz bocznych lampek. Wygodne kanapy i fotele sprzyjały tworzeniu przyjemnego klimatu. Goście lubili się zasiedzieć, co skłoniło gospodarzy do wniosków: albo tak trudno do nich dojechać, że trzeba potem swoje odsiedzieć, albo miejsce posiada pozytywną aurę. Redakcja przychyla się do drugiego wniosku, choć ten „słodki dom” jest położony... blisko cmentarza. Jeśli były w nim jakieś duchy (co sprzyjałoby konwencji literatury angielskiej), to skutecznie uporał się z nimi zaprzyjaźniony z mamą Dominiki mnich tybetański. Zaproszony na polską wigilię, aby pobłogosławić dom, kazał przygotować bardzo dużo spirytusu i do końca nie wiadomo, co z nim zrobił, bo spirytus się... ulotnił. – Duchów musiało być chyba co niemiara – z uśmiechem tłumaczy Dominika.

Tekst Katarzyna Mackiewicz
Stylizacja Dorota Karpińska
Zdjęcia Rafał Lipski



Oranżeria. Mieszanka mebli, a efekt zaskakująco spójny. Stara kanapa z nową tapicerką i krzesła z Meridienne w tej samej gamie kolorystycznej tworzą zgrany komplet



Salon z wejściem do dobudowanej oranżerii. Fotele „fałszywe ludwiki” z upodobaniem przemalowywane przez właścicielkę. Takie zmiany dotyczą tylko mebli, belki stropu, okna i drzwi pozostały w naturalnym kolorze drewna



W salonie Dominika z dziećmi: Zosią (córką z pierwszego małżeństwa) i Dominikiem. Złotą tonację tworzą kanapa, zasłony, złote ramki lustra, zdjęć i szkiców na ścianie. Rozjaśniają wnętrze nawet w ponure dni



Kuchnia utrzymana w klimacie całego domu. Z miejscem na szybkie śniadanie przy barku. Gra światła i cieni dodaje uroku ciepłemu wnętrzu



Część jadalniana obok kuchni. W obowiązkowych pastelach. Serwantka z firmy Meridienne, krzesła z Fabryki Wnętrz
– otrzymały kwieciste obicia i zostały przemalowane. Stąd z okien roztacza się piękny widok na ogród i pola.
A w zasięgu wzroku żadnego domu...



Sypialnia łączy kolor écru z błękitem. Jedwabne zasłony i proste łóżko z Ikea. Lampka angielskiej projektantki Laury Ashley, której wyczucie wiejskiego stylu jest bardzo bliskie Dominice. Taboret z antykwariatu Stara Praga



Romantyczna łazienka. Ze stylizowaną umywalką i krzesłem firmy Meridienne – jak wiele innych mebli w tym domu. Dopasowane stylistycznie komoda, kosz i lustro (z „Niebieskich Migdałów”)
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/11 lat temu
Bardzo mi się podoba. Z takim smaczkiem wszystko dopasowane. Gratulacje. Uważam, że nowoczesne wnętrze szybko się może znudzić i wyjść z mody. Tradycyjność i staraość to jest zawsze modne.