Batalia na błocie smoleńskim

"Mąć tę narodową kadź,/serce truj, głowę trać-kiedy, jeśli nie teraz" te słowa Stańczyka skierowane do Dziennikarza były bardziej aktualne? Mącić tę narodową wodę ma kto; chętnych już od kilku kadencji nie brakuje.
/ 26.07.2010 10:58

"DZIENNIKARZ
Zacz kto - ?

STAŃCZYK
Błazen.

DZIENNIKARZ (poznając)
Wielki mąż!"

S. Wyspiański, Wesele, Akt II

"Mąć tę narodową kadź,/serce truj, głowę trać-kiedy, jeśli nie teraz" te słowa Stańczyka skierowane do Dziennikarza były bardziej aktualne? Mącić tę narodową wodę ma kto; chętnych już od kilku kadencji nie brakuje. Kaduceusz jako atrybut posłów także jest w retoryce sejmowej obecny, a wśród posłów na sejm RP pojawił się, ostatnimi czasy szczególnie, pasujący do miana Stańczyka postczwartejRP osobnik. Imię jego jest Janusz Palikot. Jednakże, Stańczyk naszych czasów prawdopodobnie wzbudza o wiele więcej kontrowersji niż ten odległy o pięć wieków. Wobec Stańczyka-Palikota opinie są podzielone: jedni powiedzą, że wielki mąż, inni, że błazen - i będzie to jedno z najdelikatniejszych określeń.

Błazen zygmuntowski a poseł PO
Ażeby odpowiedzieć sobie, co wspólnego mają z sobą błazen zygmuntowski i poseł PO, należy pozostawić na chwilę Wyspiańskiego i samego bohatera korytarzy sejmowych oraz sięgnąć do historii nadwornego błazna z Proszowic podkrakowskich - znanego z ciętego języka i nie spóźnionej, trafnej riposty, doskonałej orientacji na arenie politycznej, ale przede wszystkim z niezwykle krytycznych osądów decyzji i poczynań władców (bowiem patrzył na ręce kolejnym władcom: Aleksandrowi Jagiellończykowi, Zygmuntowi I Staremu i Zygmuntowi II Augustowi) oraz z troski o losu kraju. Błazen, więc, był błaznem tylko pozornie.

Nie rzadko Stańczyk otwarcie komentował wydarzenia sceny politycznej, nie szczędził przy tym surowych ocen, jak chociażby tej skierowanej do Zygmunta Starego: Większy to błazen, co mając niedźwiedzia w skrzyni, puszcza go na swoję szkodę, która w opinii historyków miała być przyganą dotycząca sprawy hołdu pruskiego. Jednakże, większość Polaków- chcąc, nie chcąc- kojarzy- bardziej lub mniej przez mgłę - postać błazna z obrazu Jana Matejki z 1862 roku: Stańczyk na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska. I niechaj ta analogia pozwoli nadać posłowi Palikotowi miano, nie przymierzając, Stańczyka (pominąwszy konserwatyzm starego Stańczyka, o który jest posądzany przez historyków).

Stańczyk wobec Smoleńska
Stańczyk uwieczniony na obrazie Jana Matejki staje wobec sytuacji upadku Smoleńska w 1514 roku, gdy podczas wojny litewsko-moskiewskiej na skutek braku odsieczy wojewoda smoleński skapitulował przed księciem moskiewskim Wasylem III. Dziś księciem moskiewskim dla posłów PiS jest premier Putin. A wokół błoto i trupy - idąc tropem Joachima Brudzińskiego. Tym samym, poczynania i słowa posła Palikota trafiły na czas kolejnego Smoleńska, które to można nazwać Smoleńskiem bezpowrotnie utraconym. Na tle10 kwietnia człowiek ten staje się dla jednych bohaterem, wielkim mężem, który to nie boi się poruszać niedotykalnych tematów i deprecjonować tych, co dawno już pokarali polski sejm aurą nadaremno wzywanego Boga i zbyt szeroko pojętą ingerencją kościoła w hierarchię władzy świeckiej, i którzy to nadal trudnią się tym samym fachem, a dla innych jest tylko błaznem żenującym i ośmieszającym urząd posła. Odpowiedź będzie zależała od zapatrywań politycznych, sympatyzowania z którąś z partii, natomiast w żadnej prawie mierze nie będzie to obiektywne spojrzenie. Janusz Palikot celuje w kontrowersyjnych, czasami obraźliwych wypowiedziach, których boi się opozycja i cześć kolegów partyjnych. Stąd chociażby pytanie, jak potoczą się losy niefrasobliwego posła, gdy na czele partii stanął Tomasz Tomczykiewicz.

Kłopotliwe pytanie w wersji palikotowej zdają się być podwójnie kłopotliwe. Znamienne, że i w 1514 roku Stańczyk stawał wobec Smoleńska i dziś człowiek, którego połowa narodu określa mianem błazna, staje na drodze partii, która chce uczynić z katastrofy samolotowej święto męczeństwa, symbol romantycznej idei martyrologii i zataczający koło obłęd spisku, werbalnej i niewerbalnej agresji wobec nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego.

Zwolennicy posła Janusza Palikota zgodzą się, iż ten ostry język i cięta riposta pasują do Pierwszego Pitbulla Platformy Obywatelskiej, zaciekłego wroga nieżyjącego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego i krnąbrnego demaskatora wątpliwych poczynań komisji pod wodzą posła PiS, Antoniego Macierewicza; komisji, która to właśnie rozpoczyna swoje śledztwo, a której to Janusz Palikot nie ma zamiaru pozostawić monopolu na dochodzenie do prawdy, bądź też na dochodzenie do tego, do czego dochodzić zamierza.

Komisja-widmo
Ciężko jednoznacznie wyznaczyć kierunek, na który położy nacisk komisja, bowiem zasłanianie się dobrem rodzin jest wątpliwe w sytuacji, gdy w przyszłości niedalekiej jedna z sekcji komisji ma badać działania organów państwowych podczas przygotowań do kwietniowej wizyty prezydenckiej w Katyniu. Kto wie? Może to właśnie wśród licznych rażących zaniedbań, które zapewne komisja wytropi, kryje się jądro spisku i potwierdzenie - wykluczonej dziś rano - sztucznej mgły.
Niezwykle uniwersalną treścią stają się inne słowa Stańczyka z Wesela Wyspiańskiego, które zupełnie byłyby na miejscu wobec posła Macierewicza i jego współpracowników: Myślisz - że się trupy odświeżą/strojem i nową odzieżą -/a ty z trupami pod rękę/będziesz szedł na Ucztę-mękę(…). Bowiem, tak właśnie rysują się zamiary komisji; nie tylko ekshumować, nie tylko robić nowe sekcje zwłok, ale wręcz wydrzeć tych, co zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem z objęć Hadesa. Bo końca nie mająca uczta smoleńska już się rozpoczęła i trwać będzie raczej długo - stąd jeden z punktów w regulaminie zespołu mówiący o upamiętnianiu tragedii, obchodzeniu rocznic - tak, jak by pamięć o tym wydarzeniu miała ulecieć i nigdy nie wrócić bez wysiłków komisji. Tylko, że to zmarłym nie pomoże, a polskich parlamentarzystów jeszcze bardziej podzieli. Widać niektórym z nich właśnie taki obrót spraw leży na sercu.

Póki, co, parlamentarny zespół Macierewicza ucieka przed Palikotem biorąc się na sposób i zmieniając porę posiedzenia tak, by musiała się ona zbiegać z zobowiązaniami posła PO. Dlatego też Palikot wytacza cięższą amunicję i nazywa posła Macierewicza tchórzem w odniesieniu do jego zachowania w dniu tragedii smoleńskiej, jak i w związku z prosperitą komisji, zaznaczając jednocześnie, że na obradach i tak będzie się pojawiał.

Mącić narodową kadź
Czy wobec tak absurdalnych działań posłów PiS dziwi mącenie kadzi przez Palikota? Czy Stańczyk PO dokonuje aż takich przewinień krytykując komisję złożoną li i jedynie z posłów PiS, mającą już wyrobiony pogląd na – ujmując to słowami samego Antoniego Macierewicza - zbrodnię, która została dokonana dn. 10 kwietnia 2010 roku? Czy ironia, która strąca w otchłań pompatyczną, grobową minę partii oraz prezesa - samozwańczego monarchy polityki oraz niestrudzonego bojownika o prawdę, z tym, że tę własną jej odsłonę - czy ta ironia nie ma żadnych podstaw? Palikot nazywa po imieniu to, czego inni wypowiedzieć nie chcą, jedynie język, brak subtelności i etyki poselskiej sprawia, że coraz ciemniejsze chmury zawisną nad głową posła.
Powiedzieć o krwi na rękach prezydenta, to powiedzieć o kilka słów za dużo - to nie może ulegać wątpliwości, i na to usprawiedliwienia nie ma. Ale jest Palikot głosem części narodu, który w domu przed telewizorem potrafi wyrażać bardziej surowe opinie nie przebierając w słowach; głosem tej części, która chce normalnie funkcjonować w społeczeństwie i domaga się, by prócz zmarłych, zacząć interesować się sprawami żywych - zwykłych obywateli, którzy niedawno poszli do urn wyborczych głosować różnie i mają teraz swoje oczekiwania.

Batalia na błocie smoleńskim
Najgorsze przecież jest uczynienie z tej katastrofy i śmierci ludzi pola do rozgrywek politycznych, gdzie pląsa się na uczuciach, emocjach za pomocą teorii dziejowego spisku, politycznej zbrodni i ukartowanego zamachu. Czy na pewno w tej sytuacji to Palikot - znienawidzony przez posłów PiS jest tym, który rozdmuchuje, szuka poklasku, przypina gębę i zatapia w atmosferze podstępu, zwłok w błocie i kryminalnych poszlak?

Jakoweś fata nas pędzą w przepaść - to kolejne słowa Stańczyka z Wyspiańskiego, które mają realną szansę na realizację. Albowiem, gdy do codziennej walki o krzyż, ucieczek przed Palikotem, dołożyć jeszcze kilka sejmowych komisji śledczych, łzy posłanki Kempy, a także niezwykle lotne stwierdzenie w pełni władającej już językiem polskim Nelli Rokity, jak to PO historię ze szkół usunąć chciała, pozostaje jedynie wiara, że skoro rośnie gdzieś na szkolnych boiskach nowa, zupełnie inna piłkarska kadra narodowa, to i gdzieś kwitną powoli przyszłe perły polskiej sceny politycznej, które posiądą wiedzę, iż kaduceusz ma łagodzić spory i uśmierzać złość.
 

Redakcja poleca

REKLAMA